:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  11°C lekkie zachmurzenie

Zarobieni w procedurach

Opinie i felietony, Zarobieni procedurach - zdjęcie, fotografia

felieton ukazał się 8 grudnia w tygodniku Temat

Właściwie to u nas żadne problemy, niczym cło w duty free na lotniskach, nie występują. Mowa o tym naszym lokalnym świecie. Jeśli już gdzieś, coś się zdarzy, to tylko coś z nieoddaniem na czas jakiejś drogi, czy innego ważnego obiektu – no może jeszcze wymiany przerdzewiałej latarni na jakiejś ulicy. Tak to przynajmniej wynika z treści serwowanych przez miejscowe media, a także kwestiach poruszanych na sesjach Rady Miasta. Wychodzi na to, że jesteśmy zieloną wyspą szczęśliwości, tu nie występują żadne utrapienia, którymi usiany jest cały świat „zewnętrzny”. A jeśli już się zdarzają, to przecież nie wypada o tym głośno mówić, bo to może szkodzić dalszemu intensywnemu rozwojowi, wizerunkowi, dobrej opinii i tym podobnym zaklęciom. Tego rodzaju zdarzenia, ma się rozumieć, są zupełnie przypadkowe, by nie powiedzieć unikatowe, niczym znaleziony w wiecznej zmarzlinie mamut. Raj na ziemi, zupełnie jak w kolorowym prospekcie wydanym przez agencję promocji, reklamy, propagandy i agitacji. Bardzo nam z tego powodu przykro, że czasem musimy się z tego szeregu wyłamać. Co prawda przyjaciół przez to sobie nie zjednujemy, ale to lepsze niż brechanie za czyimiś plecami. 

Kilka dni temu ze zdumieniem usłyszałem, że radni zupełnie nie wiedzieli o wprost żenującym zdarzeniu, kiedy to osobie niepełnosprawnej poruszającej się jedynie na wózku, ZGM zaproponował, tu werble, proszę o uwagę: Mieszkanie w kamienicy na... II piętrze z wąskimi, drewnami schodami. Mało tego, łazienka w owym lokum miała dodatkowy schodek. Powtórzę, nie był to kabaretowy scenariusz i nie wymyślono go na okoliczność 1 kwietnia. To fakt. Takie mamy czasy, że można rechotać nawet z ludzi niepełnosprawnych, czy ułomnych, albo też ludziom zdrowym przypisać różne choroby. 

Sprawą tą po naszym artykule zajęła się telewizja ogólnopolska. Przyjechali, nakręcili i w świat puścili. Efekt jest taki, że znalazło się mieszkanie na parterze. Mało powiedziane. Nawet dwa i to jedno obok drugiego(!) tyle, że w sąsiedniej kamienicy. Jak to się stało, że w tak dużej instytucji z tyloma biurkami i specjalistami z różnych dziedzin o tym nie wiedziano? Telewizja ma to do siebie, że kiedy przyjeżdża, to do tej pory wprost nieosiągalni z racji olbrzymiej ilości obowiązków prezesi, dyrektorzy, kierownicy, samorządowcy i kto tam jeszcze, nagle się w sposób wręcz cudowny przerywają swoje ciężkie i niewdzięczne zajęcie, aby kilka słów powiedzieć do kamery. Wychodzi z tego niezły kabaret. Tłumaczą się, udają, kluczą, nie pamiętają, zostali niedokładnie poinformowani, oczywisty błąd wymagający natychmiastowej naprawy - to typowe wymówki serwowane na użytek widza, uważanego zresztą za mocno niedomagającego w rozumie. 

Tak jest, jeśli pracownik ma w oczach jedynie regały ze skoroszytami, a komputer służy w pracy niekoniecznie do pracy. Zupełnie niedawno zostałem kompletnie zaskoczony telefonem z ZUS. Panią z miejscowego ZUS nawiedziły poważne wątpliwości co do mojego emeryckiego stażu, dlatego też zapytała... W tym miejscu też proszę o werble. Uwaga! O decyzję wystawioną przez ZUS dwa lata temu. Z pewnością ową decyzję wystawiła któraś z jej licznych koleżanek, ale po co się trudzić, po co zaglądać do komputera, skoro niech tłumaczy się sam delikwent. Przecież jeśli zalega, choć nie zalega, to wszystko jest dla jego dobra. A to, że wystawiano mu zaświadczenia i to nie jeden raz, że nie zalega, nic nie oznacza. 

Petent musi poczuć ważność instytucji. Tak jak to odczuła moja koleżanka ze szkolnej ławy. Przy okazji pozdrawiam wszystkich maturzystów z 1967 r. Otóż nieświadoma powagi zadania, postanowiła wziąć sobie ze schroniska kota. Ma doświadczenie, bo miała już niejednego, a ostatni ze starości po prostu zdechł, choć w tej kwestii tzw. obrońcy zwierząt mawiają, że zwierzę „umiera”. Ja jednak twierdzę, że choćby były inteligentny jak szympans lub pies rasy Border Collie – zawsze zdycha, bo taki jest jego los. Powtórzę, nieświadoma niczego zjawiła się w schronisku jak po swoje. Tu się dowiedziała, że akurat kotki są świeżo po zabiegu. Nic to. Za kilka dni przyjechała powtórnie. Tym razem już przywiozła nawet ze sobą klatkę. Młoda woluntariuszka z rozbrajająca szczerością oznajmiła jej, że po kotkę nie pójdzie, ponieważ boi się... pana doktora. 

Cóż było robić. Pojechała po raz trzeci. Tym razem natknęła się na dozorcę. W tym miejscu po raz trzeci proszę o werble. Pan dozorca w prostych słowach oznajmił, że nikogo nie ma, a on tym się nie zajmuje. Jednym słowem nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem! Dodam, że wszystko to działo się w godzinach pracy.

Ktoś kiedyś powiedział, że żyjemy nie tak jak byśmy chcieli, tylko jak przewidują to procedury. Koniec świata już blisko. 

                                                                                                                                         Jerzy Gasiul 

Zarobieni w procedurach komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na temat szczecinek.com