:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  9°C rozproszone chmury

Statystycznie rzecz ujmując

Statystycznie rzecz ujmując

Bardzo odpowiada mi takie oto określenie, że jak pan i pies idą na spacer, to statycznie mają po trzy nogi. Statystyka zwykłemu śmiertelnikowi w jego zwykłym, szarym żywocie, zda się psu na budę – jeśli już zacząłem o tych czepialskich, w stosunku choćby do rowerzystów, zwierzętach.  Zupełnie inaczej, kiedy mamy do czynienia z oficjalnymi, urzędowymi zestawieniami, sprawozdaniami czy materiałami promocyjnymi. Promocja od reklamy daleko nie odbiega, a ich wspólnym mianownikiem jest większe lub mniejsze łgarstwo. Przykład, a proszę.

 

Szczecinek „wodnym sportem stoi”. No, tak to można wyczytać we wszystkich, niezwykle kolorowych wydanych na kredowym papierze folderach. Tamże urocze zachody słońca nad Trzesieckiem, przeplatają się z żaglami i narciarzami wodnymi. Jeśli tych ostatnich spotkać można niemalże każdego dnia, bez względu na opady deszczu i intensywność zapachowych wiatrów od wschodu, to żeglarzy, oprócz pojedynczych prywatnych jachtów, nie widać. 
Inaczej jest jednak w statystyce. Otóż żaglówki w większej ilości niż sztuk dwa, pojawiają się co dwa miesiące. Pierwszy raz na otwarcie sezonu, a po raz drugi kilka dni temu, kiedy zorganizowano regaty, których patronem jest szczecinecki żeglarz i zarazem nauczyciel Henryk Falkowski. Statystycznie wychodzi więc całkiem nieźle. Nie chcę krakać niczym wrona, ale jak tak dalej będzie utrzymane tempo rozwoju(?) żeglarstwa i kształcenia młodzieży, to żaglówki na Trzesiecku staną się niczym potwór z Loch Ness - wszyscy o nim wiedzą, ale nikt go nie widział. 
Skoro mowa o kształceniu, to nie mniej pasjonującą statystyką mogą się poszczycić szczecineckie szkoły podstawowe. Otóż statystycznie rzecz ujmując, jest ich na tyle dużo, że nauka powinna odbywać się w niemal luksusowych warunkach. W bardzo dawnych czasach mieliśmy ich w sumie siedem. Potem dzieci ubywało, a z roku na rok budynki pustoszały. Teraz, uwzględniając szkołę społeczną, mamy zaledwie o jedną mniej. Zdawać by się mogło, że nareszcie po wielu latach w szkolnictwie podstawowym nadszedł, niczym jak w „Metamorfozach” Owidiusza (pozdrawiam dawnych maturzystów, zwłaszcza rocznik 1967) wiek złoty. Być może za kilka lat, dzięki pięćset plus, będzie tak jak było, ale na razie korzystajmy z okazji. Tak jest statystycznie. A jak w rzeczywistości? 
Otóż jedne szkoły mają wybitnie dużo wolnej przestrzeni, inne niezupełnie. Przykładem jest „szóstka,” którą z bliżej nieznanych powodów obdarowano filią w postaci kompleksu budynków zanikającego Gimnazjum nr 1. I co z tego, że jeden z potężnych budynków od lat jest nieużytkowany, skoro i tak część uczniów z młodszych klas zmuszona jest do uczęszczania na drugą zmianę? Owszem, szkoła cieszy się największym w mieście powodzeniem, dlatego uczęszcza tam prawie jedna trzecia wszystkich uczniów w mieście! Czy aby na pewno jest to właściwe rozwiązanie? 
Być może nauczycielom jest to obojętne czy uczą rano, wieczór, czy popołudnie. Każdy ma swoje pensum, za które gotów czasem nawet połknąć bez popijania znaczek ZNP. Gorzej z uczniami. Co ma zrobić młody człowiek, kiedy lekcje kończą się na pięć (dosłownie!) minut przez rozpoczęciem zajęć w szkole muzycznej? Czy zrezygnować z tej ostatniej? A może zarywać ostatnią lekcję? Szczecinek jest na tyle rozległy, że w ciągu pięciu minut co najwyżej można zdążyć do najbliższego sklepu osiedlowego. A co z popołudniowymi zajęciami dzieci, które uczęszczają na różnego rodzaju zajęcia pozaszkolne albo treningi? Nie wspomnę już o przerażającym systemie, jaki preferują nauczyciele – niestety najczęściej przedmiotów ścisłych, kiedy nawet przy dobrych chęciach ze strony dzieci, odrabianie codziennych zadań domowych kończy się w okolicy godz. 22. Ucznia wszakże pensum nie obowiązuje. 
W tym miejscu przypomina mi się filmowa komedia, kiedy dojeżdżający do pracy tłumaczy koledze, że dlatego „zdanża do pracy”, bo wstaje za piętnaście trzecia, a idzie spać przed północą, ale wcześniej się goli i śniadanie je na kolację. Sądząc po tym, co się dzieje w wielu szkołach, jest to być może jedyne, słuszne rozwiązanie dla wielu szczecineckich uczniów. A niech się uczą za młodu, bo z pewnością w życiu - jak znalazł. Wszakże statystycznie mamy czym się pochwalić, a na kredowym papierze to nawet bardzo ładnie wygląda. 
                                                                                                                                     

Jerzy Gasiul 

jerzy gasiul felieton - komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com