Małe piwko ze Szczecinka? „Zachodzi obawa, że w sezonie nie będzie potrzebnej ilości” 


Temat Szczecinecki
19/01/2019

Historia #Praca #Powiat Szczecinek - miasto




Dziś po bokach niewielkiego płaskiego pagórka, tam gdzie obsypała się ziemia, widać fragmenty ścian. Natura nie znosi próżni i tuż obok wyrastają już dorodne drzewa i krzewy. Na górze porasta jedynie trawa i w takich warunkach tylko ona ma szansę przetrwania nawet w letnie upalne dni.  Pod cienką warstwą ziemi jest piwniczne sklepienie, które niczym całun kryją przepastne i pogrążone w mroku pomieszczenia dawnego browaru. Pozostało po nim już niewiele.  Zagłada nadeszła latem 1977 roku. Browar wówczas zamienił się w wielką stertę gruzu, z którym nie radziło sobie zaangażowane do rozbiórki wojsko. Owszem, mury wysadzili, ale potem - kiedy doszli do poziomu stropów nad piwnicami – skapitulowali. Podziemną kondygnację po prostu zasypano ziemią. 


Dopiero w 1993 roku część murów fundamentowych została wyburzona. To właśnie wtedy w tym miejscu powstał obszerny czworokąt betonowych ścian, na których miał się wznosić wybudowany od podstaw obiekt o nigdy bliżej niesprecyzowanej funkcji. Na mieście ludzi mówili o powstającym ekskluzywnym lokalu gastronomicznym z hotelem, a nawet mieszkaniem właściciela. W trakcie budowy okazało się, że z trzech różnorodnych funkcji - miała być jedynie ta ostatnia. Być może dlatego pewnej nocy obcokrajowiec, bo to on był inwestorem, pośpiesznie opuścił Szczecinek, udając się w ojczyste strony – tam gdzie niebo jest lazurowe, a w ogrodach rosną oliwki. 
Kilka lat potem, wykonane betonowe ściany przykryła trzymetrowa warstwa piasku, a na niej parking dyskontu Netto. Sam market ustawiono na dawnym placu fabrycznym. 


Jeszcze przed wstrzymaniem produkcji w browarze składano tam stalowe elementy konstrukcyjne nowej hali produkcyjnej. Hala miała stanąć tuż przy XIX wiecznych murach. Do jej budowy już nie doszło. W tym czasie browar był własnością koszalińskich Zakładów Piwowarsko-Słodowych.
O ile pamiętam, podobny los spotkał także cieszący się sławą browar w Połczynie Zdroju. To był czas, kiedy po zlikwidowaniu powiatów, nagle część tutejszych zakładów stała się filiami, bądź oddziałami z dyrekcjami w Koszalinie. Tak stało się m.in. z komunikacją miejską, PSS, MHD, Zakładami Przemysłu Terenowego, Ośrodkiem Sportu, Turystyki i Wypoczynku itd. Był to taki rodzaj wojewódzkiej centralizacji, której jedynym efektem było gospodarcze bezhołowie i to znacznie jeszcze większe niż do tej pory. 
Wszystko to jakby przez kalkę przypominało pierwsze powojenne lata szczecineckiego browaru, o którym za chwilę. 


W latach 70. mówiono, że największym utrapieniem szczecineckiego browaru był niedobór wody z tutejszej studni głębinowej. W tym czasie produkowano rocznie aż 50 tys. hektolitrów piwa. Cała produkcja konsumowana była właściwie na miejscu. Największym powodzeniem, bo było najlepszej jakości, cieszyło piwo „Morskie”. 
Niestety, liczyła się nie jakość, a ilość. Cykl produkcyjny skracano ile się dało, stąd jakość piwa była mierna. Innym mankamentem browaru był wysoki stopień zanieczyszczenia ścieków. W tamtym czasie ścieki, poprzez jeszcze poniemiecki osadnik ulokowany przy dz. ul. Szafera, trafiały Niezdobną do Wielimia. Jakoś tak w tym samym okresie rozpoczęto jedną z największych lokalnych inwestycji komunalnych. Była to budowa przy ul. Rybackiej oczyszczalni ścieków oraz ujęcia wody na Bugnie. 
Na archiwalnym zdjęciu, a właściwie dwóch połączonych ze sobą zdjęciach wykonanych w 1976 roku, uwieczniona została sylwetka browaru od strony placu Winnicznego. To była już jego ostatnia chwila. Pracowników zwalniano, a produkcja została wstrzymana. 
W starych murach zapanowała cisza. Nie było już słychać szumu wody z ulokowanego na dachu urządzenia do chłodzenia. Rozpłynął się gdzieś w powietrzu charakterystyczny zapach z warzelni i buchającego parą świeżego, jęczmiennego słodu. Opustoszały wielkie zbiorniki w leżakowni, przykryte kożuchem białej piany z dojrzewającymi hektolitrami złocistego płynu. 
Nieczynna już była najbardziej dokuczliwa dla otoczenia kotłownia na miał węglowy z jej wysokim,  ceglastym komiem.  Czarny, gęsty  dym z fabrycznego komina był zakałą dla mieszkańców okolicznych nowych bloków przy ówczesnej ul. Żukowa. 


Już wcześniej z powierzchni ziemi znikł szachulcowej konstrukcji parterowy budynek biurowy ze stromym dachem, którego wygląd nie miał nic wspólnego z biurowcem. Kojarzył się raczej z podmiejskim, ulokowanym w cieniu drzew domkiem. Dom stał na lekkim pagórku przy bramie głównej, którego jakże charakterystycznym elementem była szeroka, mocno przeszkolona weranda z półkolistymi oknami. 
Ścianą szczytową budynek przylegał do brukowanej polnym kamieniem, niezwykle wąskiej ul. Browarnej. Dzisiaj nie ma po niej śladu. Została jedynie na starych mapach. Uliczka zaczynała się właśnie w tym miejscu. Dalej biegła wzdłuż ścian browaru stanowiących jednocześnie północną pierzeję targowiska - pl. Winnicznego. Ul. Browarną można było wyjechać z targowiska także w kierunku dzisiejszego osiedla Kopernika. 
Za zakrętem przy placu targowym mijało się dwie, wrośnięte  w ziemię piętrowe kamieniczki. W tym też miejscu znajdowała się boczna brama do browaru, a dalej, odnowiona w ostatnim czasie kamieniczka z wypisaną na elewacji datą budowy - 1910 r. Jeszcze ogrody, dom jednorodzinny po lewej i skrzyżowanie z ul. Poniatowskiego. 


W tamtych najdawniejszych czasach, uliczka kończyła się w polu. Po wybudowaniu w 1962 roku Szkoły Podstawowej nr 6, patronem ulicy został Mikołaj Kopernik. I tak już jest do dzisiaj. 
Już od początków istnienia miasta (1310 r.) ulubionym napojem mieszkańców miasta było piwo. Świadczy o tym mający kilkusetletnią tradycję cech piwowarów i pochodzący z 1581 r. statut. W 1702 roku na terenie miasta pracowało 50 mistrzów browarnictwa. Gwoli prawdy należy dodać, że

tutejsi browarnicy trudnili się także produkcją... wódki. Dzięki nadanym przez Fryderyka Wilhelma I przywilejowi w XVII i XVIII w. posiadali wyłączność na handel piwem w promieniu 2 mil od miasta. Jedna wielka mila liczyła 7810 m.

Okoliczne karczmy mogły zaopatrywać się w trunki jedynie w Szczecinku. Piwo musiało produkowane być jedynie ze słodu jęczmiennego. Każdy z miejscowych browarników mógł warzyć piwo dwa razy w miesiącu. 
Przykładowo, w 1714 roku tutejsi browarnicy poza miastem sprzedali 461 beczek piwa, dostarczając go aż do 58 karczem. Upadek lilipucich browarów przyniosło wybudowanie na początku lat 80. XIX stulecia dużego - jak na owe czasy - zakładu w Szczecinku. 
Miejski browar - Bergbrauerei, założył w 1853 roku niezaznany z imienia Behrend. Kilkadziesiąt lat później interes przejął Hermann Riemer. Potem właśnie do jego rodziny firma Neustettiner Bergbrauerai AG należała aż do roku 1945. Piwo warzono według receptury bawarskiej, a wydajność browaru w początkach XX wieku sięgnęła 12 tysięcy hektolitrów rocznie. 
O niezwykle ciekawych dziejach browaru szczecineckiego w pierwszych powojennych latach, można dowiedzieć się z dokumentów ze szczecińskiego Archiwum Państwowego. Chyba najważniejszy jest ten z 14 września 1945 roku. 


Jest to umowa „o tymczasowym przekazaniu obiektów przemysłu spożywczego Północnej Grupie Armii Czerwonej”. Umowę parafował ze strony sowieckiej „naczelnik Tyłu Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej” gen. lejtnant Łagunow. 
Czytamy tam, że jest on pełnomocnikiem „głównodowodzącego północnej grupy marszałka Związku Radzieckiego towarzysza Rokossowskiego”. Stronę polską reprezentował „wiceminister RP ob. Różański”. 
„Przejmując te obiekty polski rząd oddaje do dyspozycji Armii Czerwonej nieopłatnie obiekty przemysłu spożywczego, tekstylnego i skórzanego”. 
Do umowy dołączono spis obiektów. Co ciekawe, w jednym z kolejnych punktów umowy jest uwaga o tym, że po upływie terminu dzierżawy lub jak to określono „potrzeby korzystania”, Armia Czerwona zobowiązuje się oddać je „w stanie odpowiadającym aktom przyjęcia”. 
Oczywiście o jakichkolwiek terminach przekazania nie ma mowy. Wśród obiektów w powiecie szczecineckim Sowieci mieli dzierżawić mleczarnię w Szczecinku oraz Dalęcinie. Ponadto, jak to określono „skład nafty” w Szczecinku – to późniejsza baza paliw przy ul. Pilskiej, którą Rosjanie opuścili dopiero w 1993 r. Oprócz tego, na wykazie znalazła się Fabryka Konserw i Soków (najprawdopodobniej chodziło o zakład przy ul. Przemysłowej) oraz Fabryka Lemoniady (przy ul. Żukowa?). Strona polska zobowiązała się przerabiać po obowiązujących cenach surowiec dostarczany przez Armię Czerwoną. 


Jak wynika z dokumentów, już 15 października 1945 r. browar został przekazany stronie polskiej. Pod aktem podpisał się kpt tow. Szczepanowski reprezentujący Wojenprod Browar Neustettin oraz przedstawiciel Wojentorgu lejt. Rupnikow. 
Stronę polską reprezentował przedstawiciel Polskiego Rządu Jedności Narodowej, zastępca naczelnika Wydziału Przemysłowego w m. Neustettin (tak to określono!) C.I. Gurwicz. Z umowy wynika, że browar znajdował się w „m. Neustettin przy ul. Bismarka 54”. 
Z załączonego protokołu możemy dowiedzieć się o stanie ówczesnego browaru. I tak w jego skład wchodził: „budynek fabryczny, murowany, czteropiętrowy z dwoma piętrami w suterynie” i kubaturze 20790 m3, ponadto piętrowy budynek gospodarczy z mieszkaniem, szatnią i stajnią oraz jednopiętrowy budynek mieszkalny, który określono jako drewniany. 


Wyliczono, że zdolność produkcyjna browaru wynosi 3 mln litrów piwa.

Z większych urządzeń w browarze znajdowały się m.in. baseny do namaczania, nowa maszyna sortownicza do jęczmienia, kocioł do gotowania na 3,5 tys. litrów i drugi określony jako „stary” o pojemności 7,3 tys. litrów, osiem zbiorników aluminiowych, a także 17 cystern emaliowanych po 5813 l. 
Ze sprzętu ruchomego naliczono m.in. 41 beczek drewnianych, cztery uszkodzone motory, dynamo 20 kW oraz kocioł parowy z uszkodzonym paleniskiem. Nie mniej intersujący jest spis pozostawionych w browarze surowców. Czytamy, że znajduje się tam m.in. 600 kg kalafonii, 900 l kwasu „Elmocit”, 50 kg mydła płynnego, 10 kg lnu, 16 kg starych pasków skórzanych i 2 komplety uprzęży. Browar miał 1 platformę ogumioną, 1 platformą na żelaznych obręczach i wóz roboczy. 
Dość niezwykłymi sprzętami jak na tego rodzaju obiekt, okazało m.in. 830 drewnianych łóżek, 280 krzeseł drewnianych, 15 toaletek, 30 szafek i aż 830 drewnianych łóżek. 


Resort Gospodarki Narodowej i Finansów PKWN powierzył browar tymczasowemu, nie wymienionemu z nazwiska, kierownikowi Spółdzielni Spożywców przy ul. Browarowej 1 we wrześniu 1945 roku. Jego obowiązkiem było „zabezpieczenie majątku przedsiębiorstwa i występowanie przed władzami wojskowymi i cywilnymi”. 
Z kolei w piśmie z 5 października 1945 Związek Gospodarczy Spółdzielni Społem w Warszawie prosi o dane dotyczące „Browaru Riemer w Szczecinku – stan budynków, stan surowców oraz rodzaj urządzeń”. Z pisma wysłanego 20 października dowiadujemy się, że w tym czasie Browar „Robotnik” w Szczecinku znajdował się przy ul. Żukowa 54, a jego dyrektorem był Stanisław Żakowski. 
Dyrektor zwraca się do Powiatowego Wydziału Aprowizacji o zgodę na wypożyczenie kotła parowego ze zniszczonej mleczarni w Raciborzu – to dz. Okonek, ponieważ „dotychczasowy kocioł parowy został uszkodzony”, a jego naprawa może potrwać dość długo. Na pismo ostro zareagowało Społem w Szczecinie twierdząc, że tego rodzaju zamiar jest bezpodstawny, ponieważ „poniemiecki sprzęt może być zlikwidowany po orzeczeniu komisji likwidacyjnej”. 


Szczecinecki browar okazał się niezwykle dochodowy. Nic też dziwnego, że od samego początku rozpoczęła się wojna o jego przejęcie. Wojna w postaci pism, odwołań od decyzji urzędów prowadzona była pomiędzy dzierżawcą - Spółdzielnią Spożywców „Robotnik”, a Zjednoczeniem Przemysłu Fermentacyjnego w Bydgoszczy. 
Przyszłością browaru zajął się nawet osobiście (z pewnością nie bez wpływu bydgoskiego zjednoczenia) minister Nowiński z Ministerstwa Aprowizacji i Handlu. W jego decyzji wydanej 23 października 1945 r. czytamy, że „Państwowy Browar Szczecinek dawn. H. Riemer Bergbraurei Neustettin Bismarckstr. 54/56 powierzam zjednoczeniu Przemysłu Piwowarsko-Słodowniczego w Bydgoszczy. 
Jak się wydaje apogeum sporu nastąpiło, kiedy zdaniem ministerstwa i zjednoczenia została parafowana nieważna z prawnego punktu widzenia, umowa dzierżawy na okres od 1 maja 1947 r. do 30 kwietnia następnego roku. W imieniu spółdzielni podpisy złożył Aleksander Bąk i Dominik Konopiołko. Dzierżawa opiewała na 25 tys. zł za każdy miesiąc a wydzierżawiającym był Okręgowy Urząd Likwidacyjny Okręg Pomorze Zachodnie w Szczecinie. Doszło nawet do tego, że 28 kwietniu 1947 browar, ale tylko na piśmie, został przejęty przez Zjednoczenie Przemysłu Fermentacyjnego w Bydgoszczy
Najważniejszym argumentem Zjednoczenia było to, że jak to ujęto: browar „prowadzi gospodarkę systemem niewłaściwym i szkodliwym dla Państwa”. Z przeprowadzonej w marcu 1947 r. kontroli wynika, że w browarze znajduje się m.in. 20 ton miału węglowego, 2100 kg chmielu. Jest też uwaga, że „zyski z produkcji (idą) do własnej kieszeni”. Dowodem jest to, że w 1945 r. spółdzielnia wybrała z kasy browaru nadwyżkę dochodów nad rozchodami w kwocie 1,25 mln zł. Pieniądze przeznaczono na „nieznane cele” i w efekcie w lutym nie było w kasie gotówki na zakup potrzebnej ilości jęczmienia.

„Zachodzi obawa, że w sezonie nie będzie potrzebnej ilości piwa”. 


Do konfliktu włączył się również starosta szczecinecki Stanisław Górski wzywając kilkakrotnie Spółdzielnię Spożywców „Robotnik” „ze względu na interes państwa”, aby przekazała browar Ministerstwu Przemysłu i Handlu. Zdaniem starosty, browar powinien być zakładem państwowym. 
Jak wynika ze skargi spółdzielni do swojej, wojewódzkiej centrali browar w 1945 roku wyprodukował 701 hektolitrów – jak to określono - piwa lekkiego, a w roku następnym – 6423 hektolitrów. O rzetelności danych poświadcza Rejon Kontroli Akcyzowej. 
Dyrekcja powołując się na przepisy wyjaśnia, że browar produkuje mniej niż 13,5 tys. hl i z tego powodu nie podlega upaństwowieniu. 
Wszystko na to wskazuje, że do zakończenia konfliktu przyczyniło się dopiero stanowisko Związku Rewizyjnego Spółdzielni Rzeczpospolitej Polskiej Okręg Szczeciński: „Wasza ocena w świetle dokumentów jakie posiadamy jest niesprawiedliwa i wysoce krzywdząca spółdzielnię”. „W zdewastowanym browarze poczyniono inwestycje maszyn i urządzeń (...) i pod tym względem osiągnięto poziom przedwojenny. W toku naszych lustracji stwierdziliśmy, że wydaleni z pracy niektórzy z pracowników za szkodliwą działalność na rzecz browaru i spółdzielni starają się urobić niekorzystną opinię (...) chcąc za wszelką cenę powrócić na dawne zajmowane stanowisko”. 
Konflikt o przejęcie intratnego interesu zakończył się pomyślnie dla „Spółdzielni Robotnik”. 
                                                   

Jerzy Gasiul 

 

artykuł ukazał się 21.12.18 w Temacie Szczecineckim,
jedynym tygodniku ze Szczecinka

 




piwo szczecinek browar sklepienie pomieszczenia wojsko - komentarze opinie (4)

Walczak
19/01/2019

Ciekawa historia..

gość
19/01/2019

Naprzeciwko kamienicy z 1910r był jeszcze parterowy budynek z poddaszem użytkowym - taka szeregówka z kilkoma mieszkaniami. Zaczynał się przy obecnym zakręcie drogi a kończył przy rosnącym do dzisiaj kasztanowcu. Został wyburzony na początku lat dziewięćdziesiątych.

gość
19/01/2019

browar wysadzono w roku 1978

gość
20/01/2019

Dlaczego historia miasta jest nam tak słabo znana? Gdzie są historycy? Który z nich ma większy dorobek od pana redaktora? Monografii bublowej nawet nie warto wspominać z uwagi na brak przypisów/pomijanie lub napisanie po łebkach najważniejszego okresu Szczecinka. Czyżby chodziło o to byśmy żyli w błogiej niewiedzy dzięki, której możemy być okłamywani o np. mieście turystycznym, wyzwoleniu sowieckim, rozwoju w czasie zwijania się miasta i rozrostu masy urzędników?




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej


TOP 5

wróć

pełna wersja portalu