:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  11°C rozproszone chmury

Barbara Krzyżanowska-Ksok. Niby znana, ale jakby zapomniana

W tym roku mija 20 lat od śmierci tej niezwykle charyzmatycznej postaci. Kim była Barbara Krzyżanowska-Ksok?  To prekursorka tańca towarzyskiego na Pomorzu. W 1979 roku założyła szczecinecki Klub Tańca Towarzyskiego „Aida”. Organizowała wiele międzyklubowych i ogólnopolskich turniejów tańca. Początkowo odbywały się one w sali kina „Kadr”, w sali dawnej Szkoły Podstawowej nr 2, później - w Hali Myśliwskiej, w dawnej budowlance, a także w Szczecineckim Ośrodku Kultury oraz w Domu Kultury Kolejarza.  Pod jej trenerskim okiem wyrosło wielu utalentowanych tancerzy. Kiedy nagle zmarła, postanowiono, iż jej dzieło będzie kontynuowane. W każdym kolejnym roku odbywały się nowe turnieje, ale i tak te najlepsze organizowane były za jej życia. 

Zdecydowano też, że znaczącym dowodem uczczenia działalności założycielki „Aidy” będzie zainicjowanie cyklu turniejów upamiętniającego jej osobę. Od 1999 roku konkursowe pokazy „O Memoriał Barbary Krzyżanowskiej-Ksok” można uznać za największe wydarzenia taneczne w naszym mieście. 

Studiowała zoologię, ale kochała taniec


O tym, jaką pani Barbara była osobą, wiedzą najlepiej ci, którzy ją znali? 
– To postać niby znana, ale jakby zapomniana – mówi w rozmowie z „Tematem” Patryk Krzyżanowski, syn pani Barbary. – Taniec w jej życiu pojawił się jeszcze w czasie studiów w Krakowie. To były lata, kiedy jeszcze tak wiele par nie tańczyło. Tańczyła u profesora Mariana Wieczystego. To znany w Polsce prekursor tańca towarzyskiego.
Pani Barbara studiowała zoologię. Jednak to taniec okazał się tym, czemu chciała poświęcić swoje życie. Po studiach ukończyła liczne taneczne kursy. Podjęła pracę w ośrodku kultury. 
– Myślę, że do zamieszkania tutaj przekonało ją otoczenie miasta: jezioro i las. Bardzo lubiła wodę. Wychowała się nad Zalewem Zegrzyńskim, także to, że w okolicy Szczecinka jest wiele jezior, na pewno było dla niej „na plus”. 
- Taniec był dla niej bardzo ważny. Większość swojego dzieciństwa spędziłem pod stołem z magnetofonem. Mama zabierała mnie ze sobą na lekcje tańca. Byłem po prostu strasznym urwisem, więc wolała mnie mieć przy sobie, niż zostawić komuś pod opieką. Wyjeżdżaliśmy też razem na turnieje. Na pewno była świetnym pedagogiem. Miała doskonały kontakt z tancerzami. Nie starała się być instruktorem, chciała raczej pomagać młodym ludziom, którzy swój światopogląd dopiero tworzą. Realizowała się jako pedagog. Zawsze starała się wszystko wytłumaczyć. Do pracy jechała z radością. Potem z równą radością wyjeżdżała ze swoimi, żeby mogli odkrywać świat. 

To była moja druga mama 


Tak wspomina panią Barbarę jej dawny uczeń, Paweł Tomczyk. 
– Często było tak, że słuchałem się bardziej pani Basi niż rodziców. To była prekursorka tańca, trenerka, pedagog... Dzięki niej osiągnąłem to, co teraz mam. Dużo by opowiadać, naprawdę. Przetańczyłem na jej zajęciach całe lata 90-te, od 1990 roku aż do jej śmierci byłem w klubie „Aida”. 
- Ludzie ją podziwiali, słuchali jej, chcieli być koło niej. Potrafiła z każdym rozmawiać. Była też bardzo honorowa. Kiedy coś powiedziała, to tak zrobiła. Były czasem sytuacje trudne pod względem wychowawczym. Zawsze jednak stawała po stronie swoich uczniów. Aż się chciało przychodzić na te zajęcia. Ona po prostu potrafiła się odnaleźć w świecie młodych ludzi.

Urok i czar 


A jak panią Barbarę wspomina kontynuatorka jej tanecznego dzieła? 
W oczach Katarzyny Balon, która po śmierci Barbary Krzyżanowskiej-Ksok, przejęła pod swoje skrzydła „Aidę”, była to postać, która słynęła ze swojego nietuzinkowego sposobu bycia i silnego systemu wartości.
- Nie można było przejść niej obojętnie. Pamiętam moment, kiedy przyszła do mojej szkoły na casting - w turbanie i bransoletkach. Szokujący widok, a do tego trzeba sobie jeszcze wyobrazić tamte szare, trudne czasy.
- Miała swoje przyzwyczajenia. Uwielbiała robić zakupy na rynku. A do tego potrafiła o tym tak pięknie i barwnie opowiadać. Miała też swoje utarte powiedzenia, które gdzieś zostały. Pamiętam zwrot do jednego z uczniów, a potem do niektórych osób: „Cudzie mój, na pewno się dogadamy”. 
- Zdarza mi się nieraz to powtarzać. Kiedyś taniec w Szczecinku nie był kojarzony z czymś wartościowym. A ja miałam możliwość obserwowania, jak się to zmienia. To my organizowaliśmy turnieje w sali kina Kadr. Razem wynosiliśmy siedziska... 
- Nie było tylu wyjazdów. Taniec rozwijał się w dużych ośrodkach akademickich, bo tańczyli głównie studenci. Ale Basia chciała to koniecznie zaszczepić tutaj. Kiedy już zaczęłam pracę jako jej asystentka, narady odbywały się u niej w domu. 
- Basia parzyła kawę, paliła papierosy mentolowe, wyciągała swoją przenośną popielniczkę... Miała swój niepowtarzalny urok i czar. Była piękną, oczytaną kobietą. Miała tony książek. Wiem też, że coś pisała, ale nie było mi dane tego przeczytać. 

Przecierała szlaki 


- Często mawiała: Jak masz coś robić, rób to dobrze, albo nie rób wcale. Poprzez taniec pokazywała nam świat z trochę innej perspektywy. Razem wyjeżdżaliśmy też za granicę. Teraz to jest naturalne, ale w tamtych czasach tak wcale nie było. 
 - Organizowanie takiego wyjazdu dzisiaj przypominałoby raczej kabaret. Podróżowaliśmy pociągami, a nie samochodem czy autokarem. Basia była zakochana w swoich dzieciach, więc często zabierała swoich synów ze sobą. Pamiętam jak kiedyś o mały włos spóźnilibyśmy się wszyscy na pociąg, bo jej 3-letni syn zasnął w szatni i nie mogliśmy go wybudzić. 
- Przecierała szlaki. Pamiętam turnieje, jakie organizowała w dawnym SzOK-u. Był taki wymóg, żeby przygotować dla par posiłek. I pani Basia wraz innymi mamami... w starej Rycerskiej stawały i gotowały. I pary dostawały na obiad domową pomidorówkę i mielone. Teraz wiadomo, coś takiego nie byłoby możliwe. Ale jeszcze była kwestia, żeby zdobyć w tamtych czasach te wszystkie produkty. Jeździliśmy wtedy razem z panią Basią żukiem z SzOK-u po wioskach do ludzi, od których pani Basia brała różne produkty. Miała dar nawiązywania różnych znajomości, które potem długo podtrzymywała. 
- Oczywiście nie wszystko było takie różowe. Czasem były chwile kwaśne. Pani Basia miała odwagę powiedzieć głośno to, co na dany temat myśli. Nie bała się tego. Pokazała mi też, że można być ponad coś. Doceniłam to potem, będąc dorosłą osobą. 

To było szybkie odejście


- Nikt się tego nie spodziewał. Wszystko trwało może pół roku... I bum – wspomina dalej Katarzyna Balon. - Niemożliwe, że odeszła taka silna osoba i że było coś silniejszego nad nią. Miała swoje marzenia i ogromną miłość – dzieci. W tamtych zwariowanych i trudnych czasach była naprawdę oddaną i kochającą matką. 
- Miała też dar przyznania się do błędu. Dla mnie to była wielka lekcja. Też były pomiędzy nami różne „spięcia”, ale umiała jednać ludzi. Losy klubu Aida również były potem różne. Dziś jestem już pewna, że trzeba było mieć wtedy ogromy hart ducha, żeby tę drogę szczecineckim tancerzom utorować. Kiedy dziś widzę ludzi, z którymi też tańczyłam, mamy wspólny mianownik. To pani Basia. Nawet gdyby ktoś chciał, nie zapomni. Uważam, że zrobiłam to, co mogłam, żeby jej dzieło było kontynuowane. 
- I Memoriał Barbary Krzyżanowskiej-Ksok w drugim dniu Mistrzostw Polski w Tańcach Latynoamerykańskich. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy pojechałam z Basią na taki prawdziwy turniej na Mistrzostwa Polski par zawodowych do Bydgoszczy. Tańczył wtedy Piotr Galiński. 
- Potem Basia zaprosiła do kawiarni w Bydgoszczy, z której zapamiętała biały fortepian i że ktoś w białym fraku grał na tym fortepianie. Basia, będąc jeszcze w klimacie tego turnieju, rozmarzyła się i głośno pomyślała: „A gdyby tak w Szczecinku...”. No i jest... Może nie jest to turniej zawodowców, ale jednak. Za każdym razem jest to przepiękne widowisko. Przygotowując ten nadchodzący turniej i memoriał tak właśnie sobie pomyślałam: „Basiu, marzenia się spełniają, a ty daj mi siły, żeby to dobrze dopiąć do końca”. I niech tak będzie.

 

Tekst ukazał się w Temacie Szczecineckim,
jedynym tygodniku ze Szczecinka.


Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


barbara krzyżanowska ksok szczecinek taniec aida pomorze dom kolejarza - komentarze opinie

  • gość 2018-03-10 10:45:48

    Pani Barbara uczyla mnie tańca , wspaniała ciepła osoba , gdy odeszła przejęła nas p. Balon ----- coś strasznego , wiecznie krzyczała , szarpała , obrażała --- do tej pory się wydziera

  • Igor - niezalogowany 2018-03-10 11:49:01

    https://www.youtube.com/watch?v=eLcBhdjYxZQ

  • Marek - niezalogowany 2018-03-10 16:00:38

    Jaka zapomniana!!! Wspaniala kobieta,jak mama dla wiekszosci z nas!!! Minelo 20 lat a czesto o niej mysle.chociaz niema mnie w Polsce to co roku moja mama jej swieczke pali.takiej osoby sie nieda zapomniec.pani Kasi sie chwali ze podtrzymala jej dzieki. Marek Jesiorowski

  • Robert - niezalogowany 2018-03-10 18:48:15

    To piękne, że p. Kasia kontynuuje to, co P. Basia zaczęła a ile pracy i serca wkłada w organizację turniejów, także tych memoriałowych, to wie chyba tylko ona sama.

  • Gość - niezalogowany 2018-03-12 00:58:29

    My - tancerze Basi - doskonale wiemy, jak było i na pewno pamiętamy. Dzięki Niej jesteśmy innymi ludźmi. Brakuje Pani bardzo, nie do zastąpienia...

  • Gość - niezalogowany 2018-03-12 14:49:02

    A co nie była zapomniana ? To, ze Marek myslisz to nie oznacza,ze cos z tym robisz ;) Co robiles od 20 lat by ktos o niej pamietal ? Nawet memorialu nie bylo teraz, a na turnieju MP nic nie bylo powiedziane o pani Basi. Grób odwiedzam systematycznie i co za kazdym razem sprzatam i nic sie nie pali. Wiele by mozna bylo pisac i opowiadac. Teraz jak jest artykuł to wszyscy raptownie pamietaja ;) Pozdawiam wszystkich szczerych i prawdziwych :)

Dodajesz jako: Zaloguj się