:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  16°C lekkie zachmurzenie

Jerzy Gasiul: Przypowieści o baranach i ich strzyżeniu

Przypowieści o baranach i ich strzyżeniu

Tak sobie myślę kolejny raz nieprawomyślnie, że zdecydowana większość to ma cały czas pod górkę. A wszystko przez to, że ta mniejszość, aby zaznaczyć swoją uprzywilejowaną pozycję w społecznej hierarchii traktuje pozostałych jak stado niekumatych baranów.

Zdarza się, że pojedyncze sztuki z owego stada zaczynają wierzgać, ale tylko wówczas, kiedy zagonione zostały w narożnik, a wtedy zamiast oczekiwanej przez mniejszość apatii ogarnia je furia i stają się niebezpieczne. 
Ale jest na to sposób, przecież zawsze można ich zakwalifikować jako pieniaczy, ewentualnie frustratów. Po prawdzie, dla samego zainteresowanego (czytaj ofiary) jest to mało skuteczne, ale przynajmniej na jakiś czas psychicznie go odpręża. Z drugiej strony człowiek (uprzywilejowany przez Stwórcę) stanowiąc immanentną część natury, bez presji wywieranej na niego, wpada w niebezpieczny, rzecz jasna z punktu widzenia owej uprzywilejowanej mniejszości, błogostan. 
Przykłady? A proszę bardzo. Jeśli Człowieku dotknie Cię mniej lub bardziej poważna choroba, to nie licz na darmowe leczenie. I nieważne, że w ciągu całego twojego życia zawodowego wpłaciłeś setki tysięcy zł w postaci comiesięcznego haraczu, zwanego dla niepoznaki składką zdrowotną. Owszem, lekarz rodzinny cię przyjmie, ale już specjalista niekoniecznie, no chyba, że jak w grze komputerowej masz dwa lub więcej żyć, więc zdążysz na wyznaczony Ci, liczony niejednokrotnie w latach termin. Ale jest wyjście. Idziesz prywatnie do specjalisty za jakąś głupią stówę – dwie lub trzy i wygrywasz niczym na loterii. Tenże specjalista skieruje już bez wielomiesięcznej – wieloletniej kolejki do państwowego lub samorządowego szpitala. Tamże prywatny specjalista korzystając z państwowego lub samorządowego wyposażenia, sprzętu i narzędzi wykona to, co powinien. Co ważne, wszystkie strony z takiego obrotu sprawy są bardzo zadowolone. 
Ze świecą szukać takiej grupy zawodowej, która może prowadzić własny biznes, korzystając za bezdurno z tego na co łożą miliony podatników. Baran daje się ostrzyc, bo nie ma wyjścia. Przykład inny. Składasz w ważnym urzędzie formularz. Pukasz choć nie musisz. Wchodzisz. Mówisz „dzień dobry” i... spotyka cię cisza, choć za biurkiem - kontuarem siedzi żywa istota. Owa istota nie każe ci siadać, choć krzesła po to są, ale bez słowa bierze ołówek nakreślając ptaszki w odpowiednich rubrykach, których nie wypełniłeś uważając to za zbyteczną mitręgę. Istota zza biurka w krótkich żołnierskich słowach oznajmia, że masz uzupełnić, złożyć i czekać. Opuszczasz pokój. Jesteś przegrany. Ale nie bój się, jest inne wyjście. Znowu wygrywasz, jak na loterii. Po prostu sprawę przejmuje ktoś, kto bezpośrednio ma dojście do szefa urzędu. Wystarczy teraz dostarczenie tego samego kwitka i już na drugi dzień ta sama żywa – nieżywa istota zza burka oznajmia, że decyzja gotowa. 
Opisałem autentyczne, miejscowe czyli szczecineckie przypadki. Teraz także miejscowy ale nieco bardziej osobisty i bez cienienia wątpliwości, co do miejsca akcji. Najpierw przeprosiny. Bardzo przepraszam Wysoki Urząd, że przed trzema laty niecnie upomniałem się o swoje świadczenie, chcąc przejść w stan spoczynku. Od razu zaznaczam, że spoczynek mi się ustawowo należy, co nie oznacza, że przeszedłem w pozycję horyzontalną. Chcę pracować dla dobra swego i mego ukochanego kredytodawcy. Jakbym wszystko przeczuł: Otóż, kiedy kilkanaście miesięcy temu wchodziłem do pokoju w Wysokim Urzędzie, pani zza biurka była już tak zmęczona i to na tyle, że nie usłyszała ani mojego „dzień dobry,” ani nie zauważyła mojej własnej – przyznam natrętnej osoby. Być może moja wizyta była nie na czasie, choć pojawiłem się w godzinach urzędowania. Jak wiadomo petent powinien mieć przed urzędnikiem postawę lichą i durnowatą, aby swym pojmowaniem istoty rzeczy, nie speszył przedstawiciela Wysokiego Urzędu. Ponieważ takiej postawy z mojej strony zabrakło, zostałem słusznie ukarany i pierwszą wypłatę otrzymałem po czterech miesiącach od nabycia uprawnień. I być może termin by się jeszcze wydłużył, gdyby nie interwencja znajomego u znajomej tam urzędującej. Wysoki Urząd wydał decyzję niemalże z dnia na dzień. 
Ze skruchą przyznaję, że kara mi się należała i była ze wszech miar słuszna. Ale to nie wszystko. W tych dniach, a więc po trzech niemalże latach Wysoki Urząd łaskawie mnie poinformował, że mam trzymiesięczną nadpłatę składki zdrowotnej za te miesiące, w których moje papiery przetrzymywane były za szafą, a haracz płacić byłem zmuszony. Jak to dobrze, że nie policzono mi za to karnych odsetek za ten czas! Bo nie ważne zalega, czy nie zalega. Ważne, żeby baran pojął istotę rzeczy. 
                                                                                                                                           

Jerzy Gasiul 

jerzy gasiul felieton - komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com