:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  4°C słabe opady deszczu

Andrzej Bratkowski: Łyżka dziegciu

W ostatnich dniach przez niemal wszystkie lokalne media przeszła fala zachwytu nad oddaniem do użytku odrestaurowanego Zamku Książąt Pomorskich. Podzielam pogląd, iż jego odnowienie, a w zasadzie gruntowna przebudowa, była miastu bardzo potrzebna. Zgadzam się z opinią, że owa inwestycja w mury tak naprawdę jedynego zabytku w naszym grodzie, na długie lata wpisze się w sukces obecnej administracji i jest bezsprzecznie dowodem jej dużej odwagi i determinacji. 

Będąc historykiem nie mogę się nie cieszyć, że ten zabytkowy obiekt, przez długie lata popadający w ruinę, przybrał tak okazałą formę, jakiej nie prezentował od wielu wieków! Nie kwestionując do końca różnych przedsięwzięć zmierzających do uatrakcyjnienia i estetyzacji miasta, nie sposób pominąć kwestii finansowych. Zawsze przy takich przedsięwzięciach rodzi się pytanie, czy nas na to stać i czy realizacja kolejnego pomysłu nie przyniesie więcej strat niż oczekiwanych korzyści? Wchodząc w różnego rodzaju projekty inwestycyjne wspierane funduszami z Brukseli, musimy mieć większe lub mniejsze środki własne. Zazwyczaj nie pochodzą one z dochodów własnych, które - jak wiemy - są niewystarczające nawet na bieżące wydatki, ale z zaciąganych kredytów. W czasach, kiedy kredyt jest drogi, bo sytuacja gospodarcza gmin jest niepewna, zwraca się uwagę na fakt, że owa europejska pomoc staje się dość wątpliwa. Wylicza się, że wzięty kredyt na wkład własny, który trzeba wnieść, by skorzystać z unijnej pomocy, stanowi poważne ryzyko. W wielu przypadkach wieloletnia obsługa takiego zobowiązania jest droższa od beneficjum z unijnej kasy darowanych w ramach pomocy dla krajów słabo rozwiniętych. Jedynymi wygranymi w tych operacjach finansowo - kredytowych są wielkie korporacje bankowe. 

Ciesząc się z każdego nowego nabytku, z każdej zmodernizowanej drogi, chodnika, ścieżki rowerowej czy nowo powstałego obiektu, musimy pamiętać, że w dużej mierze powstają one na kredyt, wzięty na poczet przyszłych, dość mgliście planowanych dochodów. Dochody te w ostatnich latach nie pokrywały wydatków, a budżet miasta znajduje się w chronicznym deficycie. Prowadzone planowanie finansowe, jak to już wielokrotnie wykazywałem, opiera się na nierealistycznych lub zgoła zmyślonych podstawach. Kiedy w domu planujemy jakiś poważny zakup, długo zastanawiamy się nad tym, czy nas na to stać, czy jest on nam w tym momencie najbardziej potrzebny i do jakich celów. Gdy sięgamy po kredyt, by zrealizować nasze zamierzenia, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy stać nas będzie na obsługę długu, czy będziemy posiadali wystarczające i stałe dochody, by zaspokoić bieżące potrzeby, czy czasami nie narażamy się na katastrofę finansową i w ostatecznym rozrachunku wizytę komornika? 

Lawinowe zadłużanie się państwa oraz samorządów pokazuje w tym względzie dużą niefrasobliwość różnych politycznych decydentów. W czasie nadciągającej szybkimi krokami kampanii wyborczej z pewnością rządzący będą chcieli się pochwalić swoimi osiągnięciami. Każda nowa inwestycja będzie poważnym argumentem w tej dyskusji i nie można tego lekceważyć. Warto przy okazji takiej dyskusji zadać pytania, czy wydane środki przyczyniły się do powstania nowych, trwałych miejsc pracy. Czy wpłynęły one na zahamowanie gwałtownego odpływu młodzieży z naszego miasta? 

 

Gołym okiem widać, że dla młodzieży szukającej pracy nie ma żadnych szans, chyba, że ma się wysoko postawionego tatusia, który zadba ,by jego dziecię nie błąkało się jako bezrobotny i dzięki swoim koneksjom pracę będzie miał załatwianą. Zastój w sprzedaży mienia komunalnego, bessa na rynku nieruchomości, duża liczba pustych mieszkań do sprzedaży, pozamykane na głucho sklepy i przedsiębiorstwa, to widok, który od wielu lat wpisany jest w pejzaż naszego miasta. Kto zarobi na pokrycie miejskich zobowiązań, kto zarobi na pensje miejskich urzędników, skoro liczba mieszkańców miasta spada, ubywa pracowników sfery produkcyjnej zaś młodzież, która ma być przyszłością narodu, udaje się masowo na emigrację i jak wynika z rozmów z nimi nie mają najmniejszej ochoty na powrót, bo do czego? Tej radosnej twórczości inwestycyjnej nie towarzyszy realna ocena jej skutków, tak w sferze finansowej jak i społecznej. Przykładów można mnożyć. Weźmy basen. Długo oczekiwany, kreujący spory deficyt, jest do końca nie w pełni wykorzystany. Podobnie będzie z planowanym stadionem czy nową przystanią. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że działalność pozalekcyjna różnych instytucji jest mocno „podkoloryzowana” w sprawozdaniach, by na papierze wszystko grało. Obserwator tych zjawisk widzi jak to  „rzeczywistości skrzeczy”. Ocena prawdziwych potrzeb społeczeństwa naszego miasta może się bardzo mijać z ambicjami niektórych politycznych decydentów.


Andrzej Bratkowski: Łyżka dziegciu komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com