:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  4°C całkowite zachmurzenie

Maciej Gaca: A może by tak na grzyba?

temat.net: archiwum, Maciej może grzyba - zdjęcie, fotografia

Felieton ukazał się 10.10 w 686 wydaniu tygodnika Temat

Do jakiej gazety ostatnio bym nie zajrzał, to je widzę dorodne są i to jak najbardziej. W telewizorni naszej, znaczy się w kablówce, też koszyk nimi wypełniony pokazali. A w Internecie to aż huczy, nic ino grzyby i grzyby. I jakby tego było mało, to na dokładkę odwiedził nas szwagier Mietek i o swych dokonaniach względem zbieractwa nawijał. A czegóż to on nie znalazł, a jakie okazy cudne, a to wszystko i jeszcze osiemdziesiąt prawdziwków wyciął w pobliskim lasku w niecałą godzinkę.

Na efekt tego jego ględzenia długo czekać nie musiałem. Ślubna bowiem wzięła sprawy w swoje ręce i wyjazd do „naszego” lasu na dzień następny, znaczy się wtorek, zarządziła. Bo musicie wiedzieć, że od lat do jednego takiego upatrzonego lasu jeździmy, gdzie podgrzybków istne zatrzęsienie, a i prawdziwki się trafiają też. No, tyle że tej jesieni ochoty na wyjazd nie mając żadnej, migać się zacząłem i to w sposób przemyślny, jak najbardziej resztą. Mnogością wyjątkową pajęczyn i pająków ją straszyłem, że o całej masie inszego robactwa nie wspomnę, z kleszczami włącznie. Niestety nie pomogło. Odwołałem się zatem do ekonomii, wszak i bowiem taki wyjazd autem to benzyny zużycie większe, a jak wiadomo nie jest to tania rzecz. Na dodatek taki wyjazd może okazać się jeszcze kosztowniejszy, niestety zresztą. Na ten przykład, co by nie być gołosłownym – przez nieuwagę wjedziesz tam gdzie nie wolno... i mandacik. Zetniesz grzyba chronionego (tych jest ze 50 rodzajów)... mandacik. No, że o takich występkach jak: rozgrzebywanie ściółki i gałęzi w poszukiwaniu grzybów jadalnych, przewracanie niejadalnych, to już nie wspomnę (kara wynosi 20–50 złociszy aż). A gdyby komu do łba strzeliło, by przy ognisku się ogrzać w takim lesie..., ech wtedy nawet 5000 zetów wybulić trza będzie. Mimo iż ważkość słów odpowiednią gestykulacją żem podkreślał, niestety nie pomogło. Wskoczyć w kaloszki więc musiałem, a po przejechaniu 24 km (w jedną stronę), z koszykiem w dłoni lewej i kozikiem w prawej, w las wraz ze Ślubną wkroczyliśmy.

No jedno przyznać muszę - po upływie chwil paru nie żałowałem, żem przyjechał! Bo w lesie jesienią pięknie jest. Liście lecą z drzew, złotym kolorem runo przykrywając, wrzosy kwitną, powietrze świeże, a zapach lasu cudnie inszy od pozostałych pór roku. Wtedy też i ja żem ochoty nabrał, co by do poszukiwań grzybów przystąpić. A w skrytości ducha postanowiłem... królem grzybobrania zostać. Poruszałem się powoli, klucząc między drzewami, aby pająkom misternej roboty nie psuć, wzrokiem czujnym ściółkę leśną lustrowałem i... No owszem, no nie powiem, no były grzyby, ale jak nie szmaciak (co to je pod ochroną), to muchomory albo i insze – okazałe i piękne... tyle, że niejadalne. Niestety, podgrzybków, kozaków, czy prawdziwków ani śladu. Nie zważając na chwilowe niepowodzenia zagłębialiśmy się coraz bardziej w ostępy leśne. Po upływie dwóch godzin i dwudziestu minut odniosłem sukces, bo wreszcie GO znalazłem! Piękny, zdrowy, choć wielkościom nie porażający... podgrzybek - 1 sztuka. Zważywszy na fakt, że koszyk mej Ślubnej nadal świecił pustkami, obwołałem się królem grzybobrania (co uwiecznione zostało pstryknięciem migawki) i zarządziłem odwrót. 

W domowych pieleszach długo zmagałem się z dylematem – cóż począć z tym zbiorem? Suszyć, smażyć, a może marynować? Skończyło się na suszeniu i umieszczeniu grzybowego trofeum i symbolu mego zwycięstwa w hermetycznie zamkniętym słoiczku opatrzonym napisem „Grzybobranie 2013 r.”. A co! A jak! Nie będzie mi Mietek swymi dokonaniami grzybowymi w oczy świecił.

 

Tym bardziej, żem swoją pozycję króla grzybobrania wzmocnił następnego dnia, gdy w czasie porannego spaceru w naszym parku znalazłem kozaka. Choć malutki on, no taki kurdupelek, to jednak GRZYB. A grzyb to grzyb. A w barszcz radzą jeden, nie dwa! Tak twierdzi moja Ślubna, która na grzybobraniu i barszczu gotowaniu się zna i to jak!

Maciej Gaca: A może by tak na grzyba? komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com