:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  13°C lekkie zachmurzenie

Szkolna historia niepozornej uliczki w centrum

Na mokrym bruku ul. Zamkowej odbija się cień przekrzywionych ze starości kamieniczek. Ich drewniana konstrukcja z czarnymi balami i białym wypełnieniem tworzy malowniczy ornament, jakże charakterystyczny dla pomorskich miast i wsi.  Zaledwie kilka kroków dalej skrzyżowanie z Predigerstraße (ul. Kaznodziejską). Ta niepozorna uliczka wszystkim mieszkańcom kojarzy się przede wszystkim z Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Szary, niepozorny budynek z łukowym wejściem i drewnianą przybudówką, znajduje się na krańcu uliczki. Odsunięty nieco od linii zabudowy, sprawia wrażenie jakby znalazł się w tym miejscu przypadkowo. 


Mijamy narożny domek. Kilka schodków prowadzi na miniaturowy ganek. To pastorówka. Choć dom niepozorny, zaledwie parterowy, mieszkanie całkiem wygodne, obszerne, na dodatek z dużym poddaszem. Poza tym, to bardzo dobre miejsce. Nie trzeba daleko chodzić. Do kościoła św. Mikołaja taka sama odległość co do zamkowej kaplicy. 
Co tu dużo mówić, ta ostatnia przynajmniej na zewnątrz jest bardziej okazała niż kościół parafialny. Drewnianej konstrukcji sygnaturka góruje nad zamkowymi dachami. Z daleka prezentuje się całkiem nieźle. Nie to co wciśnięta między ul. Królewską, a Kaznodziejską miniaturowa świątynia pamiętająca jeszcze czasy założenia miasta. 
Na niewiele zdała się likwidacja (osiemdziesiąt lat wcześniej) przykościelnego cmentarza. Pomiędzy murami gimnazjum, a kościelną nawą, od tamtego czasu, w miejscu grobów jest jedynie wąziutki pas udeptanego terenu. 
Spękane ściany, odpadający tynk, zza którego wyłaniają się obrobione kamienie poprzetykane gotycką jeszcze cegłą. Szczeliny od strony południowej są szerokie niemalże na dłoń. Na dodatek ostatnio zarysowało się sklepienie nad nawą i oknem w prezbiterium. W deszczowe dni przecieka dach. Strużki wody tworzą malownicze wykwity na ścianach. 
Jak tak dalej pójdzie, któregoś dnia może dojść do nieszczęścia. Właściwie nie ma co ani remontować, ani odbudowywać. Świątynia gruntownie odbudowana w pamiętnym 1778 r. już w 1811 podczas burzy straciła na wieży hełm. 
Od tego czasu, jest już to tylko całkiem zwyczajny dach z czerwonej dachówki. Całe szczęście, że właśnie 23 czerwca 1905 roku wmurowany został kamień węgielny pod nowy kościół św. Mikołaja. Kościół buduje się na podmiejskich błoniach. To będzie nareszcie budowla godna prężnie rozwijającego się miasta. I to jest dobra wiadomość. 
Nieco gorzej jest z Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Budowa w miarę okazałego domu na rogu ul. Kaznodziejskiej i Jadwigi (po 1945 r. - ks. Elżbiety) była tylko rozwiązaniem doraźnym. Najwyraźniej dla ówczesnego rektora dr. Lehmanna liczyła się nie tyle funkcja i potrzeby szkoły, co raczej prestiż. 
Rektor zakochany był w gotyku, a nawet osobiście projekt zatwierdził. W tamtych czasach nie był odosobniony w swoich poglądach na architekturę. W całych Prusiech gotyk cieszył się olbrzymim powodzeniem. Oprócz kościołów, dworców kolejowych, pałaców powstawały ratusze, kamienice i uniwersytety. Skoro uniwersytety, to czemu nie gimnazjum w Nowym Sztetynie? 
Tak też się stało. Budynek ze swoimi dwoma piętrami ma dość korpulentną sylwetkę. Architekt próbował się ratować schodkowymi ścianami szczytowymi i łukowymi blendami. Wyszło tak sobie, ale był to pierwszy neogotyk w mieście. 
Na dwóch kondygnacjach ulokowano wtedy salę do lekcji rysunku, gabinet fizyczny, bibliotekę i dwie klasy, dla których w starym budynku, po drugiej stronie Kaznodziejskiej miejsca już nie było. Ponieważ na jego poddaszu mieściło się służbowe mieszkanie rektora – dyrektora gimnazjum, z czasem do budynku przylgnęła nazwa „dom dyrektorów”. 
Aż przykro wspominać o starych murach gimnazjum. One wcale nie były w lepszym stanie niż przylegający do szkolnej posesji kościół. Właśnie do szkoły, którego rektorem był Christian Rogge (ten sam, którego nagrobny pomnik w latach 60. XX w. roztrzaskano, a resztki wrzucono do szkolnego szamba), do szkoły zjechała wysoka komisja aż z samego Szczecina. 
Komisja orzekła, że stan budynku jest na tyle tragiczny, że dalsze prowadzenie zajęć jest niemożliwe. To wtedy postanowiono, aby stary budynek pozostawić w spokoju, a na rozległym szkolnym boisku nad jeziorem, na którym istniała już sala gimnastyczna, a także dom woźnego, stanął nowy gamach. 
Nie wybiegajmy jednak znadto w przyszłość. Zanim 3 kwietnia 1913 roku w kierunku nowej szkoły ruszył uroczysty orszak, zajęcia prowadzono jeszcze przy Kaznodziejskiej. 
Jak to było od wieków, na Kaznodziejskiej (po II wojnie światowej nazwanej ks. Piotra Skargi, jakby nie było również znakomitego kaznodziei), kilkanaście razy dziennie rozlegał się szkolny... dzwon. Wisiał pod daszkiem na kutym metalowym wsporniku, umocowany na wysokości piętra. Jego donośny dźwięk doskonale słyszano we wszystkich klasach obu budynków. Odbijał się od murów, a echo roznosiło się gdzieś po zakamarkach ulicy. Cichł dopiero wieczorową porą, kiedy po drugiej stronie chodnika zapalano jedyną w tym miejscu gazową latarnię. 
Drugą szkolną wizytówką był żeliwny pomnik nagrobny Jana Samuela Kaulfussa. Przyznajmy, jak na tego typu pamiątkę, miejsce wydaje się dość niezwykłe. Stoi po prawej stronie głównego wejścia do gimnazjum. 
Główne wejście, oprócz szerokich drewnianych drzwi, akcentuje półkoliste okno. Co prawda, okazały żywopłot wysokości rosłego mężczyzny nieco go przesłania, niemniej zwieńczenie pomnika widać z daleka. Jego charakterystyczna, żeliwna czara symbolizuje śmierć, ale też i przemijanie... 
Dzieje pomnika upamiętniającego rektora Kaulfussa dziwnym zdarzeniem losu symbolizują jego życie. Jan Samuel był Polakiem. Niemieckim mieszkańcom Nowego Sztetyna jego pochodzenie raczej nie wadziło. Na ulicach słyszano język polski wcale nie tak rzadko, a i w okolicznych wioskach zdarzali się mieszkańcy posługujący się polską mową. 
Profesor cieszył się pośród tutejszych poważaniem. Tego samego nie da się powiedzieć o władzach rodzinnego Poznania. Tamże, w 1824 r. został dyscyplinarnie zwolniony ze stanowiska dyrektora gimnazjum. Powodem zwolnienia i jednocześnie karnego zesłania do zapadłej mieściny, było utrzymywanie polskiego charakteru poznańskiej szkoły.
Jego „zbrodnia stanu” stała się na tyle głośna, że został do Nowego Sztetyna przeniesiony rozkazem gabinetowym samego najjaśniejszego Fryderyka III. 
Początki rektorowania z pewnością popularności mu nie przyniosły, przynajmniej pośród nauczycieli i uczniów. Swoją pracę rozpoczął od reformowania upadajacej szkoły. Z pracą pożegnali się nauczyciele o niskich kwalifikacjach. Mało tego, rektor pozbył się także słabych uczniów. Od tego też czasu uczniowie młodsi na domowe prace musieli poświęcać 3 godzinny dziennie, a starsi godzin pięć. 
Jan Samuel umarł 15 września 1832 r. Pochowano go na przykościelnym cmentarzu, a więc niemalże pod murami książęcego gimnazjum. Po likwidacji cmentarza, pomnik przeniesiono pod główne wejście od strony ulicy. 
Jedynym dokumentem jest właśnie to archiwalne zdjęcie pochodzące z pierwszych lat XX wieku. I na tym zakończmy spacer po nieznanym już dzisiaj zakątku mojego miasta. 
                                               

Jerzy Gasiul 

artykuł ukazał się 22.02.2018 w Temacie Szczecineckim,
jedynym tygodniku ze Szczecinka.
Zawsze o tym, co ważne.

Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


szkolna kaulfuss muzeum gimnazjum liceum - komentarze opinie

  • gość 2018-03-03 16:27:51

    Panie Jerzy, niskie ukłony za ten materiał, za język i tę znajomość architektury. Jajec może tylko Panu buty czyścić z powodu swoich durnych wizji. On doprawdy do naszego miasta nie przystaje, niech wraca do żydowskiej Łodzi

  • gość 2018-03-03 17:05:31

    Dzieje pomnika upamiętniającego rektora Kaulfussa dziwnym zdarzeniem losu symbolizują jego życie. Jan Samuel był Polakiem. Niemieckim mieszkańcom Nowego Sztetyna jego pochodzenie raczej nie wadziło. Na ulicach słyszano język polski wcale nie tak rzadko, a i w okolicznych wioskach zdarzali się mieszkańcy posługujący się polską mową.

  • gość 2018-03-03 17:06:56

    Swoją pracę rozpoczął od reformowania upadajacej szkoły. Z pracą pożegnali się nauczyciele o niskich kwalifikacjach. Mało tego, rektor pozbył się także słabych uczniów. - ciekawe który dyrektor teraz by się odwazył. Teraz to mierny, ale wierny. Dalej nie piszę, żeby nie obrazać ani uczniów ani wychowawców młodzięzy

  • bronx - niezalogowany 2018-03-04 01:39:16

    No dobra, jeszcze raz. Ostatnio o tym też było pisane, też prostowałem ale widzę ta wersja nadal się pojawia... Szanowna Redakcjo, jakie jest źródło tej informacji że Kaulfuss został pochowany "na przykościelnym cmentarzu, a więc niemalże pod murami książęcego gimnazjum"? Wg dwóch źródeł pisanych jego pogrzeb miał miejsce na starym cmentarzu ewangelickim w miejscu wieży wodociągowej, a po zamknięciu tego cmentarza uczniowie przenieśli pomnik w miejsce widoczne na pocztówce.

  • gość 2018-03-04 07:40:13

    Najbardziej ujmuje mnie możliwość przeniesienia się w czasie, podczas czytania tekstów pana Gasiula. Szkoda jednak, że nie chce pan zweryfikować dostępnych materiałów, mówiących o pochowaniu Kaulfussa na Wzgórzu Św. Jerzego, tak jak w przypadku miejsc, z których przybyli do nas powojenni mieszkańcy?

  • gość 2018-03-04 11:37:29

    Drogi Bronx, w sytuacji w której nawet szczecinecka "elita" myli ks. Jadwigę z ks. Elżbietą. Nic nie wiedząc o jednej ani o drugiej, rolą pana Gasiula i Twoją jest popularyzowanie historii. Nie skacz do gardła panu Gasiulowi. Facet zrozumiał twój punkt widzenia, ale dalej pisze to co chce. Są ludzie, którzy się z tobą Bronx nie zgadzają, a zależy im na popularyzowaniu historii miasta, dlatego nie wchodzą z tobą w dyskusję. Pozwól, że pan J. Gasiul podpisując się imieniem i nazwiskiem sam będzie odpowiadał za podawanie tych informacji. Ukłony i wielki podziw dla J. Gasiula i dla ciebie Bronx.

  • bronx - niezalogowany 2018-03-04 14:09:38

    Szanowny Gościu. Ja nie "skaczę do gardła" Panu Redaktorowi Jerzemu Gasiulowi, gdyż jest to osoba którą bardzo cenię za popularyzację historii, zrobił na tym polu baaardzo dużo o ile nie najwięcej w Szczecinku, jest jedną z osób której teksty mnie inspirowały do zainteresowania się historią Szczecinka, zaczytywałem się Jego historycznymi opisami miasta w Temacie w latach 90-tych jako nastolatek i jakoś to pewnie też mnie ukierunkowało. To nie jest nic osobistego, ale myślę że warto jest "odkręcić" kilka szczecineckich mitów historycznych, które się powielają w różnych opisach. Raz napisany potem się ciągnie przez wiele lat, bo potem ktoś się na to powołuje i tak jedzie ta lokomotywa. Nie myli się ten kto nic nie robi/nie pisze, sam też popełniam wiele błędów (przy całej staranności) ale jak ktoś mi błąd wyłapie to mam swego rodzaju satysfakcję a nie poczucie że ktoś mnie atakuje, satysfakcja że ktoś dany tekst z uwagą przeczytał i jeszcze się nad nim zastanowił, ma inne (może lepsze) informacje i dodatkowo chce się nimi podzielić. A jak jest to dodatkowo przyczynkiem do jakiejś pozytywnej dyskusji na dany temat to już w ogóle miód malina, bo chyba o to w tym wszystkim tak najbardziej chodzi.

  • kij w mrowisko - niezalogowany 2018-03-04 23:02:20

    Szanowny Panie Łukaszu. Skoro jest pan taki czujny. To dlaczego nie zareagował Pan na brednie i megakłamstwa zawarte w tekstach Pana Serafińskiego? Ani co bardziej zasadne nie wszedł Pan w polemikę z Burmistrzem, który tą grafomanie nazwał mądrym tekstem na swoim portalu? Zgadzam się w pełni z Pana stwierdzeniem, że 'Raz napisany potem się ciągnie przez wiele lat, bo potem ktoś się na to powołuje i tak jedzie ta lokomotywa.'

  • Gość - niezalogowany 2018-03-05 06:33:24

    Przyszlosc jest wazniejsza! Uliczka jak uliczka - nieistotna dla swiata.

  • Do kij w mrowisko - niezalogowany 2018-03-05 09:19:18

    No porównywać Serafińskiego do pana J. Gasiula to nieporozumienie.

  • nie historyk - niezalogowany 2018-03-05 09:45:40

    Sięgnijmy do źródeł: Kaulfus h. własnego, v. Kaulfuss, Kaulfuß, w Wielkopolsce, rodzina pochodzenia niemieckiego, nobilitowana w Rzeczpospolitej na sejmie 1775. Z niej: Jan Chrystian (1744-1803), pastor ewangelicki, pedagog; Jan Samuel (ok. 1780-1832), filolog klasyczny, nauczyciel gimnazjalny. Herb – w polu barwy niewiadomej, pas w prawo ukośny srebrny, z czterema pierścieniami, czy kulami, pod nim i nad nim noga w kolanie zgięta, stopami na dół, równoległa do pasa. W szczycie hełmu pięć piór strusich (Ostr. 1287). Źródła: Bon. IX 347; PSB XII 233-234. http://polishgenealogy.blogspot.com/201 ... ulfus.html

  • do historyka - niezalogowany 2018-03-05 10:50:13

    Jan Samuel Kaulfuss (ur. 17.02.1780[1], zm. 25 września 1832 w Koszalinie) – polski filolog i pisarz pedagogiczny. Urodził się w roku 1780, jako syn Jana Chrystiana (rektor szkoły w Kargowej, pow. Babimost; późniejszy konsenior generalny w konsystorzu ewangelickim Wielkopolski). Studiował w niemieckim Halle, gdzie w roku 1803 uzyskał stopień doktora filozofii. Począwszy od roku 1804 był profesorem Królewskiego Gimnazjum Poznańskiego im. Marii Magdaleny, gdzie nauczał historii i literatury starożytnej), a przez 9 lat (1815-1824) piastował stanowisko rektora. Dzięki jego staraniom (i pod jego nadzorem) w roku 1813 otwarto pierwszą w Poznaniu szkołę średnią dla dziewcząt. Rok 1824 przyniósł utratę stanowiska dyrektora Gimnazjum Poznańskiego i przeniesienie na identyczną posadę w Szczecinku. Niedługo potem stracił i tę posadę, trafiając ostatecznie do Koszalina. Od 5 maja 1805 był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Nieco później otrzymał członkostwo Towarzystwa Naukowego Krakowskiego. Zmarł 25 września 1832 (Koszalin). Żródło: wikipedia ha, ha, ha

  • gość 2018-03-05 10:56:46

    Z Pl. Wolności komentują trolle Jajca

  • 2018-03-05 14:25:08

    Zgadzam się z Łukaszem. "Temat Szczecinecki", szczególnie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku pełnił rolę niezwykle istotnego popularyzatora historii regionalnej, dziejów miasta. Co więcej, sam popularyzator stał się niezwykle cennym i wartościowym źródłem historycznym, po które sięgałem z nie tylko z zawodowego obowiązku, ale i z prawdziwą przyjemnością. Teksty pisane ze swadą, pełne pasji i uwielbienia dla małej Ojczyzny, doskonała znajomość rzeczy - od historię, sprawy społeczne, życie religijne, po architekturę i organizację przestrzeni miejskiej. Tradycja "gazety mówionej" z końca lat osiemdziesiątych w końcu do czegoś zobowiązuje. Panie Redaktorze, chapeau bas.

  • gość 2018-03-05 19:54:27

    Ja też kocham Temat Szczecinecki!

Dodajesz jako: Zaloguj się