16°C bezchmurnie

Slajd ze skrzyżowania

Jak widać, dawniej też było w tym miejscu całkiem ładnie. Mowa o skrzyżowaniu ul. Armii Krajowej (wtedy gen. Świerczewskiego) z ul. Słowiańską i Sikorskiego. Widoczek ów został utrwalony na kolorowym slajdzie. W tamtym czasie, a było w 1976 r., najnowsze technologie barwnej fotografii były nam niedostępne. Korzystaliśmy wtedy z materiałów polskich lub enerdowskiej firmy ORWO. Ta ostatnia cieszyła się wprawdzie dobrą renomą, ale kupić film ORWO łatwo nie było. 

To były czasy „rozruchu” obwodnicy. Przypomnę, że jej budowa została podzielona na kilka etapów i trwała kilka lat. Jako pierwszy (początki w 1968 r.) powstał odcinek pomiędzy ul. 28 Lutego i ul. Armii Krajowej. Następnym odcinkiem była dzisiejsza ul. Cieślaka, a wtedy ul. Różana. W trzecim etapie ok. 1974-1975 roku wybudowano ul. Narutowicza, ale tylko do skrzyżowania z ul. Koszalińską. Wtedy w kierunku Koszalina jechało się jeszcze starą trasą poprzez wiadukt prowadzący dzisiaj jedynie na Bugno. 

Nie licząc oddanej w 2012 roku do użytku obwodnicy Trzesieki, była to jak do tej pory, największa inwestycja drogowa w mieście.

Ruch na ówczesnej obwodnicy, oceniając to w dzisiejszych kategoriach, był raczej niewielki. Owszem, latem zdarzało się widzieć kawalkady małych i dużych fiatów, trabantów i skód, a nawet wartburgów, ale o tym, że na ul. Słowiańskiej mogą być z tego powodu korki, co to, to nie. Na trasie było tylko jedno rondo – to przy cmentarzu. Jak widać na zdjęciu, skrzyżowanie w kształcie łezki z szerokimi dojazdami oraz wysepką wykonano z rozmachem. Za to jakość prac, ujmując to najłagodniej, była mało zadawalająca. Krawężników łukowych wtedy nie produkowano. Łuk układano więc z przyciętych prostych krawężników, łącząc wyszczerbione spoiny betonem. A jeśli na trasie trafiła się studzienka kanalizacyjna... to wchodziła na jezdnię, co doskonale dokumentuje stare zdjęcie. Tak naprawdę efektowny jest jedynie piękny i zadbany klomb. 

Przez czterdzieści lat lipy znacznie podrosły. Te niegdysiejsze, miały jeszcze typowe dla tego gatunku kształty. Nikomu się nie śniło, żeby je podcinać na wzór włoskiego kopru, jak to dzisiaj stało się nagminnym procederem. W okresie kwitnienia nad ulicą unosił się czarujący zapach. Czuć go było szczególnie podczas pogodnych letnich wieczorów. 

Owszem, dymiły parowozy, a i Zakłady Płyt Wiórowych czasem dawały się we znaki, ale gdzie im było do dzisiejszych, które nie dość że smrodzą, to jeszcze hałasują dniem i nocą. Do późnej nocy na przyległym trawniku zamienionym w wilki plac zabaw, dzieci polowały na chrabąszcze. Były ich chmary – mowa o owadach. Chrabąszcze, podobnie jak wszędobylskie wróble i kołujące tuż nad ziemią przed deszczem jaskółki po prostu znikły. Najlepszą zabawą było brodzenie w ciepłej wodzie po letniej burzy. W tamtym czasie brukowany ok. 40 metrowy odcinek ul. Słowiańskiej stale zalewała woda deszczowa. To był nasz basen...

Jakoś tak na początku lat 70. postanowiono trawnik przed blokami „uporządkować”. Stało się to którejś... niedzieli. Tutejszy komitet powiatowy PZPR ogłosił właśnie niedzielę dniem czynu partyjnego. Na miejsce z łopatami i grabiami zjawił się partyjny aktyw w liczbie kilkudziesięciu osób i... trawnik zasypano ziemią, a na niej posiano trawę. Trawa nie chciała na tym rosnąć i zamiast niej pięknie rozkrzewiły dorodne chwasty. Innym razem, też w ramach czynu, przydomowe ogródki obramowano pomalowanymi na pstrokate kolory betonowymi płytami. 

Dziwne było, że właściwie przez ten czas nikomu do głowy nie przyszło, aby remontować poniemieckie bloki. Z roku na rok były coraz bardziej szare. Tutejsi nazywali je blokami, choć dla współczesnych może być to trochę mylące. Cztery dwuklatkowe domy ze stromymi dachami, pod którymi kryły się wielkie strychy, powstały ok. 1935-1936 r. Zbudowano je równocześnie z kompleksem koszarowym dla artylerii przy ul. Słowiańskiej, a wtedy Deutschestrasse. Takie same bliźniacze budynki, w tym samym czasie, stanęły także przy ul. Kosińskiego, Myśliwskiej i Krętej. Bloki ustawiono w łuku. Łukiem też biegła jezdnia wytyczając przed oknami szeroki pas zieleni z podwójnym rzędem lip. 

Od strony północnej wzdłuż domów biegł szeroki pas zieleni urządzonej. To tutaj znajdowała się m.in. obramowana betonowa duża piaskownica i ziemny taras z kamiennymi schodami. W trzech budynkach były mieszkania trzypokojowe, w jednym dwupokojowe. Trzeba dodać, że jak na ówczesne czasy miały bardzo wysoki standard. Każde z dużą kuchnią, spiżarnią i łazienką wyposażoną w przepływowy piec gazowy do ciepłej wody. Przy każdym wejściu od strony ulicy stały pergole z wijącymi się pnączami. W każdym bloku w piwnicy była nawet pralnia z wielkim emalowanym kotłem do gotowania bielizny i paleniskiem na węgiel oraz dużą, betonową kadzią.

Po zdobyciu miasta budynki trafiły najpierw w ręce Rosjan. Jak na ówczesne stosunki szybko przekazano je Polakom, tym samym mocno ograniczając do tej pory niedostępną zonę. Udostępniono mieszkańcom do tej pory zamkniętą ul. Artyleryjską (większość domów została w rękach rosyjskich aż do 1992 r.) i Słowiańską. Tylko przez co najmniej 20 lat, wzdłuż ul. Słowiańskiej pozostał jedynie tor ćwiczeń ciągnący się od skrzyżowania z dz. Armii Krajowej do ul. Pomorskiej. 

Na szczycie ostatniego bloku, na wysokości poddasza (na zdjęciu) przez kilka dziesięcioleci wydać było zamurowaną wyrwę w murze po pocisku artyleryjskim. Ostatni ślad wojenny znikł dopiero niedawno podczas ocieplania elewacji. 

Co, oprócz wspomnień z dzieciństwa, pozostało z tamtych lat? Część starych lip, niewielki kawałek dawnego trawnika, a w miejscu ogrodów rząd garaży przycupniętych wzdłuż ogrodzenia opuszczonej od roku "budowlanki". 

Jerzy Gasiul

 

 

 

 

Slajd ze skrzyżowania komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Historia, - więcej informacji