:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  26°C bezchmurnie

Ulica Junacka, Drzymały i latarnia gazowa

Ulica Junacka, Drzymały i latarnia gazowa

Akurat trafiliśmy na przebudowę jezdni i chodników. Miast bruku z polnego kamienia, pojawi się tu kostka asfaltowa produkowana na masową skalę w Bitumkadstein Werke przy dzisiejszej ul. Waryńskiego.  Jezdnia będzie tak gładka, że podczas przejazdu chłopskich furmanek, stukot kopyt końskich nie zagłuszy nawet terkot żelaznych obręczy. Urlichstrasse znana polskim mieszkańcom Szczecinka jako ul. Drzymały, niczym szczególnym się nie wyróżnia. No może tym, że pnie się nieco pod górkę spinając, niczym klamra, dwie biegnące równolegle główne ulice miasta. 


Tutaj, na zapleczu najważniejszej w mieście ulicy, gwar już nie dochodzi. Co najwyżej, można tędy przejść do zacienionego parku wijącego się wzdłuż jez. Trzesiecko. Uliczka liczy zaledwie kilkadziesiąt metrów długości, a o jej niegdysiejszej randze świadczy jedna jedyna latarnia gazowa. 
Ulokowana została w strategicznym miejscu przy skrzyżowania z Junkerstrasse (ob. ul. Junacka). Latarnie gazowe w latach trzydziestych, a więc z czasów, kiedy powstało to zdjęcie, trudno było zaliczyć do nowoczesnych urządzeń. Co ważne, przetrwały wojenny czas – a więc zdobycie miasta i późniejszy rabunek. Definitywnie wyłączono je z użytkowania kilka lat potem. Stało się to z prozaicznych powodów – po prostu powojenny polski przemysł nie produkował już żarników i szklanych kloszy. 
Kiedy skończyły się zapasy i to, co udało się sprowadzić z centrali – oświetlenie gazowe z ulic Szczecinka odeszło do historii. Lampy gazowe stanowiły nieodłączny atrybut starych miast. 
Autor tych słów pamięta jeszcze z połowy lat 60. latarnie gazowe na ul. Jagiellońskiej w... Bydgoszczy. Choć nocą światła dawały niewiele, ale za to tworzyły wprost bajeczny nastrój. Nie jest więc przypadkiem, że wielcy malarze - impresjoniści zachwycali się nocnymi, wielkomiejskimi pasażami rozświetlonymi żółto-czerwoną poświatą płynącą z gazowych lamp. 
Ale co tam wielki świat. Również i w Szczecinku nastrojowe, nocne pejzaże tworzył na przełomie XIX i XX wieku lekarz – artysta Paul Stubbe – wychowanek tutejszego Gimnazjum Księżnej Jadwigi. Takim obrazem jest nocny widok na ul. Kaznodziejską (dz. ks. P. Skargi). Jego dzieła (sumie 9 obrazów) z nieistniejącymi już dzisiaj zakątkami miasta można zobaczyć w Muzeum Regionalnym. 
Na przełomie XIX i XX wieku nocą szczecineckie ulice rozświetlały dokładnie  123 latarnie. Dla porównania  w tym czasie w Berlinie było ich ok. 12 tys. a w Paryżu ponad 43 tys. szt.). Przypomnę, że miejska gazownia powstała dopiero 1895 roku. Od 1912 roku, kiedy rozpoczęto elektryfikację miasta, instalowano już tylko latarnie elektryczne. 
Wróćmy do zdjęcia. Po prawej, zza parterowego budynku warsztatowego, w miejscu gdzie dzisiaj znajduje się niewielki przyblokowy skwer, widać ścianę szczytową XIX-wiecznego spichlerza. Mimo że obiekt od dawna znajduje się pod ochroną konserwatorską, nic o nim poza zdawkową informacją nie wiadomo. 
Najbliższy sąsiad o tej samej funkcji ulokowany był całkiem niedaleko - przy ul. Ogrodowej i drugi przy ul. Zamkowej. Co ważne, wszystkie przetrwały epokę masowych rozbiórek, jaka nastąpiła pod koniec lat 60. 
To właśnie w tamtym czasie znikła – widoczna na zdjęciu - ryglowa zabudowa przy skrzyżowaniu ul. Drzymały z Boh. Warszawy (krótko po wojnie ul. Królewska potem Stalina). W miejscu niezwykle klimatycznie prezentujących się kamieniczek pojawił się przeszklony pawilon handlowy z odzieżą. W latach 90 został rozebrany. Od tego czasu, przy głównym deptaku znajduje się swoisty poligon doświadczalny dla różnego rodzaju amatorów mazania sprayem po ścianach. 
Dla mnie, na zawsze miejsce to kojarzyć się będzie z piętrową kamienicą z miniaturową witryną sklepową, na której stał zakurzony radioodbiornik (wtedy rzecz jasna jeszcze lampowy) zakładu naprawczego p. Domagały. Na zawsze w pamięci pozostanie też mikroskopijne podwórze – studnia, gdzie nigdy słońce nie dochodziło, a powietrze przesycone było zapachem kurzu, pleśni i wilgoci. 
Stary spichlerz doczekał się swojego „złotego wieku”. Przedtem, przez kilkanaście lat stał opuszczony. Magazyn zboża nikomu już nie był potrzebny, a klucze do niego znajdowały się w... Muzeum Regionalnym. Budynek właściwie się już rozsypywał. Dziury w dachu. Potężne, drewniane, stropowe belki były jeszcze w dobrym stanie, czego nie można powiedzieć o podłodze. Najgorzej wyglądały schody. Nie dość, że strome, to brakowało na nich stopni, a całość konstrukcji była niezwykle rachityczna. Przez szpary w deskach podłogowych widać było niższe piętro...
Jedynym elementem dawnego wyposażenia był stalowy blok umocowany przy wysięgniku na dachu. Służył do transportu worków ze zbożem. W tamtym czasie najlepiej zachowała się piwnica. Budynek był tylko w części podpiwniczony, ale piwnica jest- jak na tutejsze warunki - prawdziwym rarytasem budowalnym z powodu ceglanego, beczkowego sklepienia. W Szczecinku tego rodzaju konstrukcja to niezwykła rzadkość. 
Już w latach 80. próbowano stary spichlerz zmodernizować adaptując go do celów muzealnych. Sporządzona koncepcja projektowa wykazała, że obiekt - z racji bardzo skromnej powierzchni i zbyt niskich kondygnacji - do tego się nie nadaje. Niewiele brakowało, aby stary spichlerz, tak jak to się stało z sąsiednią zabudową, zostałby wyrównany do poziomu terenu. 
Całe szczęście znalazła się firma handlowa, która obiekt kupiła i przebudowała, nie zatracając przy tym jego wartości historycznej. Przepruta ściana szczytowa, w której zainstalowano wspornikowe okna z opalizującego szkła, dodały staruszkowi współczesnego sznytu. 
Jednak najbardziej tajemniczym obiektem na starym zdjęciu jest wysoki płot ceglany. Za nim widać korony drzew. W starym, a więc w nieistniejącym już Szczecinku, tego rodzaju murów, parkanów, ogrodzeń było co niemiara. Okolony potężnym murem przydomowy ogród, jawi się - znany ze średniowiecznych zamków - hortus conclusus (ogród zamknięty). Dla osób postronnych był niedostępny. Był odizolowany od otoczenia enklawą, niczym ten z „Alicji w Krainie Czarów”, tu był  zupełnie inny świat. Być może nie było tam ani pięknych róż, ani kolorowych kwiatów, a jedynie kwitnący wiosną sad?
Niewiele można odczytać ze starego zdjęcia. Zajrzyjmy więc do planu miasta z 1903 roku. Tam ogród z wysokim murem widać w całej okazałości. Kaligraficznie wykonany napis informuje, że jest to teren Junkerhofu (Dwór Junkierski) – hotelu, który po wojnie stał się siedzibą Ligi Obrony Kraju (najpierw LPŻ), a teraz Hotelem Oskar. 
Budynek znany jest z niezwykle bogatej, eklektycznej elewacji. Co ważne, na tej samej działce znajduje się narożna, piętrowa, dwurodzinna kamienica zwana Villą Riemer. Czyżby należała do właścicieli browaru braci Riemer? 
A może jest to tylko przypadkowy zbieg okoliczności. Budynek istnieje do dzisiaj, ale jego stan przeraża. Od kilkunastu lat jest niezamieszkały. Mocno spękane ściany i zapadnięte stropy, świadczą o fatalnej kondycji i niemocy jego właściciela. 
Jakiś czas temu dom ten słynął z pięknej, piętrowej werandy. Choć obrośnięta była dzikim winem i wielkimi krzewami, w całej okazałości widać ją było od strony ul. Ordona. Drewniana weranda była prawdziwym majstersztykiem, dzisiaj zupełnie już nieznanej sztuki ciesielstwa. 
Podobne werandy, których rodowód sięga przełomu XIX i XX wieku znane były głównie z różnego rodzaju kurortów i uzdrowisk. Nie brakowało ich także na przedmieściach willowych dzielnic wielkich miast. 
Stara weranda została przez miejscowych barbarzyńców spalona. Pozostały po niej jedynie ceglane ściany przyziemia. Wiekowa narożna kamienica od dawna z zamurowanymi oknami, nie ma najmniejszej szansy na przeżycie. 
W dawnym ogrodzie przy skrzyżowaniu ul. Drzymały z Junacką wybudowano w 1964 roku pięciokondygnacyjny blok z 26 mieszkaniami. To właśnie w tym okresie zaczęły powstawać pierwsze po wojnie bloki mieszkalne. Wszystkie realizowano jeszcze w technologii tradycyjnej. Nie były to jeszcze osiedla, a pojedyncze budynki lokowane jako zabudowa plombowa lub tak jak to się stało w tym przypadku  na terenach zielonych. 
O innym zakątku niegdyś tajemniczego ogrodu z Dworem Junkierskim w kolejnym odcinku.
                                                     

Jerzy Gasiul

 

Artykuł ukazał się w Temacie Szczecineckim nr 896,
jedynym tygodniku ze Szczecinka

 

Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


junacka drzymały latarnia gazowa ulice kostka asfaltowa - komentarze opinie

  • gość 2018-06-02 21:51:07

    ...a jak się skręciło z ulicy Boh. Warszawy w ulicę Podwale, po lewej stronie stał stary, bardzo stary dom, w którym kiedyś chyba mieszkał jakiś rzemieślnik, który znał się na zamkach i kluczach, można by powiedzieć "Klucznik". Nad wejściem, nad bramą wiodącą na podwórko, na dekoracyjnym wysięgniku z zawijasami, wisiał potężny klucz. Miał chyba 20 kg wagi i długość 60-80 cm. To był znak rzemieślnika, fachowca od zamków i kluczy. Bardzo mi on się podobał, jak dom opustoszał, ale nie miałem odwagi jego ukraść. Nie wiem co z nim się stało. A co do fachowców od zamków i kluczy, był w Szczecinku specjalista w tej dziedzinie, nawet miał "spec" uprawnienia jak na tamte czasy mocno socjalistyczne, mówiło się o nim "kasiarz przysięgły". Był fachowcem od skomplikowanych zamków i otwierania kas pancernych. Nazywał się Brocki... a imienia nie pamiętam. Warsztat miał w bramie, na Boh. Warszawy, tu, gdzie obecnie jest wejście do notariusza, a sąsiadem był sklep warzywny pana Padewskiego.

Dodajesz jako: Zaloguj się