:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  3°C pochmurno z przejaśnieniami

Wizje dwie

Wizje dwie

Tegoroczne lato mamy już za sobą. Ściślej, porę, którą określa się jako lato, choć latem nie było. Przez trzy miesiące padało, a tylko chwilami zdarzało się, że zza chmur wyjrzało słońce. Ale nie o pogodzie chciałem, a o kończącym się właśnie sezonie ogórkowym. Ten ostatni charakteryzuje się tym, że niby nic godnego uwagi się nie dzieje – mowa o wydarzeniach w naszym lokalnym świecie, bo tylko tym się zajmujemy na tych łamach. 


Otóż tym razem działo się całkiem sporo. Nawet radnych, wbrew utartym zwyczajom, co rusz zbierano na sesyjne nasiadówki. Spowodowane to było nadzwyczajnymi wydarzeniami, takimi choćby jak uwagi wojewody w sprawie uchwały dotyczącej fundowania prywatnej klinice zabiegów in vitro (czyżby był to początek opłacania z miejskiego budżetu także innych zabiegów np. wymiany stawów biodrowych, czy choćby leczenia zębów?), kwestiami związanymi z reformą oświatową, czy choćby nawet dekomunizacją niektórych szczecineckich ulic. 
Z tymi ulicami wyszła nawet niezła chryja. Kilka miesięcy temu wymieniano patronów dwóch ulic, a po czasie dopatrzono się dwóch kolejnych. Tym razem należało wymienić Kruczkowskiego na kogoś innego. Fakt faktem dotychczasowy patron uliczki na Marcelinie, autor „Kordiana i chama” - żelaznej lektury szkolnej dezawuującej powstanie listopadowe, był członkiem PZPR i to wielce zasłużonym. Może nie tyle dla polskiej literatury, co raczej w propagowaniu „proletariackich idei”. Za to też uhonorowano go m.in. Stalinowską Nagrodą Międzynarodową i wieloma innymi zaszczytami. Kruczkowskiego wymieniono na Miłosza, bo tak zadecydowała ważna osoba w Radzie Miasta. 
W tej kwestii mieszkańcy osiedla mieli inne zdanie, ale jakby co, zawsze można powiedzieć, że „zwyciężyła demokracja”. Tak przy okazji warto pamięć, że również autor „Zniewolonego umysłu” piszącego bardzo niepochlebnie o swoich niedawnych kolegach, do 1951 roku działał w dyplomacji komunistycznego państwa. W tej kwestii polecam niedawno wydane dwutomowe opracowanie Krzysztofa Masłonia. Naprawdę fascynująca lektura o życiowych meandrach wielu powojennych poetów i pisarzy. W pewnością byłaby pouczającą lekturą dla wielu tutejszych ojców chrzestnych, nie tylko tych od ulic. 
A propos dekomunizacji. Na ścianie narożnej kamienicy przy ul. Limanowskiego i Rzemieślniczej, a wcale nie tak dawno Sawickiej, zachowała się do dzisiaj kamienna tablica poświęcona Hance (Szapiro) Sawickiej. Nazwa ulicy została „zdekomunizowana” już w... 1989 roku. A przecież mogli zamiast Rzemieślniczej nazwać ją po prostu ulicą Hanki – to ładne imię. 
Mieszkańców Szczecinka fascynują efekty przebudowy placu Wolności. Otóż po raz kolejny, pod ciężarem nomen omen ciężarówki, zapadła się posadzka fontanny. Sporną kwestię pomiędzy wykonawcą, a ratuszem czy fontanna została zbudowana tak, jak projekt przewidywał, być może rozstrzygnie teraz sąd. Plac gotowy, ale fontanna nieczynna. Zupełnie jak ten dowcip z traktorem, który ma trzy dobre kola. Epoka budowy posadzkowych fontann właśnie osiągnęła swój punkt szczytowy - pojawiają się jak grzyby po deszczu niemal w każdym Pierdziszewie. Stały się tak modne, jak budowane niemalże we wszystkich zakamarkach naszego (albo jak kto woli „tego”) kraju polbrukowe chodniki. 
Jednym z ważniejszych wydarzeń w ostatnich dniach stał się występ satanistycznego zespołu muzycznego. Wcześniej jego promocją osobiście zajął się (vide warszawska konferencja z udziałem lidera zespołu) nawet sam burmistrz. Widzów, jak na tak rozreklamowane widowisko było kompromitująco mało. Wątpię, czy aby na pewno wpływy ze sprzedaży biletów pokryły wszystkie koszty – nie wspominam o społecznych. 
Trzeba przyznać, że scenografia była mocno zbliżona do tej, o jakiej piszę w cyklu historycznym, tym razem poświęconym szczecineckiej loży masońskiej. W tej materii nie wymyślono nic nowego pod słońcem, no może raczej pod przymglonym księżycem, bo też ów seans odbył się nocą. Z tym, że w tamtym przypadku jednym z ważnych elementów wyposażenia była Biblia. Tutaj wprawdzie darcia jej na strzępy nie było, ale w scenicznych wyciach nie zaniechano bluźnierczych tekstów łącznie z fragmentem modlitwy, znanej każdemu Polakowi od dzieciństwa. 
W tym samym czasie w pobliskim kościele przy ul. Kołobrzeskiej do późnej nocy trwała adoracja Najświętszego Sakramentu. Ta sama ulica, a jakże różne światy. Zupełnie jak w boschowskim tryptyku „Ogród rozkoszy ziemskich”, gdzie na lewym panelu widzimy rozświetlony promieniami słonecznymi „Ziemski raj”, zaś na drugim, ciemne i ponure „Piekło”. Piętnastowieczna wizja świata aktualna nawet w XXI wieku. 
                                                                                                                                       Jerzy Gasiul

 

felieton ukazał się 7.09 w tygodniku Temat

jerzy gasiul felieton - komentarze opinie

  • gość 2017-09-14 17:24:14

    Ten felieton to dobry asumpt do tego w jak głupi sposób wydawane są publiczne pieniądze w Szczecinku. Okazuje się, że lepiej je wydać na kosmicznie drogi program in vitro przeznaczony dla garstki mieszkańców, występy satanistycznego zespołu, beznadziejnie badziewne fontanny, czy palmy zamiast choćby na leczenie zębów, zmniejszenie kolejek do kardiologa i innych specjalistów, czy remont basenu. Nie zgadzam się z poglądami felietonisty co do oceny Kruczkowskiego czy Miłosza. Myślę, że dla literatury ważne jest to, co napisali ci literaci, a nie co mają w życiorysach. Dorobek Czesława Miłosza jest przeogromny, to jeden z tytanów polskiej kultury uhonorowany Noblem, więc ten epizod z pracą w ambasadzie PRL nie ma tu nic do rzeczy. Kruczkowski napisał Kordiana i chama" oraz "Niemcy". Oba dzieła mają niezaprzeczalną wartość literacką. Niemcy pokazują postawę społeczeństwa niemieckiego wobec faszyzmu, i nie ma tam nic komunizującego.Dramat ten wystawiano w teatrach Europy Zachodniej z powodzeniem. Żeromski w "Rozdziobią nas kruki i wrony dezawuuje Powstanie styczniowe". Czy to znaczy, że trzeba dezawuować Żeromskiego? Członkostwo w PZPR można wypominać bardzo wielu luminarzom kultury. Od Andrzeja Wajdy, Andrzeja Konwickiego przez Wisławę Szymborską i wielu innych. Czy to znaczy, że z tego powodu mamy ich dzieła wyrzucać na śmietnik? Absurd. Międzynarodową Nagrodę Stalinowską uhonorowano między innymi takich artystów jak Pablo Picasso, Pablo Neruda, Bertolt Brecht, czy Luis Aragon. Czy to takie złe towarzystwo. Wbrew pozorom byle komu tej Nagrody jeśli chodzi o kulturę nie przyznawano. Potępianie Kruczkowskiego w czambuł to moim zdaniem zaczadzenie ideologiczne nie mające nic wspólnego z kulturą. Kruczkowski miał talent literacki, napisał co najmniej dwie głośne książki i jest o tyle bliski, że był więźniem obozu w Bornem i ja bym go nie dezawuował.

  • gość 2017-09-18 10:14:57

    Leon Kruczkowski to także "Pierwszy dzień WOLNOŚCI ( Jastrowie). Tej wolności w Szczecinku nie widać, nawet kinoteatr nie spełnia tej funkcji. pozdrawiam idiotów i pół idiotów ideologicznych. Behemowato widzę wasz koniec.

  • gość 2017-09-18 11:09:57

    Odwal się od Kruczkowskiego, ideologu. W literaturze jest miejsce dla wszystkich.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com