16°C rozproszone chmury

Kategorie i podkategorie

Opinie i felietony, Kategorie podkategorie - zdjęcie, fotografia

Nawet na naszej dalekiej prowincji odczuwamy to, o czym od dziesiątków już lat przestrzegają zwolennicy ocieplenia klimatu. Przykładowo z wielorybnikami albo amatorami połowu lub polowania na wielkie i mało spotykane ssaki, poradził sobie Greenpace, ale z ociepleniem nazwanym ostatnio zmianami klimatycznymi już nie. Najgorzej, że w wydaniu lokalnym najwyraźniej nie radzą z tym nawet miejscowi ekolodzy. 

Mam na myśli panującą od końca ubiegłego (3.02) tygodnia wprost niebywałą gołoledź. Do tej pory nigdy dotąd aż tak długotrwałej ślizgawicy nie mieliśmy. Owszem, zdarzało się, co najwyżej przez kilka godzin. Ale żeby jej okres występowania liczyć na dni – tego jeszcze nie było. Przynajmniej ja i to mimo swego całkiem niskiego peselu nie przypominam sobie. 

A było to tak. Któregoś poranka na oknach mimo zimnej pory roku, zabębniły krople deszczu. Krople natychmiast zamieniły się w szklaną taflę. Ponieważ zimą muchy nie występują, „szklanka” na szybach, nie jest zjawiskiem groźnym dla tych jakże uciążliwych owadów, ale już na chodnikach, dla istot dwunożnych raczej tak. I w tym miejscu dochodzę do sedna poruszanej kwestii. 

Najwyraźniej dotknęła nas klęska żywiołowa. Najwyraźniej nie masz na nią sposobu. Pozostaje siedzenie w domu – woda w kranach jeszcze jest, więc z pragnienia nie umrzesz. Jakby co, chleb podrzucą helikopterem. Bezapelacyjnie nasze ukochane miasto dzieli się na kategorie, podkategorie i jak to określał dawny carski ukaz – wsiakaja inna swołocz. 

W takie dni nic nie grozi tym, których domy znajdują w sąsiedztwie dróg krajowych. Jakoś tak jest, że latem to właśnie tam rośnie najbardziej okazałe zielsko, pozapychane piaskiem studzienki kanalizacyjne – jednym słowem bród i smród. Ale za to zimą problemu, ani ze śniegiem, ani z inną klęską żywiołową nie uświadczysz. Chłopaki pracują w dzień i noc, więc asfalt jest zawsze czarny, a i chodniki też piaskiem posypane. 

W następnej kolejności są tzw. drogi wojewódzkie. Tutaj jest znacznie gorzej. Inną kategorią są drogi, gminne, powiatowe, spółdzielcze oraz te, do których nikt się nie przyznaje. Można zapytać, a co to kogo obchodzi? Otóż nieprawda. Co roku miasto przeznacza ze swego budżetu określoną sumę na tzw. akcję zimową. Jest to pewien rodzaj loterii. Albo zima będzie łagodna i pieniędzy wystarczy, ale kiedy sypnie klęską żywiołową, to kasy zabraknie, a wtedy trzeba będzie dołożyć. Co robić? Dlatego wprowadzono tzw. kolejność odśnieżania. 

Z grubsza polega to na tym, że traktorek i solarka śmiga praktycznie tylko głównymi ulicami. A kiedy już są uprzątnięte, wkraczają na te drugorzędne. Potem jeśli już nie ma co na tych dwóch pierwszych do roboty, przelecą przez osiedlówki. Ponieważ zimą opady zdarzają się notorycznie, dlatego też notorycznie na bocznych uliczkach mieszkańcy muszą sami sobie radzić. 

Poniekąd są zobligowani do porządku. Tak przynajmniej nakazuje miejscowe prawo. Problem w tym, że poczuwa się do tego tylko część mieszkańców. Inni nigdy do ręki łopaty do odśnieżania nie wezmą, bo wiedzą, że nikt nawet strażnicy ich do tego nie zmuszą. W takich przypadkach straż miejska raczej się nie pojawia. Gdyby z tego powodu zechcieli (nomen omen) solić mandaty, z pewnością zabrakłoby etatów, a i bloczków również. 

Odrębną sprawą jest to, że kiedy, zapewne przez przypadek, na uliczce pojawi się pług, to zwyczajowo zepchnie śnieg z jezdni na... dopiero co uprzątnięty przez właściciela nieruchomości chodnik. To rodzaj takiej zabawy, jak w grze w dwa ognie – najpierw ja ciebie, a potem ty mnie. 

Z pewnością ostatnią podkategorią (patrz cytat z carskiego ukazu) są wszelkie uliczki osiedlowe, a szczególnie te położone peryferyjnie. Na sołtysów nie ma co liczyć, bo leżą na terenie administracyjnym miasta, a na przyjazd traktorka też raczej nie, bo nie dość że daleko, to na dodatek ślisko. Nie żałujcie, że na waszych peryferyjnych ulicach zapanował lodowy chaos. Miejcie świadomość, że nawet w samym pępku miasta przykładowo na pl. Wolności można było przez ostatnie dni nie tylko wywinąć orła, ale połamać wszystkie kończyny. Z tego powodu w szpitalu skokowo wzrosło zużycie gipsu. 

Ale kto by się tam przejmował idącą w setki połamańcami. Jak by co, przez kilka dni całkiem sporo zaoszczędzono na soli i piasku. I to się liczy. Większość mieszkańców przekonało się o tym już w sobotę o poranku. Od tego czasu nie ruszają się ze swoich domów na piechotę. Nie patrząc na smog masowo korzystają z samochodów. Bo co cztery koła to nie dwie nogi. A po za tym jak jest zima, to jest ślisko i to musi wystarczyć. 

                                                                                                                                  Jerzy Gasiul 

Kategorie i podkategorie komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Opinie i felietony, - więcej informacji