:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  11°C lekkie zachmurzenie

Navigare necesse est

To były czasy, kiedy letnią porą na jeziorze roiło się od żagli. Wtedy Trzesiecko nie kojarzyło się tak jak dzisiaj z dwoma aeratorami. Swoją drogą dobrze, że są, bo w przeciwnym razie byłaby to wodna pustynia. 

Szczególnymi dniami były soboty i niedziele. Z reguły w te dni rozgrywano i to bez względu na pogodę - regaty. Do Szczecinka przyjeżdżała brać żeglarska z bliższych i dalszych okolic, a miasto nie tylko na papierze, było niekwestionowaną stolicą białych żagli na Pomorzu. 

Na rewersie „panoramicznej” czarno-białej widokówki widnieje napis: „Ośrodek sportów wodnych nad jeziorem Trzesiecko”. Widokówka została wydana w połowie lat 60. Jej głównym motywem jest jezioro. Dopiero na dalszym planie widać żaglówki i mocno nieostre zarysy zamku oraz drewnianego hangaru przystani. 

Przystań od jeziora oddziela, ledwie dostrzegalna, linia olbrzymiego pomostu służącego do cumowania żaglówek. Dzisiaj pozostał po nim tylko mizerny fragment. Co się stało ze Szkolnym Powiatowym Ośrodkiem Sportowym i jego najważniejszym klubem – MKS „Orlę”? 

Sądząc po jego współczesnym wyglądzie (drewniane okładziny, szkoło i stal), powinien kwitnąć. Tyle tylko, że wokół jakoś dziwnie pusto i cicho. Za to nadbrzeżny pirs niegdyś z dziesiątkami żaglówek, zamienił się w samochodowy parking.

Powstanie ośrodka przeznaczonego dla uczniów szkół szczecineckich, było możliwe dzięki jednemu człowiekowi – entuzjaście i wielkiemu miłośnikowi żeglarstwa. Był nim Henryk Falkowski. Prapoczątki żeglarstwa uczniowskiego sięgają 1955 r. To właśnie wtedy postała sekcja żeglarska utworzona przy Liceum Ogólnokształcącym Wieczorowym. W tym czasie jego dyrektorem był Anatol Obłamski. 

Dzięki H. Falkowskiemu w maju 1963 roku udało się powołać Młodzieżowy Klub Sportowy „Orlę”. Datę tę przyjmuje się za początek istnienia żeglarskiego sportu wyczynowego. 

Budowę przystani rozpoczęto zimą 1963 roku. Skorzystano z tego, że jezioro skute zostało grubym lodem. Dzięki temu żołnierze przy pomocy urządzenia do bateryjnego wbijania pali, tanim sposobem wbili ich kilkadziesiąt. Wprawdzie tuż obok istniał już nowy pomost, ale była to niewielka kładka, bardziej przydatna spacerowiczom niż żeglarzom. W tym samym czasie częściowo posadowiony na palach, powstał również drewniany hangar na łodzie, a wraz z nim pomost z pochylniami. 

Najstarszym absolwentom I LO im. ks. Elżbiety drewniany hangar kojarzy się z wielkim, białym napisem na zielonym tle: Navigare necesse est (Żeglowanie jest koniecznością). Dodam, że w tym czasie to nie było czcze hasło. 

W starym, poprzemysłowym, ceglanym budynku umieszczono warsztaty szkutnicze, magazyny i sale szkoleniowe. W jednym z takich pomieszczeń (warsztatowych) odbywały się lekcje z przedmiotu prace techniczne tutejszego I LO. 

Młodych żeglarzy było dobrze ponad setkę. Ponieważ Beemek i Kadetów (potem pojawiły się Optymisty), na których uczono adeptów żeglarstwa, było ciągle za mało, załogi pływały na zmianę. Starsi i bardziej doświadczeni korzystali z Piratów, Omeg, 420 i Finów. Rzecz jasna, wszystkie żaglówki w tamtym czasie miały konstrukcję drewnianą lub ze sklejki. Zimową porą młodzi i starzy, pracowicie przygotowywali sprzęt do sezonu. Na przystani nie tylko czyszczono i remontowano łodzie ale także naprawiano żagle. Najstarszą i zrazem niemalże kultową żaglówką, której rodowód sięgał międzywojnia, była dzisiaj gdzieś zapodziana – DeZeta. 

W 1967 roku szefem przystani został nauczyciel WF Eugeniusz Kuźmicki. Trzeba powiedzieć, że za jego kadencji przystań przeżywała swój złoty okres. Tuż przed odejściem na emeryturę w 1989 r. udało się mu zdobyć pieniądze na przebudowę hangaru. W tym czasie hangar z lat 60. był już w fatalnym stanie. Zastąpiono go nowym, znacznie większym, tym razem wspartym na palach żelbetowych. 

Niestety, ten nowy do pięknych nie należał. W znacznej części ze względów oszczędnościowych wykonano go z tandetnych materiałów. Tymczasem nadchodziły czasy niesprzyjające żeglarzom. Szefem w tym czasie był Remigiusz Bieguński. 

W 1991 r. ktoś wpadł na pomysł, aby przystań i cały ośrodek po prostu sprzedać prywatnemu podmiotowi. Ponieważ sprzeciwił się temu kurator oświaty, prowadzenie ośrodka powierzono Henrykowi Siegertowi dyrektorowi Zespołu Szkół Mechanicznych. Ośrodek ,traktowany jako piąte koło u wozu, powoli tracił na swoim znaczeniu, choć dyrektor robił co mógł.  

W 1997 r. poinformowano dyrektora, że Wojewódzka Federacja Sportu wykreśliła MKS „Orlę” z ewidencji. Nie mając innego wyjścia, zawiązano nowy klub - częściowo modyfikując jego dotychczasową nazwę - Żeglarski Międzyszkolny Klub Sportowy „Orlę”. W styczniu 2002 dzięki przejęciu ośrodka przez powiat, powstał Powiatowy Ośrodek Sportów Wodnych i Turystyki, którego szefową w drodze konkursu wybrano Beatę Bibik. 

Wszystko wskazywało na to, że nareszcie żeglarzom zaczęły sprzyjać wiatry. Znowu zaczęło być głośno o szczecineckich żeglarzach, którzy startowali nie tylko w mistrzostwach kraju, ale nawet świata, zajmując pośród polskich załóg pierwsze miejsce. 

Kres nadszedł z chwilą powołania Lokalnej Organizacji Turystycznej, której dyrektorem wybrano Bogusława Sobowa. Nowy dyrektor miał śmiałe wizje. To dzięki niemu powstały nowe pomosty, w tym na Mysiej Wyspie i wyciągu narciarskim, ale nie miał jednak szczęśliwej ręki do żeglarstwa. 

Po długich miesiącach wyczekiwania w marcu 2014 r. ruszyły prace budowalne przy przebudowie dawnej przystani na Regionalne Centrum Edukacji Ekologicznej. Prace budowalne prowadziła firma Skanska. Całkowity koszt inwestycji początkowo szacowano na 6,6 mln zł. W partycypacji kosztów, oprócz powiatu uczestniczył Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie oraz Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Szczecinku. 

Otwarcie Regionalnego Centrum Edukacji Ekologicznej miało się odbyć 1 czerwca, ale do odbioru doszło dopiero we wrześniu. Dodam, że cały supernowoczesny kompleks liczy 1,4 tys. mkw. Jego dyrektorem w kwietniu 2016 r. został Radosław Wąs. Zgodnie z założeniami, ma to być pierwszy w Polsce ośrodek, prowadzący badania dotyczące wpływów zabiegów rewitalizacyjnych na faunę i florę jezior. W budynku głównym mieści się część administracyjna, sale edukacyjne, laboratorium, a także stołówka i pomieszczenia socjalne kadry, zaś na poddaszu część hotelowa. W nowym skrzydle (dawnej przystani), są sale edukacyjne, nowoczesne audytorium i oszklona sala, w której poza wykładami lub spotkaniami, będzie można podziwiać, zaprezentowane w akwariach ekosystemy wodne. Część parterową stanowi przebudowany dawny hangar z pajęczyną stalowych kształtowników na dachu. W myśl projektu miał nawiązywać do masztów i olinowania, ale wyszło nijako. W każdym razie obiekt godny jest instytucji z biurkami i urzędnikami. 

Co z klubem żeglarskim? Jak do tej pory (lipiec 2016 r.) żaglówek w tym miejscu jeszcze nie widziano. W tej sprawie panuje milczenie. Najwyraźniej drugi Henryk Falkowski jeszcze się nie narodził. 

Jerzy Gasiul 

artykuł ukazał się 28 lipca w tygodniku Temat

Navigare necesse est komentarze opinie

  • ubuntu - niezalogowany 2016-08-19 14:56:00

    Dlaczego artykuł opisuje tylko czasy żeglarstwa do śp. B.Sobowa? Dlaczego nie opisano panowanie prezesa Misztaka, oraz dyrektorki Academii nautica która doprowadziła żeglarstwo do tego co mamy do dziś dnia, a przypomnijmy iż SZLOT prowadzi zajęcia do końca wakacji czyli jeszcze 12 dni licząc od dziś. Czy klub otrzymywał po 360 tyś na organizacje zajęć?  Nie, tyle przecież wpływało na konto SZLOTU i dlaczego nie przedstawia się tak tematu. Szkoda że od 2008 roku doprowadzono do upadku żeglarstwa ale nie obwiniajmy tych co wcześniej zignorowano kiedy mówili jak będzie.

  • Joe - niezalogowany 2016-08-19 21:52:03

    Sentymentalny tekst. Niepotrzebne szukanie nazwiska-ikony lub winnego upadku szczecineckiego zeglarstwa. Od 2013 zmienily sie rewolucyjnie przepisy. Yacht do 7,50m mozna prowadzic bez zadnych uprawnien (oczywiscie wlasny). Do egzaminu mozna przystapic bez zadnej formalnej szkloly, nauki zeglowania. Od 1963 roku rozwinal sie sport motorowodny. Sa silniki. Dla mlodych to ciekawsze od mozolnego halsowania na slabym wietrze. Szanuje sentyment i samego autora, ale tu jest potrzebny co najwyzej 1-2 instruktorow zeglarstwa dla ambitnych poczatkujacych, niekoniecznie dla dzieci. Powazne osrodki np. z astronawigacja i manewrowaniem morskim sa w Gdyni, Chorwacji. Nie uczynimy z Trzesiecka Chorwacji. Nauka podstaw, jakis kurs i bedzie ok.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com