23°C rozproszone chmury

Wizje dwie

Opinie i felietony, Wizje - zdjęcie, fotografia

Podziwiam nasz odnowiony Stary Rynek, bo tak go właśnie nazywają i nie bez racji, ci którzy po raz pierwszy są w Szczecinku. Plac Wolności, bo przecież o nim tu mowa, podziwiam teraz za jego wyjątkową gładkość. Zupełnie niczym w salonie sprzedającym terakotę i glazurę. Tyle, że tam jest większy połysk, a tutaj z racji bardziej wyszukanego i trwałego materiału – dostojna, matowa szarość. Owszem i ona wpada w lustrzane lśnienie, ale tylko podczas deszczu. 

Tak równej i tak wypoziomowanej nawierzchni jeszcze nigdy tutaj nie było. Człowiek jako dwunożna istota nastawiona jest raczej na terenowe nierówności, dlatego kijkarze i biegacze wolą pobocza niż twardy i gładki asfalt. Z drugiej strony księżycowy krajobraz z jakim mamy do czynienia, przykładowo, na drodze dojazdowej do targowiska od strony kotłowni rejonowej jest równie dla nóg uciążliwy. Tam ani przejechać, ani przejść bez skakania w lewo, w prawo niczym pchła, się raczej nie da. 

Tymczasem tutaj gładziutko jak na stole pingpongowym, choć inni twierdzą, że jak na lotnisku. Jak się wydaje obie społeczne opinie są do siebie zbliżone. Mam nadzieję, że jego walory wkrótce odkryją i docenią amatorzy rolek, wrotek, szabliści i uliczni koszykarze. Co prawda, z racji wzmożonego ruchu hasanie po placu może być utrudnione, ale takiej nawierzchni ze świecą szukać. Rowerzyści pewnie poczekają aż na placu pojawią się żółte pasy i odpowiednie znaki drogowe, bo przecież bez nich z pewnością się nie obejdzie, wszakże przepis zachowany być musi. 

Osobną kwestią jest, mało dostrzegalny, wysiłek włożony przez wykonawcę przebudowy. Tyle razy musiał poprawiać dopiero co położone płyty i kostkę, że się z terminami nie wyrobił. Jak się okazuje deptak będzie w terminie późniejszym, niż zakładano to przed rokiem. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Jakby co, zbiegnie się to z oddaniem do użytku obwodnicy, której budowa lada dzień ruszy, o czym warto wiedzieć, bo okoliczny krajobraz zmieni się nie do poznania. Oczyma wyobraźni widzę gromadę ekologów przywiązujących się do stuletnich sosen, świerków i buków rosnących w Miejskim Lesie. Chodzi akurat o te, które rosną w miejscu, gdzie pobiegnie „jasna, długa prosta, szeroka jak morze....” nasza, szczecinecka trasa łazienkowska. 

Ale przekształcanie publicznej przestrzeni wbrew pozorom czasem nie są takie łatwe. Przekonał się o tym uznany artysta poznański, choć rodem ze Szczecinka. Mimo a może dlatego, że stąd, swego czasu zaproponował usadowienie na wieży Bismarcka kolorowego kruka. Pomysł, choć wielu uznać może to za zbyt ekstrawagancki, może nawet kalaniem odwiecznej przyjaźni polsko-niemieckiej, a w dalszej kolejności, kto wie, wyjściem z UE, został zaakceptowany. Artysta wziął się do pracy, traktując zlecenie bardzo poważnie. Zaczął nawet, co się raczej tej grupie zawodowej rzadko zdarza, od zorganizowania konkursu na jego kolorystykę. Wprawdzie z terminami coś mu nie wyszło, ale ostatecznie dzieło powstało. 

I w tym miejscu pojawił się poważny dylemat. Wprawdzie zamawiający za ptaka zapłacił, ale skończonego już dzieła nie chce nawet widzieć. Dlaczego? Bo się wieżowa wizja odwidziała. Wszystko na to wskazuje, że wieża zachowa swój niepowtarzalny czar, kojarzący się wyłącznie z filmami grozy. Może i słusznie. A któż powiedział, że wszystko co nas otacza, ma być ładne, lśniące i kolorowe? Przecież współczesna sztuka preferuje brzydotę, nazywając właśnie to pięknem. Poza tym brzydota może pełnić również funkcję estetyczną. Przykładem choćby Rembrandt ze swoim portretem zgorzkniałego starca. I tego się trzymajmy. 

Kult Bismarcka (wieża po to właśnie została wybudowana) można zastąpić kultem brzydoty. Być może jest to bardzo słuszna wizja. Zatem powtórzę – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 

A teraz na poważnie. Tym razem chodzi o fakty. Wnętrze kościoła pw. św. Krzysztofa ma przyozdobić mozaika znanego na całym świecie artysty – teologa Marka Rupnika. Jego działa można zobaczyć m.in. w Lourdes, Fatimie, papieskiej kaplicy na Watykanie czy kościele San Giovanni Rotondo. Kościół, którego wnętrze jest wynikiem bądź niedopracowania przez architekta, bądź kłopotów z odczytaniem dokumentacji przez jego budowniczych – jak to określa sam artysta – stanie się „miejscem zamieszkania wizji teologicznej”. To dowód na to, że prawdziwy artyzm polega na dzieleniu się pięknem. 

Jerzy Gasiul 

Wizje dwie komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com





Opinie i felietony, - więcej informacji