:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  4°C całkowite zachmurzenie

Maciej Gaca: Książka...

Maciej Gaca: Książka...

Ostatnimi czasy zauważyłem zadziwiające zjawisko. Na chodnikach i ścieżkach, po których swe codzienne spacery odskuteczniam, nie widać togo małego czegoś w kolorze żółto-brązowym pozostawianego przez naszych mniejszych braci. Wychodzi na to, że służby sprzątające się wyjątkowo sprężyły, albo też właściciele czworonogów zaczęli sprzątać po swoich pupilach. 

No i mimo iż w to cóś ostatnimi czasy nie wdepnąłem, to szczęście mi dopisuje i to wyjątkowo. Gdzie się bowiem nie ruszę, czego bym nie chciał załatwić, to nic ino życzliwość i uprzejmość mnie spotyka. W takim sklepie, na ten przykład, ledwie próg przestąpię już słyszę: dzień dobry, czym możemy służyć, w czym pomóc (choć na chorego nie wyglądam) i na dokładkie uśmiechają się do mnie. A gdy jakowyś produkt do koszyka włożę, to dziękują i do ponownych zakupów zapraszają – łoczywiscie serdecznie.
Szczęście mnie nie opuszcza nawet jeśli siedzę w domowych pieleszach. Wówczas dostaję bowiem esemesa od firmy ubezpieczeniowej przypominającego, że termin OC mi się kończy. I bardzo dobrze, gdyż jakoś tak się porobiło, iż o datach – zwłaszcza z płatnościami związanymi – zapominam. Nie dziwota więc, że wzruszeniu uległem, kiedym otrzymał kolejną wiadomość od stacji diagnostycznej zapraszającej mój pojazd na kolejny przegląd techniczny. Najbardziej ucieszył mnie i zdumiał zarazem telefon z banku, w którym gromadzę swe mizerne środki finansowe. Miła pani poinformowała mnie, iż mój dowód osobisty stracił ważność, co jak wiadomo komplikuje korzystanie z usług banku. Udałem się zatem do urzędu, a tam znowu szczęście niepojęte mnie spotkało, ponieważ wymianę mego dokumentu tożsamości załatwiono niemalże od ręki.
Ta zewsząd płynąca życzliwość połączona z wyjątkową uprzejmością i serdecznością łzy wzruszenia z mych oczu wycisnęła. Wszak nie tak dawno temu, bo z biedą lat dwadzieścia kilka będzie, traktowano człeka zupełnie inaczej, wręcz na odwyrtkę. Sprzedawca umordowany pilnowaniem pustawych półek sklepowych łaskę robił gdy miał coś podać. Kelner i owszem uwijał się jak w ukropie o ile zamawiałeś kolejną flaszkę rozweselającego płynu. Do urzędu udać się można było wyłącznie z kawą lub czekoladkami, jeśli załatwić się cokolwiek chciało, a fachmanowi zapodawałeś kieliszeczek i zagrychę, udając, iż nie widzisz spustoszeń jakich przy okazji reperacji pralki dokonuje w twej łazience.
Ale uwaga, jeśli już zostałeś jako klient i petent sponiewierany do granic wytrzymałości, a ciśnienie skoczyło ci do dwustu... nie byłeś bezradny! Zawsze w chwili takowej mogłeś bowiem... zażądać wydania Książki skarg i wniosków. I na jej kartach, własnym długopisem (bowiem służbowy przeważnie był wypisany) mogłeś wysmarować skargę, a nawet obsobaczyć obsługę, co miało kojący wpływ na nerwy klienta, a obsługa czytając twój wpis miała z czego się pośmiać.
Ale, jak mawiają bracia Czesi: „to se ne vrati, pane Havranek”! Cóż, szkoda. Dzisiejszy nasz przysłowiowy Kowalski zapewne chętnie czasami by się wykazał swymi umiejętnościami epistolarnymi. Może więc, dla dobra tych po obu stronach lady, warto do wspomnianej książki wrócić. Łosobiście stanowczo i definitywnie twierdzę, że nie tylko warto, ale trzeba i to koniecznie... choć z mała poprawką. Tytuł owej książki powinien brzmieć: Księga pochwał i pochlebstw. Na jej kartach zaś, klienci w formie wylewnej i kwiecistej moglibyśmy rozpisywać się nad kulturą i uprzejmością obsługujących, nawet gdybyśmy mieli pisać własnym długopisem.
 

Maciej Gaca

opinie - komentarze opinie

  • gość 2017-05-15 09:49:31

    Chyba chadzamy w różnych rejonach miasta, bo w moim psich śladów nie brakuje.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com