:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  20°C bezchmurnie

Szewc bez butów, czyli imieniny miasta

Szewc bez butów, czyli imieniny miasta

Święto, albo jak kto woli, imieniny miasta z bliżej niezrozumiałych powodów odeszły w przeszłość. Ustanowione jeszcze w latach 90. miało bawić, integrować, przypominać o urokach zaczynającego się lata, a także przypominać o nadzwyczaj pokrętnych dziejach naszego miasta.  Kto pamięta ten wie, że obchody zaczynały się od uroczystego parady. Pochód nigdy nie był specjalnie liczny. Jego uczestnicy, przebrani w historyczne stroje, ale także te całkiem współczesne, przechodzili dawną ul. Królewską pod ratuszowe mury. Liczono się z tym, że z biegiem lat ilość, popularność święta wzrośnie, a tym samym więcej będzie uczestników. A tu kicha. Święto zostało zapomniane, niczym te Trzeciomajowe za komuny. 


Tego rodzaju tradycja jest wciąż żywa w krajach zachodniej Europy tyle, że tam liczy sobie setki lat. Tak jest przykładowo w zaprzyjaźnionym ze Szczecinkiem holenderskim Bergen op Zoom. Otóż, tamtejszym zwyczajem od kilkuset lat w ostatnią niedzielę czerwca ulicami miasta przechodzi korowód przebierańców z okazji święta zwanego przez nich Maria Ommegang. Jest to po prostu procesja dziękczynna ku czci Maryi. Wprawdzie niechętnie widzina przez tamtejszych lewusów, ale zwyczaj jeszcze się tli. 
Udział w nim biorą już od wielu pokoleń całe rodziny. Co roku przebierają się w historyczne stroje, odgrywając na ulicy sceny biblijne, a także te o lokalnej historii. Procesja, albo jak kto woli parada, liczy kilka kilometrów długości i tysiące widzów na trasie. Równie wielkie uliczne świętowanie odbywa się także podczas karnawału. 
Oczywiście można wszystko zrzucić na przeszłość. Powiedzieć, że przeszliśmy okres panowania najlepszego z ustrojów, kiedy żadne uliczne świętowanie było niemożliwe, rzecz jasna oprócz przymusowego maszerowania 1 maja pod trybuną wypełnioną sekretarzami. Śmiem twierdzić, że nawet wtedy, większość tubylców uwielbiała coroczne pochody i podniosłą uliczną atmosferę. Kto twierdzi, że było inaczej, łże jak pies albo odbarwia przeszłość. 
A może jesteśmy indywidualistami? Jak świętować to tylko zgodnie z naszą konwencją i upodobaniami. Nic dziwnego, że za zwyczajowo zaczyna się i kończy się co najwyżej przy grillu. 
W tym roku miało być inaczej, a wszystko za przyczyną jakiś tam zbiorowych meczy organizowanych w kilku rosyjskich miastach. Zapomniano jedynie, że nasze orły zwyczajowo kończą po jednym, maksymalnie dwóch meczach. Kolejny raz się okazało, że entuzjazm kibiców, nawet połączony z dekorowaniem swoich samochodów i piciem piwa w strefie kibica, nie ma wpływu na grę. No, może jedynie zatrudnienie grupy szamanów, tak jak to się stało z tymi co nam nieźle dokopali. I w tym przypadku mieliśmy do czynienia z tradycją. 
Zgodnie z nią, powrót na ojczyzny łono (mowa o piłkarzach) następił znacznie szybciej niż kurs „Pendolina” pomiędzy Szczecinkiem a Szczecinem. I tylko szkoda, że tyle kasy zupełnie niepotrzebnie wydano na urządzenie zamkowej strefy kibica. Do tego czasu, w tym miejscu mogła wyrosnąć zasiana niedawno trwa, a tak mamy klepisko. 
Część strefy wykorzystywana jest jako plaża. Lokowanie tego rodzaju obiektu pod zamkowymi murami wydaje się nieco kontrowersyjne. Jedyną zaletą jest to, że wody w tym miejscu, za przyczyną wypływu Niezdobnej są w ciągłym ruchu i żadna E.cola nie zagości tak, jak to się notorycznie zdarza na plaży wojskowej. 
Za to w dość nietypowy sposób użytkowany jest górny pomost tutejszego pomostu. Zdawać by się mogło, że jest to jedyne swego rodzaju miejsce, z którego można zobaczyć nieco dalej niż z poziomu terenu. Zdawać by się mogło, że powinny być tam co najwyżej ławeczki, aby można było przycupnąć, podziwiając okoliczne pola, lasy i domy. Może nawet spojrzeć przez lornetę obserwacyjną (za pieniądze), której zresztą nie ma, na szusujących tuż obok wodnych narciarzy. 
Nic z tego. Powiem więcej. Wejście na górny poziom jawi się niczym wtargnięcie do zajętej toalety. Jak wiadomo, tego rodzaju postępowanie nie licuje z dobrym wychowaniem. Nie wypada przeciskać się pomiędzy rozłożonymi leżakami i opalającymi się na nich o różnych kształtach, wagach, proporcjach i wieku ciałami. No nie wypada, choćby się było samym Aleksandrem Macedońskim, zasłaniać komuś słońca. 
Teoria, że im wyżej i tym lepsza opalenizna, jest nieprawdziwa. Gdyby tak było, to do opalania się na wieży Bismarcka ustawiałyby się sążniste kolejki. 
Ale cicho być. Święto miasta kojarzy mi się także z miejską flagą. Miejska flaga powiewa na wieży ratuszowej tylko w czasie sesji. W tym roku stało się inaczej i od dłuższego już czasu jest na placu Wolności,. Tyle, że  w asyście biało-czerwonej łopocze (a wiatry ostatnio nadzwyczaj silne) taka na zielono i biało. Sądząc po jej wyglądzie tylko nieco przypomina barwy Szczecinka. Kto nie wie jak rodzima flaga powinna się prezentować, niech zajrzy do miejskiego statutu. Niechaj zajrzą przede wszystkim ci, którzy ją tam powiesili. Już taką mamy tradycję, że często szewc bez butów chodzi. 
Okazuje się, że samorząd, który z natury rzeczy powinien przestrzegać pewnych ustalonych zasad, ma je za nic. W takich przypadkach być może słusznym posunięciem było umieszczenie napisu „Szczecinek”. Nie byłoby wątpliwości, że nie chodzi o Szczytno, Szczucin czy Szczekociny. A ponieważ zdecydowanej większości nawet nazwa miasta niewiele mówi, dodatkowy napis „Polska” byłby wielce wskazany. Zresztą tego rodzaju flagi służą jako bandery na szczecineckich wodnych tramwajach. Szlak został więc już przetarty. Teraz pora na szewca (przypomnę) tego, co bez butów chodzi. 

 

foto: archiwum: pochód Zespołu Szkół nr 2 im. Księcia Warcisława
                                                                                                                             


imieniny miasta lato pochód ratusz mury uczestnicy - komentarze opinie

  • gość 2018-07-13 19:46:54

    Brawo!

Dodajesz jako: Zaloguj się