23°C rozproszone chmury

Pewien letni dzień na Königstrasse

Historia, Pewien letni dzień Königstrasse - zdjęcie, fotografia

Sto czternaście lat minęło od chwili, kiedy pewnego letniego dnia na Königstrasse (ul. Królewska) pojawił się fotograf. Wydarzenie musiało być niebywałe, skoro całej procedurze związanej z rozstawieniem na trójnogu aparatu i robieniem zdjęcia, przyglądało się co najmniej kilkanaście osób, a ruch w tym czasie praktycznie zamarł. 

14069_18564.jpg

Co prawda, w zdecydowanej większości są to dzieci - najpewniej uczniowie, bo zwyczajowo dorośli byli w tym czasie w pracy. I nie chodzi o to, że to pan fotograf próbował uwiecznić w kadrze tłumek przechodniów, ile raczej osoby fotografowane wyraźnie sobie tego życzyły. Mało tego. Zamieszanie na środku ulicy jest tak duże, że na jezdni utworzył się... zator z chłopskich furmanek. 

Pocztówka z kolekcji Janusza Kozłowskiego, została wykonana przez miejscowego wydawcę. Jak głosi napis, był to Reinhold Sommer - właściciel sklepu papierniczego i księgarni mieszczącej się przy Rynku (pl. Wolności) pod dwunastką. Była to piętrowa, szachulcowa kamieniczka z naczółkowym dachem. Nie wiedzieć dlaczego, od czterdziestu lat w tymj miejscu do dzisiaj znajduje się jedynie obramowany murkiem kwietnik z brzozą płaczącą. 

14069_18565.jpg

Drzewo stanowi niemal symbol urzędniczej bezmyślności i bezradności. Jak można było dopuścić, by przez tyle lat w północnej pierzei pl. Wolności była porośnięta trawą i kwiatkami wielka dziura? Właśnie tutaj swoją księgarnię od 1819 roku przez kilka pokoleń prowadziła rodzina Sommer. Na przełomie wieków właścicielem był Reinhold Sommer, a w czasie gdy została wykonana ta fotografia księgarnie należała do Elsy Sommer.

Na uwagę zasługuje także to, co znajduje się na drugiej stronie pocztówki. Na początku XX wieku obowiązywały jeszcze przepisy nakazujące zamieszczanie korespondencji i ilustracji na awersie. Na rewersie mógł się znaleźć jedynie znaczek z adresem. Ponieważ z tego powodu miejsce na korespondencję było mikre, zazwyczaj pismo kończyło się już na obrazku. 

foto.jpg

Jak wynika ze stempla pocztowego, kartę pocztową nadano 21 września i jeszcze tego samego dnia, co potwierdza drugi stempel, przesyłka znalazła się w miejscu docelowym czyli w Szczecinie! Przyznajmy w dzisiejszych czasach, kiedy widokówka z wakacji potrafi „iść” nawet tydzień, sprawność poczty była imponująca. Może dlatego, że w tamtym czasie pociągi na trasie Szczecinek – Szczecin kursowały znacznie szybciej, a oprócz tego w każdym znajdował się w wagon pocztowy.

Wróćmy do zdjęcia. Główna ulica w tym czasie była wyłożona polnym kamieniem. Z pewnością turkot jadących na targ chłopskich furmanek, musiał budzić nawet najtwardszych śpiochów. Za to wygodne były chodniki. W ramach reperacji wojennych po wojnie francusko-pruskiej w Neustettin wybudowano m.in. chodniki na głównych ulicach. Do czasów współczesnych tego rodzaju chodnik zachował się jedynie na ul. Mestwina. Najstarsi mieszkańcy pamiętają ok. jednometrowej szerokości z nieregularnymi brzegami płyty, z grubego jasnego granitu na ul. Wyszyńskiego (wtedy Żukowa) oraz ul. 9 Maja. Płyty, z racji swojej znacznej grubości, były niezwykle wytrzymałe i nigdy nie pękały nawet pod ciężarówką. 

Po tej starej Königstrasse do dzisiaj przetrwała jedynie część zabudowy. Po lewej stronie fotograf uwiecznił, rosnący w miejscu dzisiejszego skrzyżowania ul. ks. Elżbiety, rozłożysty dąb. Tuż za nim na początku XX wieku był jeszcze płot okalający teren przy kościele pw. św. Mikołaja. Wcześniej to właśnie tam znajdował się zamknięty dopiero na początku XIX w. cmentarz. Kościół, a konkretnie jego nawę, rozebrano w 1909 roku, a więc cztery lata po wykonaniu tego zdjęcia. 

Dzisiaj nie istnieje widoczna na zdjęciu eklektyczna kamieniczka pod ósemką. Na elewacji widać napis - SM Behrend. To nazwisko właściciela, który z pochodzenia był Żydem. W późniejszych latach otworzył luksusowy dom mody przy ul. Pruskiej (ul. 9 Maja) Karstadt AG. Warto wiedzieć, że tutejsza żydowska diaspora była bardzo nieliczna, stanowiła zaledwie ułamek jednego procenta wszystkich mieszkańców. Większość szczecineckich Żydów zajmowała handlem. Ich sklepy znajdowały się głównie przy ul. Pruskiej, Rynku i właśnie Królewskiej. Dzisiaj w miejscu eklektycznej kamieniczki, w której jeszcze na początku lat 60. ulokowany był zakład naprawy radioodbiorników, kilkanaście lat temu wybudowano wyjątkowo szpetny dom z siedzibą banku Santander. 

Kolejny budynek, znany do niedawna jako Hotel Pomorski, należał do Richarda Keun`a. W tamtym czasie nie istniało jeszcze zachodnie skrzydło w takiej formie, jaką znamy dzisiaj. Wtedy była to piętrowa kamienica ze stromym dachem, bliźniaczo podobna do swojej sąsiadki. 

Uliczną perspektywę, tak jak dzisiaj, zamyka zakole z gmachem poczty i sądu. W najbliższych miesiącach ten historyczny układ przestrzenny przestanie istnieć. Stanie się to za przyczyną rozpoczętej kilka miesięcy temu budowy drugiego skrzydła galerii handlowej Aria. Oba budynki na wysokości II piętra połączy poprowadzona w poprzek ulicy przeszklona kładka. W ten sposób uliczna perspektywa zamknie się już na wysokości skrzyżowania z ul. Parkową. 

Po prawej stronie ulicy pierwsze dwie kamieniczki zostały rozebrane w połowie lat 60. Za tą drugą (pod siódemką) kryła się wąziutka ul. Ogrodowa. Wyłożona polnym kamieniem uliczka miała dość znaczny spadek. Po obu stronach rozciągały się jedynie oficyny oraz zabudowa gospodarczo—przemysłowa. Z tamtych czasów przetrwała jedynie oficyna od strony zachodniej. Ta po drugiej stronie miała wąską bramę prowadzącą na podwórze – studnię. Panował tu wieczny półmrok. 

Do mieszkań wchodziło się bezpośrednio z podwórza. Poprzez smród stale wilgotnych murów, odpadków i uryny przebijał zapach... pieczonego ciasta. To właśnie tutaj w podwórzu w oficynie przylegającej do tej drugiej kamienicy już pod piątką znajdowała się w latach powojennych ciastkarnia PSS. 

W czasach powojennych, narożna kamienica słynęła z mieszczącej się na parterze kawiarni „Aria”. Do czasu budowy „Kolorowej” przy ul. Powstańców Wlkp. a potem „Jubilatki” przy ul. Kościuszki, był to jeden z najzacniejszych tego typu lokali w mieście. 

Po wyburzeniu kamieniczek, przez dziesiątki lat stał „tymczasowy”, mocno przeszklony pawilon handlowy z odzieżą. Po jego rozbiórce teren został sprzedany. Od tamtego czasu minęło ćwierć wieku. 

Do dzisiaj wyjątkowo atrakcyjnie położona nieruchomość jest jednym wielkim śmietnikiem. I wszystko to się dzieje w samym centrum miasta przy najważniejszej ulicy. Aby zasłonić śmietnik od strony deptaka, ratusz postawił jeszcze w latach 90. drewniany parawan z gablotami, które wykorzystywane są jedynie podczas kampanii wyborczych. 

 

Jerzy Gasiul 

 

Pewien letni dzień na Königstrasse komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Historia, - więcej informacji