12°C bezchmurnie

Taki lokalny epizod

Historia, lokalny epizod - zdjęcie, fotografia

felieton ukazał się 15.12 w tygodniku Temat

Wprawdzie nie można powiedzieć, że pamiętają o tym jedynie najstarsi, ale z całą pewnością było to nadspodziewanie dawno. Nadspodziewanie, ponieważ wydaje mi się, jakby to było wczoraj, choć czas coraz bardziej zaciera szczegóły. Mowa o kolejnej rocznicy 13 grudnia 1981, która dla mego pokolenia jest nie mniej ważna niż dla naszych rodziców ostatnia wojna. A owszem, w Szczecinku zarówno ten dzień jak i kolejne dni i lata niczym szczególnym się nie wyróżniały. Nawiązuję do tamtego czasu nieprzypadkowo. Nie ma to nic wspólnego z „czczeniem” tej daty przez ludzi, którym Pan Bóg rozum odebrał, a wszystko z powodu utraty wpływów, znaczenia i pieniędzy oraz różnego rodzaju moralnych „autorytetów” odciętych lub odcinanych od koryta. 

Powodem jest pachnąca jeszcze farbą drukarską książka traktująca o naszej lokalnej historii. Jej autorem jest dr Tomasz Ceglarz, pracownik poznańskiego IPN, szczecinecczanin z urodzenia, wnuk ostatniego naczelnika miasta, którego urzędowanie przypadło na czas upadku PZPR. Spod jego ręki wyszło potężne opracowanie, traktujące o nieistniejącym już od dawna szczecineckim Klubie Inteligencji Katolickiej oraz początkach Komitetu Obywatelskiego Solidarność. Co ważne, autor zaprezentował również stanowisko ówczesnej władzy oraz nawet jej zbrojnego ramienia, jakim była SB. Jak do tej pory jest to jedyna tak solidnie i sumiennie zrobiona monografia dotyczącą dziejów lokalnej społeczności. Bo trzeba wiedzieć, że w naszym małym mieście dzieją się i działy rzeczy również bardzo wielkie. To na przekór obowiązującej zasady, że czas nie istnieje poza teraźniejszością.

W dobie, kiedy kilkusettysięczne kwoty z budżetu miasta bywają przeznaczane są na różnego rodzaju nieraz całkiem wątpliwe gadżety i promocje, książka wydana przez Muzeum Regionalne ukazująca z wyżebranych (dosłownie) od sponsorów pieniędzy, ma swoje szczególne znaczenie. Wbrew pozorom, to nie granitowe płyty ani beton, a właśnie papier jest najbardziej trwałym świadectwem naszej epoki. 

Prezentacja książki przez przypadek zbiegła się zarówno z rocznicą stanu wojennego jak również ćwierćwieczem istnienia Radia Maryja, którego założycielem jest o. Tadeusz Rydzyk. Teraz powszechnie znana postać, w tamtych czasach znana była tylko tutaj, w Szczecinku. Młody zakonnik, przyznajmy z większym lub mniejszym powodzeniem, dosłownie chciał „pobudzić do życia” lokalne środowisko. Lgnęli do niego szczególnie ludzie młodzi. Jego lekcje religii były zupełnie nietypowe, za co raczej od przełożonych pochwał nie otrzymywał. Szczerze mówiąc, KIK powstał za jego przyczyną. To on go „wychodził” i to w sposób dosłowny. To były długie rozmowy prowadzone również w domach późniejszych członków założycieli. Trzeba powiedzieć wprost, jak na tak zdezintegrowane i małe środowisko jakim był (i jest) Szczecinek, pomysł wydawał się zbyt zuchwały. Bardzo dobrze pamiętam spotkanie z zarządem „starego” toruńskiego KIK-u. Chcecie to robić w tak małym miasteczku? Zawieszenie w szkołach krzyży odbyło się za przyczyną o. Rydzyka? Pełne zaskoczenie. Pewnie ze zwykłej uprzejmości nie zapytali, ilu w Szczecinku tych „inteligentnych”. 

Wracam do założyciela. O. Rydzyk, co istotne, nie znosił wielogodzinnego czczego gadania w czym niestety, specjalizowała się większość klubowych spotkań. Zwyczajowo bywał jeden lub dwóch dyskutantów. Reszta milczała, bo patrzyła na zegarki. Założyciel nie znosił rozdzielania zapałki na kilka części – jakże charakterystyczny objaw nie tylko dla tego środowiska. Ważne było świadectwo i działanie zgodne z nauką Kościoła – módl się i pracuj. Jego zdaniem tych przymiotów w KIK brakowało. Tego rodzaju postawą czuł się rozczarowany, co stało się jednym z głównych powodów zerwania kontaktów z klubem, gdy został przeniesiony do Braniewa. 

Wielka i ta mała historia dzieli się na epizody. Taki właśnie został zapisany w naszej pamięci. Zbliżała się północ z soboty na niedzielę. Wychodziliśmy z kaplicy sióstr Niepokalanek na ul. Kościuszki. Mszę św. odprawił specjalnie dla nas klubowiczów o. Tadeusz Rydzyk. Szliśmy w grupie. Mieszkaliśmy na drugim krańcu miasta. Było zimno, wiał przenikliwy wiatr. Żadnego przechodnia, żadnego samochodu. Wymarłe ulice rozświetlały jedynie latarnie. Dopiero gdzieś tak w okolicy ul. 28 Lutego natknęliśmy się na milicyjny radiowóz. 

O tym, że działo się coś niezwykłego, przekonaliśmy się już nazajutrz. Za oknem było dużo śniegu. Z samego rana, miast telewizyjnego programu, szczekliwym głosem generał oznajmiał o wprowadzaniu stanu wojennego. Ot, taki sobie lokalny epizod.

                                                                                                                                      Jerzy Gasiul 

Taki lokalny epizod komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Historia, - więcej informacji