:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  3°C pochmurno z przejaśnieniami

Smażalnia ryb i loża masońska

Jeszcze siedemnaście lat temu można było tu zamówić smażoną rybę. Trudno teraz po latach wspominać o serwowanych tam gatunkach, ale z pewnością ze względu na cenę, największym wzięciem cieszyły się ryby morskie. Choć żyjemy na trzęsawiskach w otoczeniu kilkudziesięciu jezior, a nawet w herbie miasta mamy jesiotra – rybę, którą można zobaczyć co najwyżej na zdjęciach z obcych krajów, rybnych dań raczej nie konsumujemy. 


Po pierwsze, ryba jest za droga jak na kieszeń tutejszego przeciętnego śmiertelnika, a po drugie, jak chcesz zjeść, najlepiej jak sam ją złapiesz, bo w lokalach świeżej ryby próżno szukać. Być może właśnie z tego powodu wędkarstwo cieszy się u nas wciąż niesłabnącą popularnością. Jakoś trudno uwierzyć wędkarskim opowieściom, jakoby chodzi im bardziej o kontemplowanie przyrody, niż łowienie. Zdarza się, że „kontemplujących” tylko w jednym miejscu jest tylu, że plączą im się żyłki. Mało tego, liczne śmieci zalegające jeziorne brzegi, świadczą o zupełnie innym podejściu do przyrody, niż próbuje się to niewędkującym wmówić. 
W tamtych czasach był to jedyny lokal, w którym można było zjeść tanią, świeżą rybę. W tej kwestii niewiele się zmieniło do dzisiaj. Jedyny lokal, a i to sezonowy, ulokowany na pomoście przy I LO wiosny jeszcze nie czyni. A owszem, różnego rodzaju dań egzotycznych włoskich (pizza), tureckich (kebab), czy z zupełnie niezrozumiałych powodów jakże popularnego jadła „donaldowego”, mamy po berecik. Ale żeby ryby, którymi żywiono się w Szczecinku od setek lat, to jak na lekarstwo. 
Po tej dawnej, wyjątkowo obskurnej budce ze ścianami obitymi płytami pilśniowymi i wielkim napisem od frontu „Smażalnia ryb”, został jedynie zapuszczony, pusty plac. Jego znakiem szczególnym jest ogrodzenie z leśnej siatki i wielki, reklamowy bilbord. 
Trzeba powiedzieć, że miejsce to ma równie tajemniczą historię, jak jej dawny właściciel oraz organizacja, która tutaj się mieściła. 
Najpewniej wszystko się zaczęło w XIX wieku. To był czas, kiedy jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać i to na masową skalę, różnego rodzaju organizacje, stowarzyszenia, fundacje, bractwa, konfraternie, kongregacje i bardzo tajemnicze dla postronnych – wolnomularstwo. 
Szczecinecka loża masońska „Hedwig zum Licht” powstała 6 kwietnia 1852 r. To właśnie w tym miejscu, przy skrzyżowaniu Parkstraße (dz. ul. Parkowa) z Stellterstraße (dz. ul. Ordona) w 1879 roku pojawiła się lożowa restauracja.   
Najprawdopodobniej z tego samego okresu pochodzi bardzo okazała, trzykondygnacyjna kamienica. Jej znakiem szczególnym jest płaski dachem i niespotykanie szeroko zdobiony kroksztynami okap. Ściany na poziomie piętra zdobią pilastry, od ul. Parkowej bogate obramowania okienne, a na wysokości parteru bonie.  Architektura domu zdecydowanie się wyróżnia od sąsiedniej zabudowy. Interesujące jest i to, że podobnie ukształtowany dach ma tylko narożna kamienica przy dz. Parkowej i Boh. Warszawy, w której przed wojną znajdowała się jedna z wielu nazistowskich organizacji. 
W 1890 roku właścicielem restauracji z wielkim, letnim ogrodem był tutejszy przemysłowiec Paul Bourdos. Do niego i jego następców należał m.in. „Preußischer Hof” – hotel przy dzisiejszym deptaku, do niedawna siedziba domu kultury. To za jego przyczyną powstał niewielki, sztucznie usypany w 1916 r. kopiec przy dzisiejszym Stadionie Miejskim. Na szczycie ustawiony został niewielki, drewniany pomost - wieżyczka, z którego rozciągał się widok na jez. Trzesiecko. 
Na naszych łamach prezentujemy dwie archiwalne kartki pocztowe. Jedna z nich z napisem „Logen Garten” przedstawia wnętrze letniego ogrodu restauracyjnego. Kartka została wysłana 21 września 1900 roku. Na pierwszym planie widać umocniony polnymi kamieniami klomb z kilkunastoma kwiatami w donicach. W tle widnieje przeszkolony, drewnianej konstrukcji taras z wysokimi schodami. 
Taras rozciąga się poza obrys budynku. W poziome terenu widać rozstawione, rozkładane krzesła i stoły. Cały placyk pogrążony jest w cieniu wysokich drzew.
A jak restauracyjny ogród wyglądał od strony ulicy widzimy na drugim zdjęciu, pochodzącym już z lat dwudziestych. Główne wejście ulokowane dokładnie było przy skrzyżowaniu ulic i miało kształt drewnianej, bardzo dekoracyjnie wykonanej bramy. Od ulicy ogród otaczał wysoki płot sztachetowy. 
Jego kameralne położenie z pewnością idealnie korespondowało zarówno z siedzibą, a przede wszystkim z tajemniczą organizacją, jaką była miejscowa loża masońska. Należali do niej przedstawiciele miejscowej elity - ludzie zazwyczaj bogaci a więc lekarze, aptekarze, urzędnicy, kupcy, nauczyciele, rzemieślnicy, rentierzy, prawnicy, a także właściciele ziemscy i przemysłowcy. 
Adepci byli szczegółowo weryfikowani, a członków obowiązywały rytualne praktyki. System wtajemniczeń dzielił się aż na 33 stopni. Pierwsze trzy stopnie, to tzw. loże symboliczne zwane błękitnymi. Kolor nawiązywał do nieba lub kosmosu. Następne stopnie od 4 do 18, to loże kapitularne, od 19 do 30 to tzw. rady. Cztery ostanie to loże administracyjne. Bracia – tak się wzajemnie tytułowali – pochodzili lub mieszkali w tej samej okolicy. Jednym z podstawowych obowiązków, za poniechanie którego skreślano z listy członków, było nie tylko zachowanie tajemnicy, ale przede wszystkim płacenie wysokich składek członkowskich oraz składek na ubogich. Awans na wyższy stopień był niemożliwy bez przeprowadzenia oceny wydanej przez członków loży.
Sądząc po siedzibach lóż w innych miastach (nie dotarłem do dokumentów miejscowej loży), także i ta w Szczecinku musiała być bogato wyposażona. Na parterze, z wejściem od strony dz. ul. Ordona znajdowała się restauracja, a raczej sala bankietowa z bufetem, a dalej być może garderoba oraz izba rozmyślań. 
Zwyczajowo pomieszczenie to miało czarne ściany, a jej najważniejszym meblem była trumna ze szkieletem. Na piętrze musiało być ulokowane najważniejsze pomieszczenie, czyli miejsce na spotkania obrzędowe, zwane świątynią. Podstawowym wyposażeniem owej świątyni był, ustawiony od wschodniej strony na podwyższeniu, tron mistrza katedry. Przy tronie leżała Biblia, cyrkiel, młotek i szpada.
Najprawdopodobniej, tak jak inne siostrzane loże, równiez szczecinecka została zlikwidowana po dojściu do władzy Hitlera. 
Po wojnie to właśnie tutaj ulokowano posterunek milicji, a potem przez dziesięciolecia Zakład odzieżowy „Pomorzanka”. W późniejszych latach budynek został na trwale oszpecony poprzez dobudowanie, od jego wschodniej strony, dużego skrzydła. Od kilkunastu lat w siedzibie dawnej loży masońskiej mieści się sklep meblowy. 
                                                     

Jerzy Gasiul 

Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


smażalnia ryb loża masońska ordona jeziorna - komentarze opinie

  • gość 2017-09-17 12:30:51

    Panie Jerzy, BRAVO, to Pan powinien być dyrektorem MUZEUM a nie jakiś tam agent donosiciel Żorżyka i Gawrona ! Pozdrawiam i tak trzymać na chwałę prawdziwej wartości naszego MIASTA!

  • Gość - niezalogowany 2017-09-17 21:12:53

    Super smażalnia szkoda że jej już tam niema

  • Gość z konkurencji - niezalogowany 2017-09-18 21:50:46

    Ta działka jest Mec. Winnic... może stworzy dla syna Smażalnie Rybna....

  • gość 2017-09-19 15:04:54

    Jak najdalej stad.

  • gość 2017-09-20 05:44:57

    Teraz czas na Lionsów:)

  • gość 2017-11-04 09:49:42

    Z tymi Masonami to tak już nie przesadzajmy- najpierw "historia" Cerkwii, potem "historia" Synagogi, a teraz "historia" tej ich loży Masońskiej!!!

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com