:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  13°C rozproszone chmury

Ostatnie chwile budynku przy 9 Maja

To były już ostatnie dni kiedy można było pospacerować w miejscu, które lada moment miało przejść już do historii. Ponieważ w tym czasie o renowacji wiekowej zabudowy mowy być nie mogło. W jej miejscu stawiano nowe domy.

Architektura kształtowana przez segmenty, moduły i technologię produkcji prefabrykatów, nie miała nic wspólnego z miejscową historyczną zabudową. W najlepszym przypadku – tak jak to się stało z narożną kamienicą „Pod arkadami” podwyższano o jedną kondygnacją przy okazji pozbywając się wszystkich detali architektonicznych. 
Na chwilę przenieśmy się do 1976 roku. Właśnie wtedy w grudniu na ul. 9 Maja w sąsiedztwie skrzyżowania z ul. Wyścigową i Podgórną postawiono płoty z żerdzi. Rozpoczęto wyburzanie całej tutejszej zabudowy. To właśnie wtedy brukowana granitową kostką jezdnię z granitowymi płytami chodnikowymi, definitywnie zamknięto dla ruchu kołowego. Kilka lat później ktoś wpadł na pomysł, aby wszystko to zalać grubą warstwą asfaltu. Ów „tani” materiał miał tę właściwość, że w upalne słoneczne lato uginał się pod stopami przechodniów za to zimą i jesienią w tym miejscu pojawiały się szeroko rozlane kałuże. Ale nie wyprzedzajmy faktów. 
Z czterech uwiecznionych na archiwalnym zdjęciu kamieniczek zachowały się trzy, te od numeru 23 do 27. Tę narożną przy skrzyżowaniu z ul. Wyścigową pod numerem 21 najwyraźniej uznano za mało wartościową choć pochodziła z tego samego okresu co sąsiednia zabudowa. Wszystkie tutejsze kamienice charakteryzowały się bogatym detalem architektonicznym, ale tylko od strony ul. 9 Maja. Wszystkie miały bardzo wąskie podwórza – studnie zamknięte od strony ul. Sadowej budynkami przemysłowymi lub magazynowymi z bramami wjazdowymi. 
Nawet w najbardziej słoneczne dni panował tu półmrok. Miniaturowe wyłożone podwórka wyłożone polnym kamieniem albo po prostu zalane betonem przepełniał zapach wilgoci. Każda z jednotraktowych i niezwykle wąskich oficyn miała swoją niezależną klatkę schodową. Nie była tak okazała jak w budynku głównym. Drewniane, strome schody prowadziły do amfiladowym mieszkań – tj. kuchnią i pokojami połączonych drzwiami umieszczonymi w jednej linii. Z reguły pierwszym przechodnim pomieszczeniem była kuchnia. 
Rzecz jasna nie był to żaden standard. Z reguły lokatorzy starali się i tak nad wyraz wąskie pomieszczenia dzielić przepierzeniami dostosowując je do swoich wymagań. Ostatnia kondygnacja to zakurzony i zazwyczaj nieużytkowany strych. Pranie zwyczajowo rozwieszano na sznurach umieszczonych na podwórzach. Tutaj też w podwórzu przyklejone do ściany znajdowały się przykryte drewnianą, wielką pochyłą klapą, ceglane schody do piwnic. Ponieważ wszystkie mieszkania miały piece opalane węglem, to tu trzymano opał. Każdy zimowy dzień zaczynał się od wędrówki do piwnicy z kubełkiem po węgiel i drewno na rozpałkę. To był stały rytuał mieszkańców. Innym, ale już cotygodniowym obrządkiem było sobotnie mycie schodów. Drewniane schody kryjące w swoich zakamarkach resztki oryginalnej czerwonej farby, nasiąknięte teraz mydlinami i proszkiem do prania przepełniał specyficzny, zupełnie nieznany mieszkańcom betonowych bloków zapach.   
Nieistniejąca narożna kamienica miała nieco bardziej okazałą oficynę. Jej okna wychodziły na ul. Wyścigową. Za nią podwórze zabudowane parterowym magazynem z trójkątnym świetlikiem na dachu. Wokół roznosił się specyficzny „portowo-śledziowy” zapach. A to za przyczyną znajdującego się w tym miejscu sklepu rybnego. 
W okresie PRL handlem rybami zajmowała się państwowa firma – Centrala Rybna. To z tego okresu pochodzi znane do dzisiaj powiedzonko: „Jedzcie dorsze bo  g… gorsze”. Dzisiaj kiedy dorsz stał się niemal rarytasem ówczesne gusta wydają się co najmniej dziwaczne. W ówczesnym Szczecinku był to jeden z trzech sklepów rybnych. Jeden z nich znajdował się przy ul. Żukowa naprzeciwko kina Przyjaźń, drugi przy sądzie na ul. Boh. Warszawy a trzeci już w latach 70. w nowym bloku przy ul. Żukowa.
Po wyburzeniu kamieniczki przez kilkanaście kolejnych lat w tym miejscu był jedynie pusty plac na którym od czasu do czasu ktoś rozkładał stragan z owocami. Po jakimś czasie znalazł się amator, który chciał w tym właśnie miejscu wybudować… domek jednorodzinny. Czy ów ważny inwestor nie miał dostatecznej siły przebicia, czy może któryś z bardziej odpowiedzialnych i przy tym odważnych urzędników przeciwko takiej lokalizacji zaoponował, dzisiaj już nie pamiętam, ale ważne, że do budowy nie doszło. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z takim urbanistycznym ewenementem lub jak kto woli wybrykiem natury jak domek jednorodzinny przy skrzyżowaniu ul. Mickiewicza z ul. Pileckiego. 
W 1986 roku w tutejszym „Budoprojekcie” sporządzono projekt nowej zabudowy plombowej. Był to jeden z pierwszych projektów na terenie miasta, który zrywał dotychczasową blokową sztampą. Doczekałem się, jako autor projektu architektonicznego, listu pochwalnego od samego wojewódzkiego konserwatora zbytków. Powstanie budynku było możliwe dzięki zaangażowaniu się  jego budowę nieistniejącego już dzisiaj PSS „Społem”. Spółdzielnia ta postanowiła wybudować w tym miejscu duży – jak na tamte czasy – sklep spożywczy. Ze względu na usytuowanie miejsce było bardzo dobre. Górne kondygnacje przeznaczono w całości na mieszkania. Najbardziej charakterystycznym elementem budynku jest narożny wykusz z logiami nakryty dachem namiotowym. Od strony deptaka podział elewacji z potrójnym pasem okien zaakcentowanych na poziomie dachu półkolistymi attykami harmonizuje ze starą zabudową. Od ul. Wyścigowej elewacja budynku  ma nieco inną formę, związaną z sąsiadującą w tym miejscu zabudową. 
Budowa już na etapie fundamentowania sprawiła wykonawcy – Komunalnemu Przedsiębiorstwu Budownictwa Specjalnego - sporo kłopotów, a to głównie za przyczyną wysokiego poziomu wody gruntowej. Tutejsze piwnice musiałby być wyższe ponieważ pierwotnie znajdowały się tam sklepowe magazyny. Można jedynie ubolewać nad tym, że dzisiaj budynek jest mocno zaniedbany ze spłowiałą elewacją i zaciekami i odpadającym tynkiem.  
Dzisiejsza ul. Bartoszewskiego a jeszcze kilka miesięcy temu 9 Maja jest już kolejny raz w przebudowie. Jej pierwsza przebudowa miała miejsce w 1994 r. To wówczas zerwano asfalt wraz znajdujący się pod nim starą nawierzchnią zastępując ją kolorową kostką betonową. Środek deptaku akcentują oryginalne (a wiec nie pochodzące z katalogu) latarnie pośród miniaturowych ceglanych kwietników z wysokimi już dzisiaj wiecznie zielonymi iglakami.  W 2017 roku po raz trzeci ruszyła przebudowa. Teraz ma być tak, jak na przebudowanym dopiero co pl. Wolności – szaro (ulubiony kolor współczesnych „designerów”) z dużą ilością płyt grantowych poprzedzielanych chwiejącą się pod nogami nierówną kostką.  
Deptak to jeden z najpopularniejszych szczecineckich traktów, którego początki sięgają czasów powstania miasta. Można nawet przyjąć, że bez niego, miasta by nie było. To właśnie tędy od najdawniejszych czasów, wiódł szlak służący zarówno kupcom jak i różnego rodzaju podróżnikom, udającym się w kierunku przejścia granicznego w Gwdzie i dalej na Pomorze Gdańskie i do Prus. Nic przeto dziwnego, że do zakończenia ostatniej wojny 
Pradawny szlak wiódł środkiem nadzwyczaj wąskiego przesmyku pomiędzy szeroko rozlanymi  jeziorami Wielimie i Trzesiecko. Do pokonania był jedynie rachityczny mostek na niewielkiej rzeczce. Z racji swojej mało znaczącej roli, zwano ją Niezdobna. Nazwa z wyraźnym słowiańskim rodowodem przetrwała przez wieki - Niemcy nazwali ją Niesedop. Niestety z niezrozumiałych powodów, nazwa została wyrugowana i od 1945 roku w urzędowych dokumentach zastąpiono ją „Nizicą”. 
Niezdobna podczas jesiennych czy też wiosennych roztopów przeobrażała się w groźny dla mieszkańców miasteczka żywioł. Wówczas jedynym ratunkiem była ucieczka wraz z dobytkiem na leżące tuż za miejskimi wałami Wzgórze św. Jerzego. W takich przypadku przeprawa w tym miejscu była niemożliwa. 
Nie ma takiej drugiej w Szczecinku ulicy, gdzie w ciągu tak krótkiego czasu dokonano aż tak znaczących zmian, polegających głównie na wyeliminowaniu starej historycznej zabudowy. Można nawet powiedzieć, że nad ulicą krąży jakieś fatum. Najpierw w wyniku ostrzału artyleryjskiego, a być może bombardowania spłonęła zabudowa od numeru 11 do 19. Przez kilka powojennych lat po oczyszczeniu terenu z gruzów w tym miejscu był pusty plac z jedynym obiektem - drewnianym kioskiem usytuowanym tuż przy skrzyżowaniu z ul. Wyścigową. Na początku lat 60. To tu powstał jeden z pierwszych bloków w mieście bloków mieszkalnych zbudowany jeszcze w systemie tradycyjnym. 
W pamiętnym 1945 roku ale już po zdobyciu miasta, spłonął celowo podpalony przez zdobywców uliczny kwartał pomiędzy Rynkiem, ul. Sadową, Niezdobną i 9 Maja. Potem już na początku lat 60. rozebrano wszystkie domy od skrzyżowania z dz. ul. Wyszyńskiego do ul. Mariackiej. Ostatnim akordem była masowa rozbiórka pod koniec 1976 r. 

Jerzy Gasiul 
 

historia szczecinka 9 maja jerzy gasiul - komentarze opinie

  • gość 2017-06-15 18:50:54

    Poprosiłabym o to, aby Pan przed publikacją tekstu zechciał go przeczytać jeszcze raz poprawiając błędy i literówki. Bo to jednak trochę razi...

  • Gość - niezalogowany 2017-06-15 22:48:51

    Świetny kawałek historii

  • gość 2017-06-16 08:09:40

    Kawał dobrej historii, Panie Jerzy.

  • gość 2017-06-16 09:09:04

    Cyt: 'Poprosiłabym o to, aby Pan przed publikacją tekstu zechciał go przeczytać jeszcze raz poprawiając błędy i literówki. Bo to jednak trochę razi...'. Wytykając komuś błędy, warto samemu zachować staranność językową i wykazać się podstawową wiedzą na temat interpunkcji w zdaniach podrzędnych.

  • gość 2017-06-16 11:25:16

    Błędy w komentarzach to jednak nie to samo, co błędy w artykułach, które później są wykorzystywane w pracach magisterskich! Nie oczekuję poprawki. Pan redaktor nie czyta przed publikacją swoich tekstów ani komentarzy jednak poprawić nieprawdziwe informacje w artykule, który ukazał się kilka miesięcy temu na temat tzw. repatriantów, początków nowej władzy w `1945 roku, już należałoby poprawić. Jak już zajmować się historią, to rzetelnie.

  • gość 2017-06-16 12:41:37

    Rzetelnie, babo, to się nikim w ten sposób dupy nie wyciera.

  • gość 2017-06-16 19:30:45

    że co skamlesz, a może według ciebie wojna zaczęła się np. w 1938. Jak coś robisz to rób uczciwie, nie przeinaczaj faktów!

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Historia, Szczecinek - miasto - więcej informacji