:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  13°C lekkie zachmurzenie

W TV zamienili się na małżeństwa. Ale... jak to było naprawdę?

Zamienili się na małżeństwa. Ale... jak to było naprawdę?

Beaty i Jarosława ze Szczecinka, którzy stali się bohaterami popularnego programu „Zamiana żon”, chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.  Przypomnijmy. Wywołujący mnóstwo emocji odcinek z udziałem małżeństwa został wyemitowany przez stację TTV na początku maja. Skąd pomysł na udział w programie? Jakie wrażenia wiążą się z nagraniami odcinków?  Czy Beata i Jarek zrobiliby to jeszcze raz? W wywiadzie udzielonym „Tematowi Szczecineckiemu” małżeństwo ze Szczecinka zdradza kulisy udziału w „Zamianie żon”.

 

Nie był to Wasz pierwszy występ w telewizji. Wcześniej był to program dedykowany małżeństwom „Zmiana pełną parą”, prowadzony przez Agatę Młynarską. Skąd w ogóle taki pomysł?
Beata: - Po prostu zobaczyliśmy ogłoszenie o castingu. Siedzę sobie przed komputerem i mówię do męża: Jarek, zobacz. Bierzemy udział w programie. Będzie naprawa małżeństw… Tak naprawdę nie chodziło o jakąś naprawę. O to, że coś złego się w naszym związku działo. Ale o chęć przeżycia przygody. Wiadomo też, po 22 latach pewna monotonia i codzienność nas przytłoczyła. No i postanowiliśmy się zgłosić. Chcieliśmy tchnąć w nasze małżeństwo drugie życie. Zostawiłam decyzję mężowi.
Jarek: - A ja potwierdziłem: wysyłamy. 
B: - No i tak zrobiliśmy. Wystarczyło wpisać dane, dołączyć zdjęcie i nic więcej. Po dwóch dniach zadzwoniła do mnie pani reżyser i powiedziała, że się dostaliśmy. To było jak wygrana na loterii. Było przecież tysiące zgłoszeń, a tylko sześć par… No i tak to się zaczęło.
J: - Nie mieliśmy wcześniej styczności z telewizją. Można więc powiedzieć, że to był nasz debiut.

A potem? Dlaczego zdecydowaliście się tę przygodę w telewizji kontynuować. 
B: - My już nic nie wyszukiwaliśmy. To oni zadzwonili do nas i zaproponowali kolejne nagranie. Powiem szczerze, że ja na początku nie chciałam się zgodzić. Miałam tyle wrażeń pozytywnych z tego pierwszego nagrania, było tak pięknie i fantastycznie… 
- To było coś niesamowitego. A tu to wiadomo, miał być zupełnie inny program. Ale postanowiliśmy iść za ciosem. 

Co wiedzieliście zanim doszło do nagrań? Wiedzieliście z kim się spotkacie, zamienicie, do jakiej „bajki” traficie?
B: - To były tylko ogólne informacje. Wiedzieliśmy, jaki jest ogólny charakter programu, na czym polega, że jest zamiana żon, że trzeba będzie spędzić trochę czasu poza domem. I tylko tyle. W telewizji wszystko zawsze do końca jest tajemnicą. Wchodzimy na plan i dalej nic nie wiadomo. Efekt końcowy też jest pewną niespodzianką
J: - Cały program trwał 45 minut. Ale to wszystko przygotowywane było dwa, trzy miesiące wstecz. Ekipa TV przyjeżdżała do nas, my jeździliśmy na nagrania. Robiono w naszym domu próbne zdjęcia, sprawdzano, czy się w ogóle nadajemy, żeby wystąpić w telewizji i w tym konkretnym programie. Przygotowania trwały od listopada do marca. A potem był telefon i po kilku dniach wyjazd. 
B: Nikt nie mówi, czy będzie fajnie, czy nie. No i kiedy już się podpisze umowę, nie można zrezygnować. 

A kiedy już zaczęła się realizacja programu, jakie były Pani pierwsze wrażenia. To jest ta „bajka”, tak to sobie wyobrażałam, czy było zupełnie inaczej?
B: - To była bajka „O śpiącej królewnie i 7 krasnoludkach” (śmiech). Trzy dni przed programem dopadła mnie straszna grypa, chcieliśmy wszystko przesunąć, ale się nie dało. Więc z 40 stopniami gorączki pojechałam na nagranie. Nic nie było widać. Wszystko zostało tak pocięte i zmontowane, że nawet nie widać, że miałam kaszel. Ale czułam się fatalnie. Byłam cały czas na antybiotykach, a między scenami kładłam się na chwilę do łóżka. To była ciężka praca. Od 8 do 23 praktycznie non stop trwało nagrywanie. Kamery były włączone praktycznie cały czas. Potem wiadomo, był odpowiedni montaż… 
J: - Nie było możliwości, żeby usiąść i porozmawiać bez obecności kamer. Ja byłem mile zaskoczony, nie było tak, że się jakoś bałem. Przyjechała pani, która miała zastąpić Beatę i zaczęliśmy. Normalnie jakbym pracował. 

Nie ma co ukrywać. Program wywołał wiele emocji. Była też fala krytyki, hejtu…
B: - Trochę się trzeba wytłumaczyć. Byliśmy na to przygotowani. Program miał na celu wywołanie emocji, także tych niezbyt pozytywnych. To zupełnie normalne. I ja to rozumiem. Nie rozumiem jednak takiego hejtu, kiedy ktoś mnie próbuje oceniać personalnie, a tak naprawdę niewiele o mnie wie. Choć nie powinnam się angażować, raz odpisałam. Wytłumaczyłam, że nie zakładam dodatkowych profili, żeby prowadzić w taki sposób dyskusji w internecie. I tyle. Ludzie są często nieświadomi. Piszą, czy jestem ładna, czy nie, a przecież nie poszłam tam na konkurs piękności. Poza tym, my przecież zawsze staramy się promować Szczecinek.
J: - Dokładnie. Za każdym razem, ale to jest wycinane. Mówimy, że jest pięknie i cudownie. I że warto tu przyjechać. Wszystko zależy jednak od reżysera… 

A jak zostaliście odebrani przez bliskich, znajomych, sąsiadów już poza internetem? Co mówią ludzie, których spotykacie na ulicy? Rozpoznają Was?
B: - Są reakcje, ale bardzo pozytywne. Ostatnio nas rozpoznano w Gdańsku na stacji benzynowej. To bardzo miłe. Bliscy i znajomi znają nas, wiedzą, jacy jesteśmy naprawdę i nie oceniają nas przez pryzmat tego programu. Oczywiście, po emisji mieliśmy telefony od znajomych. Mówili, że wyszło zabawnie. My też się raczej śmialiśmy, kiedy to oglądaliśmy. My tak naprawdę nie wyglądamy, a wszystko zostało przedstawione dużo zabawniej.
J: - Nawet myśleliśmy, że będzie gorzej. Że pokażą nas jako rodzinę imprezowiczów. Jedna rzecz była taka, która mnie ubodła. To moment, w którym ktoś wyciął, że nie zależy mi na dzieciach. 
B: - Dokładnie, na wiele rzeczy można było przymknąć oko i potraktować jako żart, ale nie to. Jesteśmy kochającą rodziną i najważniejsze są dla nas zawsze dzieci. Oprócz dzieci nie mamy innego życia. Miały być emocje i show, i to było. Ale my tak nie wyglądamy. I ja umiem gotować (śmiech). I jako mama jestem gwiazdą. Bo takie było pytanie… I odpowiedziałam, że jestem gwiazdą w swoim domu. A wyszło inaczej. Dzisiaj się z tego śmiejemy. Choć pewnie ludzie widzą nas inaczej. Że nie zajmujemy się dziećmi i codziennie imprezujemy. 

Macie kontakt z rodziną z Bytomia?
B: - Oczywiście. Żeby było ciekawiej, my nawet mamy tak samo na nazwisko. Często do siebie piszemy, dzwonimy. Powiedzieli, że jak będą nad morzem, to nas odwiedzą. 

Ciężko było ogarnąć taką gromadkę dzieci?
B: - Bez problemu. Wbrew temu co oczywiście było pokazane. To rewelacyjne dzieci, jak to dzieci. Ja nie mam problemu z dziećmi. Nawet jakbym miała 20, to bym ogarnęła. Czy 5 to 10, dla mnie to był relaks. Czułam się wspaniale. 

A co dalej, planujecie kolejne nagrania? 
J: Mamy propozycje. Ale nie możemy powiedzieć. Na razie są rozmowy, a czy coś z tego wyjdzie, zobaczymy.

Myślicie by zająć się tym zawodowo, profesjonalnie?
J: - Nie, profesjonalnie nie. Tych programów jest mnóstwo. Poza tym, żeby tak na poważnie zająć się takim powiedzmy, aktorstwem, to trzeba by było przeprowadzić się do Warszawy i być ze wszystkim na bieżąco. Czasowo to zbyt wiele kosztuje. Ale dałoby się z tego żyć.
B: Tak i to godnie. Ale trzeba to lubić. Jeśli chodzi o mnie, to od czasu do czasu, mogłabym wystąpić w jakimś programie, ale nie za dużo. Też przez wzgląd na dzieci. To przede wszystkim fantastyczna przygoda i tak to traktujemy. Jeśli się uda po raz kolejny w takiej przygodzie wziąć udział, to pewnie będziemy z tego korzystać. Ale nie będziemy o to zabiegać.  

 

wywiad ukazał się w 899 wydaniu Tematu Szczecineckiego,
jedynego tygodnika ze Szczecinka.


Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


beata jarek program telewizja zamiana żon - komentarze opinie

  • Gość - niezalogowany 2018-06-10 13:46:31

    Naprawdę to tyle mnie to obchodzi co zeszłoroczny snieg albo ze urodzil się drugi jhd

  • sprawiedliwy - niezalogowany 2018-06-10 20:12:50

    To po co to czytasz baranie.

  • Gość - niezalogowany 2018-06-11 10:01:00

    Tam były dwie "40" co na Sunrise chciały śmigać, role drugoplanowe ale wybitnie zagrane ;)

  • gość 2018-06-11 11:15:01

    Prośba .... Nie reklamujcie sobą naszego Miasta !!!!!

  • gość 2018-06-11 14:26:23

    A Szczecinek to Twoja własność.

  • gość 2018-06-11 17:37:17

    Nie reklamujcie sobą naszego Miasta - a właśnie dziękuję, że reklamowali. Lepszą reklamę mieliśmy w "Uwaga" w TVN?

Dodajesz jako: Zaloguj się