:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



Sybir powraca z kolędą
  • Fotka nr 0 z 3
  • Fotka nr 1 z 3
  • Fotka nr 2 z 3
24/12/2018 20:30

Nadszedł czas wspólnego spożywania przygotowywanych od wielu dni potraw, śpiewania kolęd, łamania się chlebem i składania radosnych życzeń. Trudno sobie wyobrazić, żeby Boże Narodzenie obchodzić inaczej. A jednak. Wciąż są osoby, którym trwające właśnie święta przywołują falę niełatwych wspomnień. Jedną z nich jest odznaczona Krzyżem Zesłańców Sybiru pani Irena, która będąc 6-letnim dzieckiem, znalazła się tysiące kilometrów od rodzinnej ziemi. Pierwsza Wigilia spędzona w Kraju Ałtajskim pod granicą z Chinami przepełniona była potężnym smutkiem.

W 1941 roku Irena Butoka razem z 10-letnią siostrą, mamą i babcią zostały wywiezione na Syberię. W okresie Bożego Narodzenia wspomnienia tamtych wydarzeń wracają ze wzmożoną siłą. 

Zanim wybuchła wojna pani Irena wraz z całą rodziną mieszkała w Krewie. - Tatuś był kierownikiem poczty – rozpoczyna swoją opowieść nasza rozmówczyni. - Był prawy i solidny, dlatego zaraz po ataku ZSRR na Polskę dano mu spokój i pozwolono pracować. Tak było do ’41 roku. Dwa dni przed wybuchem wojny pomiędzy Niemcami a ZSRR w nocy na centrali w urzędzie pocztowym zadzwonił telefon z oszmiańskiego NKWD. Tatuś podniósł słuchawkę i usłyszał, że jadą po naszą sąsiadkę, nauczycielkę, panią Czartkiewicz. Wiedział już, co to oznacza. Tak się przestraszył i zdenerwował, że rzucił tą słuchawką. Wtedy najprawdopodobniej padło też nasze nazwisko. Ale tego tata już nie mógł wiedzieć. Od razu poprosił swoją współpracowniczkę, by pobiegła ostrzec panią Czartkiewiczową. Jej mąż przebywał akurat na terenie Polski. A ona sama – z 9-miesięczną córeczką Jadzią i schorowaną matką męża – przebywały po naszej stronie granicy. Współpracowniczka taty weszła do sypialni pani Czartkiewiczowej przez tylne okno i uprzedziła ją, że szykuje się na nią wywózka. Nauczycielce udało się uciec do lasu.

Wykopała dół i przykryła się liśćmi. Szukali jej, ale nie znaleźli. Wrócili więc… po babcię i małą córeczkę.

Pani Czartkiewiczowa nie zostawiła ich. Przyszła potem pieszo do tego pociągu, którym nas wieziono.  

- Kiedy po nas przyszli, taty z nami nie było. Byłam ja, siostra, mama i 75-letnia babcia, matka mojego ojca. Oficerowie zjawili się w nocy. Od razu kazali się pakować. Pamiętam, za łóżkiem w sypialni stały portrety Piłsudskiego i Mościckiego. Rzucili nimi o podłogę. Deptali po potłuczonym szkle. To pakowanie, dźwięk deptanego szkła, krzyk mamy, nasz… To było coś makabrycznego. A oni w tym czasie wywalali wszystko z szafy, szukając czegoś wartościowego. Jakiś czas przedtem mamie udało się wygrać na loterii 30 tys. zł. To było dużo pieniędzy. Razem z tatą spieniężyli tę sumę w złote i srebrne monety. Zawinęli w płócienny woreczek i schowali do szuflady. Zapamiętałam to dobrze, jak tamci znaleźli to zawiniątko. Potrząsali tym. Już wiedzieli, że się na nas obłowili. Podczas pakowania mama dostała strasznego rozstroju żołądka. Nie było wtedy toalet, tylko wychodki.

Stali nad mamą z karabinami…

Ja, widząc to jako małe dziecko, przeżywałam okropne chwile. Ale zrozumieć moją matkę… Co ona wtedy czuła? Ludzie potem opowiadali, że jak wieźli nas ulicami, to podobno całe miasto było wstrząśnięte tym, jak mama płakała z rozpaczy. 

- Do naszego wagonu zapakowali z 60 osób. Nas przywieźli na końcu. Nie było miejsca, żeby się ruszyć. Na środku znajdowała się rura – nasza ubikacja. Przez całą drogę nie dostaliśmy nic do jedzenia. Tylko dwa wiadra wody na dobę. A to był koniec lipca. Każdy trzymał swoją „porcję” w rękach, żeby nie upuścić choć kropelki. Wieźli nas w okolice Nowosybirska nad Obą. Stamtąd jeszcze 3 doby statkiem rzecznym. A jeszcze z tego statku ciężarowymi samochodami. I tak aż do chińskiej granicy. Tam już nie było nic. Z jednej strony góry, z drugiej rzeka. Nie było nawet gdzie uciekać.

- Przez całą drogę widzieliśmy, jak mijają nas niemieckie samoloty wywiadowcze. Cały czas słyszeliśmy wystrzały, odgłosy wojny. W Mińsku było bombardowanie, wielu ludzi z transportu zginęło. Myśleliśmy, że skoro wojna, to może nas wypuszczą, bo i po co im ten pociąg z kobietami i dziećmi? Mężczyzn z nami nie było. Ich zabrali oddzielnie do więzień do Tobolska za Uralem, nad Irtyszem. Mój tatuś trafił akurat do celi, w której więziony był wcześniej Piłsudski. Podczas przesłuchań kazali się mu przyznawać do rzeczy, których nie zrobił. Opowiadał nam później, jak go bili, katowali. Nie wiedział, co się z nami dzieje. Czy żyjemy, gdzie jesteśmy? Czy jesteśmy razem, czy może nas rozdzielili?

- Zakwaterowali wszystkich w baraku i jeszcze raz rewizja. Kacyki z tamtych terenów, bez zębów, w podartych łachmanach chyba z sześć razy rewidowali nasze rzeczy. Zabierali wszystko: pierścionki, medaliki, łańcuszki, nawet święte obrazki. Jak widzieli legitymacje czy książeczki z białym orłem, to dostawali gorączki – rwali, deptali, niszczyli. Niektórym z nas udawało się coś ukryć. Nam mamusia dała do schowania obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Duży, malowany olejną farbą na płótnie, mama złożyła do rozmiarów małej kosteczki. Miałyśmy to schowane w bieliźnie.

Pamiętam, była z nami dziewczynka, już po Komunii św. Zobaczyli, że coś chowa za biustonosz. Kazali się jej rozebrać do naga.

Znaleźli różaniec, taki ładny, niebieski z małych kryształków. Rzucili go na ziemię i zaczęli po nim deptać. Do dziś słyszę ten dźwięk. 

Pani Irena wielokrotnie zaznacza, że życie na obcej ziemi było nie do zniesienia. Każdy dzień był walką o przetrwanie. W przypadku rodziny pani Ireny – tym trudniejszą, że o jej byt walczyła… 75-letnia babcia.

- Przydzielili nam izbę z jeszcze jedną rodziną. Był jeden piec, który wszystko ogrzewał. Nie było światła. Zima i ciężkie mrozy przyszły już w październiku. Żeby było coś widać wieczorami, robiło się knoty. Do buteleczki z benzyną wkładało się wyskubane z kołdry kawałki materiału. Od tego wszystko dookoła było czarne. Sadza wchodziła wszędzie, nawet do nosa i gardła. O jedzenie było bardzo ciężko. Ponieważ zbliżały się święta, babci jakimś cudem udało się zdobyć trochę mąki. W Wigilię zabrała się za robienie rozczynu do ciasta. Mama była słaba. Już jesienią musiała się gdzieś zaziębić. Pamiętam, że siedziałyśmy akurat z mamą i z siostrą na tym piecu, a babcia, oczywiście w całym ciepłym ubraniu, robiła rozczyn, żeby na wieczór przygotować coś do zjedzenia. Kiedy skończyła, włożyła go do wiaderka i przykryła ściereczką. Wtedy moja mama odezwała się do niej: - Mamo, dlaczego ta dziewczynka ma taką krótką koszulkę? – powiedziała do babci. Widać było, że ma strasznie rozpalone policzki. Z tej wysokiej temperatury, której widocznie dostała, już po tamtej stronie widziała dziecko, a nie wiaderko. 

- To z moich pierwszych świąt na Syberii najbardziej utkwiło mi w pamięci. Nie wiem, co było dalej. W tej drugiej rodzinie, która z nami mieszkała, była taka Jadzia. Babcia z nią porozmawiała i ona gdzieś pobiegła. Po czasie jacyś ludzie przyjechali saniami i mamę gdzieś zabrali. Ja i siostra zostałyśmy na tym piecu i zasnęłyśmy…

- Nad ranem przyszła babcia. Obudziłam się i mimo że jeszcze było ciemno, widziałam, jak wyciągnęła kuferek. Zaczęła układać rzeczy mamy: jedne na jedną kupkę, a wybrane na drugą. Kiedy wyjęła ulubioną sukienkę mamy, taką różową, ładną, z naturalnego jedwabiu, zaczęłam płakać. Już wiedziałam, że mama nie żyła.

Nikt nie wiedział, że mama była chora. Może to było przeziębienie, może miała zapalenie płuc?

Nie mieliśmy lekarza. Był tam mały szpitalik, w którym chorymi opiekowała się siostra. Dużo osób chorowało na tyfus. Ale co było mamie, nie wiadomo.

- Wiedzieli, że Polacy obchodzą akurat święta Bożego Narodzenia i specjalnie wszystko przedłużali. Ciało mamy wydali nam dopiero 27 grudnia. Przynieśli ją w kocu. Ktoś jakoś przemycił aparat i zrobił nam jeszcze zdjęcie. Mnie nawet nie zabrali na cmentarzyk, tak było zimno. Z trudnością wykopali kilofami grób. I tak po pierwszych świętach na obcej ziemi zostałyśmy same – ja i siostra Ewelina z babcią, która miała 75 lat.

- Tak wyglądała Wigilia. Nie było nic. Dosłownie. W dodatku odeszła moja mama, która była 38-letnią kobietą.

- Przetrwałyśmy tylko dzięki babci. Jej bohaterstwa nie można z niczym porównać. Klimat tam był straszny. W dodatku nie wolno było nam nawet małego zagonku własnego zasadzić. Za taki ogródek, za byle pietruszkę, szło się zaraz do więzienia. Żeby dostać chociaż rubla, babcia, i my też, pracowałyśmy w polu. Poza tym 20 km od naszego zakwaterowania znajdował się kołchoz. Tam można było pójść piechotą, wymienić jakieś rzeczy albo kupić i przynieść na plecach z powrotem. I babcia, staruszka tak chodziła. W dzień pracowała, wieczorami przygotowywała nam jedzenie, przędła na kołowrotku. Taka poważna i smutna. Cierpiała strasznie. Miała taką niezwykłą mądrość… Która kobieta 75-letnia potrafiłaby dzisiaj przetrwać z dwójką małych dzieci na Syberii? 

Pani Irenie i jej siostrze udało się spotkać z ojcem: po wyjściu z więzienia cudem odnalazł powrotny transport z rodziną. Dotarli aż do Pomorza Zachodniego i tu osiedli na stałe. – Tylko babcia nie doczekała powrotu – kończy swoją opowieść pani Irena. - Skończyła życie w pociągu ostatniego dnia podróży w 1946 roku. Zmarła już tu, na polskiej ziemi. Też nie było wiadomo, że choruje. Po prostu zasłabła. Ale tyle, co z nami przeżyła… Że udało nam się przetrwać, to była jej mądrość. Boża mądrość. 

 

archiwum Tematu Szczecineckiego
Reklama

sybir wspomnienia zesłanie kraj ałtajski - komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Dom bez alergii. Pranie

Dlaczego powinno się czyścić dywan, wykładzinę lub tapicerkę samochodową przynajmniej raz w roku? Miliony roztoczy w Twoim domu - walcz z tym! Nie..


Zobacz ogłoszenie

Mieszkanie po remoncie ; duży

Mieszkanie parterowe bezczynszowe w 4-rodzinnym domu tylko 6km od SZCZECINKA -miejscowość Godzimierz, czyste powietrze, cisza i spokój. Pięknie..


Zobacz ogłoszenie

Przedstawiciel ds. Sprzedaży

Jesteśmy Międzynarodową Firmą Ubezpieczeniową posiadającą w swojej ofercie szeroki wachlarz rozwiązań finansowych dla klientów indywidualnych i..


Zobacz ogłoszenie

LAMINIARZ prdukcja łodzi

Hansvik Poland producent łodzi motorowych . Obecnie dla naszego zespołu poszukujemy osoby na stanowisko: LAMINIARZ MONTER ( ORAZ OSOBY DO..


Zobacz ogłoszenie

Sprzedam dom

Dom w Szczecinku przy ul. Zeglarskiej, polozony na dzialce o pow. 2570m2, blisko jeziora i lasu. Dom o pow. 300m2, 5 pokojowy, podpiwniczony.


Zobacz ogłoszenie

Oprawa halogenowa led gu10

Sufitowa oprawa halogenowa Oprawa sufitowa do żarówek led, dzięki którym w bardzo łatwy, prosty i szybki sposób stworzymy eleganckie oświetlenie w..


Zobacz ogłoszenie

Czyszczenie, pranie dywanów,

Oferujemy profesjonalne pranie i czyszczenie dywanów i wykładzin, mebli tapicerowanych (narożniki, kanapy, fotele, krzesła i inne), samochodów i..


Zobacz ogłoszenie

Zamienie lub sprzedam

Zamienię lub sprzedam mieszkanie na 1 pietrze z garazem na os. Zachod przy ul. Karlinskiej. Mieszkanie składa się z trzech pokoi, kuchnia,..


Zobacz ogłoszenie

SKUP AUT- NAJWYŻSZE CENY-

Skupujemy wszystkie auta OSOBOWE i DOSTAWCZE Zapraszamy do kontaktu Pozdrawiam


Zobacz ogłoszenie

Usługi sprzętowe - Transport

Na przełomie lat, zgromadziliśmy bogaty park maszynowy. Dysponujemy specjalistycznymi maszynami, które wraz z rozwojem działalności i zakresem..


Zobacz ogłoszenie

RODO- ochrona danych w firmie-

Stanowimy grupę ekspertów ds. ochrony danych osobowych, której trzonem jest certyfikowany Inspektor Ochrony Danych Osobowych., posiadający..


Zobacz ogłoszenie

Leasing Szczecinek

Jeśli chcesz wziąć samochód lub dowolny środek trwały w leasing dobrze trafiłeś. Szybki proces, procedury uproszczone, minimalne wkłady własne,..


Zobacz ogłoszenie

SKUP AUT ZA GOTÓWKĘ - 515 026

SKUP AUT ZA GOTÓWKĘ - 515 026 978 - SZCZECINEK I OKOLICE


Zobacz ogłoszenie

Zatrudnię pracowników

Przyjmę do pracy, atrakcyjne warunki, praca na miejscu.


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez szczecinek.com, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

GAMA Maria Gasiul z siedzibą w Szczecinek 78-400, Niecała 23

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"