:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  12°C słabe opady deszczu

Jestem przeciw, ale o co chodzi?

Opinie i felietony, Jestem przeciw chodzi - zdjęcie, fotografia

Słuszną linię ma nasza miejska, lokalna opozycja. Ona całkiem upodobnia się do tej totalnej, znanej z telewizora, rozdającej razy na oślep niczym bokser przyparty do narożnika. Wali wściekle we wszystkie kierunki, mając nadzieję, że może trafi w czuły punkt. Tymczasem już wie, że za chwilę, jak nic czeka nokaut i odliczanie. 

Wyjaśniam od razu, że nie mam pretensji do koalicji rządzącej. Dlaczego? Bo to tak, jakby wylewać żale na pogodę. Aż chciałoby się za znanym smakoszem Finlandii (dla nieobeznanych z polityką ogólnopolską wyjaśniam, że to również gatunek wódki) powiedzieć: Nie idźcie tą drogą. Dlatego apeluję: Panowie, bądźcie w swoich ocenach bardziej trzeźwi również w stosunku do siebie. Ja nawet rozumiem, że czasem na trzeźwo świat jest nie do przyjęcia, ale są takie chwile, że wypada się nieco pohamować. 

Przebojem ostatnich sesyjnych pyskówek stały się działki budowalne. Konkretnie chodzi o tych, którzy już je mają, a tuż obok przy granicy ichniego gruntu leży teren, który by chętnie nabyli. Rzecz jasna drogą bezprzetargową. Nazywa się to zbywanie na polepszenie zagospodarowania terenu. Tak to już z człowiekiem jest, że jak już coś ma, to chciały nieco więcej. 

Pal diabli, jeśli chodzi o teren osiedla domków jednorodzinnych, gdzie jakimś niezbadanym zrządzeniem losu, spośród kilkudziesięciu działek tylko na jedną nie ma chętnych. Jak już taki cymes się trafi, to jest okazja by ją rozparcelować niczym torcik na urodzinach cioci. W takich przypadkach jeśli nie wystarczy złożenie wniosku do urzędu, wskazane jest, aby poprzeć przypomnieniem o znaczącej pozycji w społecznej hierarchii. 

Dobrze, jeśli wszystko jest robione z poszanowaniem prawa lokalnego jakim jest plan zagospodarowania przestrzennego. Gorzej, jeśli plan tego nie przewiduje. Ale spokojnie. I na to wynaleziono sposoby. Przecież plan nie konstytucja, zawsze można go zmienić. 

Będąc świadkiem niezliczonej ilości sesji przez dziesięciolecia zauważyłem, że uchwały w tej sprawie podejmowane są bez jakiejkolwiek dyskusji i zwyczajowo jednogłośnie, bo nie tylko radnych, ale nawet psa z kulawą nogą to nie interesuje. Tak też było z uchwałą umożliwiającą powiększenie działek kosztem parku przy ul. Szczecińskiej, wcześniej ul. Kilińskiego, czy jeszcze wcześniej ul. Kościuszki. 

Dlatego kompletnie nie rozumiem podnoszonego przez opozycję rwetesu. A gdzie byliście wcześniej? Przecież zaledwie pół roku temu w sprawie zmian podnieśliście razem z większością rządzącą łapki w górę! Nie padło ani jedno pytanie. Nie były żadnych obiekcji, zastrzeżeń i wątpliwości. 

Wiem, że najlepiej dyskutuje się o psim gównie i czipowaniu – to temat rzeka. Ale kiedy trzeba przeczytać sążnisty, mało zrozumiały dla większości tekst, by potem skonfrontować to z mapą, zadanie wydaje się zbyt trudne. Nawet całkiem solidnej wielkości zapłata w postaci diety, staje się przy tak dużym wysiłku niemalże jałmużną. Słowo hipokryzja tylko w niewielkim stopniu oddaje istotę takiego sposobu zachowania. 

Właśnie przez taką postawę radnych (wszystkich), przez ostatnie półwiecze szczecinecki park nadjeziorny stał się w swojej znacznej części uszczuplony do szerokości nadjeziornej alejki. Doszło do tego, że idąc czy jadąc rowerem, trzeba uważać, by w tych miejscach nie wpaść do wody! I wcale nietrudno sobie wyobrazić, aby wzdłuż brzegu nie było nawet przejścia. Przecież tak się stało w Trzesiece. Jeszcze tylko dwa - trzy metry i tak samo będzie przy ul. Szczecińskiej. 

Nigdy nie zapomnę, jak podczas szkolenia dla urzędników i przyszłych radnych w pamiętnym 1990 roku, szczeciński urbanista widząc jak dotychczasowe nadjeziorne tereny parkowe przy ul. Szczecińskiej (za lecznicą zwierząt) zagarnięto pod domki, a także pod bloki (przy ul. Gdańskiej), określił to bardzo dosadnie: Tak postępuje tylko idiota. 

Dzięki takiej postawie radnych i władz miasta proces zagarniania zieleni trwa i rozwija się w najlepsze. Tak, to prawda, że nie do pogodzenia są interesy właścicieli nieruchomości z tym, co zwie się „dobra publiczne”. Z definicji wynika, że są one dostępne i przeznaczone dla wszystkich oraz związane z urzędem lub instytucją (uwaga!) nieprywatną. 

Problem w tym, że w dobie przypodobania się elektoratowi i różnym pluszakom władzy, to drugie staje się pojęciem nieznanym. 

Jerzy Gasiul 

Jestem przeciw, ale o co chodzi? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com