22°C bezchmurnie

Jerzy Gasiul: Miotła pilnie potrzebna

temat.net: archiwum, Jerzy Gasiul Miotła pilnie potrzebna - zdjęcie, fotografia

felieton ukazał się w 687 wydaniu tygodnika Temat 17.10.2013

To jest dziczenie przestrzeni publicznej. Nie jak w puszczy, bo tam rządzą prawa przyrody. Co ja gadam. To jest prawo betonowej dżungli – rację ma silniejszy albo bezczelniejszy. Trwa walka o przestrzeń i nie masz już ratunku, bo prawo nie istnieje. 

Ktoś kiedyś w starożytności wymyślił powiedzenie: de gustibus non disputandum est – czyli o upodobaniach nie należy się spierać. Niestety, zarówno o gustach jak i o upodobaniach powinno się mówić - mało powiedziane - należy dyskutować, spierać, a nawet się wykłócać. 

Najwyraźniej sentencję wymyślił człowiek zgnuśniały i leniwy, któremu obce są cuda natury i dzieła sztuki stworzone ręką genialnych artystów. Gdybyśmy byli wierni tej zasadzie, budowa galerii i muzeów byłaby nieuzasadniona, wszakże trudno byłoby pomieścić wszystkie ludzkie wytwory. Wszystkie, ponieważ de gustibus... itd. Tym sposobem ekskrementy magistra od sztuki z wetkniętą weń biało-czerwoną (autentyk) byłaby równoważna posągowi Dawida dziełu rąk Michała Anioła. 

Po co w takim razie zmarnowano tysiące ton papieru poświęcając je rozprawom o estetyce, krytyce sztuki, planowaniu miast, budowaniu, modułach, proporcjach, stylach i złotych odcinkach? Wszakże de gustibus... Po co pamiętać o traktatach poświęconych sztuce, projektowaniu budowli, skoro w tej mierze żadnych ograniczeń być nie powinno, bo de gustibus... 

To tyle na wstępie, teraz sedno. Zupełnie prywatną kwestią jest to, jak urządzimy swoje mieszkanie czy choćby wnętrze budki swego psa. Nieco gorzej będzie z urządzaniem prywatnego ogrodu, bo w tym przypadku trzeba trzymać się pewnych zasad. Ale już ogrodzenie ogródka, czyli ingerowanie w przestrzeń publiczną, prywatną sprawą nie jest i być nie może, mimo zarządzonej od trzydziestu lat demokracji. 

W tym miejscu posłużę się wypowiedzią jednego z mieszkańców naszego miasta, którą usłyszałem kilka dni temu. - Miałem gości - opowiada mój rozmówca. - Byli zauroczeni wyglądem Szczecinka. 

Przyznam, tego akurat się spodziewałem. Ale druga część wypowiedzi spowodowała, że mój lokalny patriotyzm obrócił się w dymiące zgliszcza: - Byli przerażeni tak wielką ilością pstrokatych banerów, napisów i reklam szpecących niemalże każdą kamienicę w centrum miasta. Dlaczego u nas zwyczajowo zamalowuje się okna i przeszkolone ściany? Dlaczego w sposób wręcz barbarzyński niszczy się publiczną przestrzeń? 

Głupio przyznać im rację, choć żadne to wytłumaczenie, że są miejsca jeszcze gorsze. Publiczna przestrzeń nie może zależeć od widzimisię Kowalskiego, który z krojem liter zapoznawał się w dworcowej toalecie, by potem doświadczać na banerze przyklejonym do witryny swego sklepu. Spójrzmy spokojnie, bez emocji, z dystansem choćby na centralne miejsce, jakim jest plac Wolności. Centralne miejsce, w centralnym punkcie zajmuje wielki, jak widziany nawet z kosmosu Kanion Colorado, napis o... wynajęciu pomieszczeń. Przecież to horrendum. Tu neogotycka perełka, tam pięknie odnowione kamieniczki, a ten ogłasza i to od lat kilkunastu (chyba bez powodzenia), że wynajmuje. 

Dewastacja publicznej przestrzeni najbardziej dotyka główne ulice centrum a także drogi przelotowe. Sądząc z wyglądu tej ściennej jajecznicy, ma się wrażenie, że wcale nie chodzi o promocję ani reklamę. Chodzi raczej o chęć zaistnienia w tym dzikim gąszczu. No bo bardzo proszę o racjonalne wyjaśnienie, jaki sens - albo inaczej - jaki pożytek (można go przeliczyć w PLN) przynosi baner ustawiony na wlocie do miasta promujący towar, którego ostatni człon ceny zwyczajowo w tej sieci podany jest w samych dziewiątkach. Albo po co kierowcy tira lub osobówki, który może zoczyć (ze względu na duży ruch, raczej nie może), że w mijanym właśnie hipermarkecie kupi po okazyjnej cenie mąkę. To niby jak za peerelu, nagle zjedzie i wyładuje po promocyjnej cenie cały bagażnik? Wolne żarty. Jakiż może być przekaz czerwonych „chodzących” liter, odbijających się dzień i noc w... oknach przyległego bloku? Albo takież same chodzące czerwone cyferki z... numerem komórki przy wjeździe na wiadukt. 

Nikt tego nie czyta. Nikt nad tym nie panuje. Banery, reklamy, światełka, dwukółki, witryny, plansze, plakaty, tablice - tyle gatunków śmieci. Oj, przydałaby się miotła. 

 

                                                                                                                                      Jerzy Gasiul 

Jerzy Gasiul: Miotła pilnie potrzebna komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





temat.net: archiwum, - więcej informacji