:-(

Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?



  11°C bezchmurnie

Zdanie na "prawko" w Szczecinku jest trudne. Prawie połowa odpada na teorii, wielu na placu

Zdanie na

Od kwietnia 2017 jeden z egzaminów uchodzący za najbardziej stresujący, a dla niektórych – za najtrudniejszy, można zdawać w Szczecinku. Mowa oczywiście o egzaminie na prawo jazdy, w tym na najbardziej popularną kategorię B. Czy po roku funkcjonowania Oddział Terenowy koszalińskiego ZORD w Szczecinku działa tak, jak od początku zakładano? Jak przedstawia się zdawalność? Jakie pułapki najczęściej czekają na kursantów? Co można by poprawić? Na ten temat rozmawiamy z Eugeniuszem Romanów, dyrektorem ZORD w Koszalinie.

 

Czy zainteresowanie zdawaniem egzaminu na prawo jazdy w Szczecinku spełniło państwa oczekiwania? Skąd najczęściej przyjeżdżają tu kursanci?

Jesteśmy zadowoleni z zainteresowania szczecineckim oddziałem terenowym. Na początku podchodziliśmy do wszystkiego ostrożnie. Ale nasze założenia się potwierdziły. Okazało się, że ośrodek jest potrzebny i że ludzie są zainteresowani tym, by egzamin zdawać w Szczecinku. Najwięcej kursantów jest oczywiście ze Szczecinka i Powiatu. To 56 procent. Tak też zakładaliśmy. Świdwin to 3 proc., Złotów – 2 proc., Białogard -1 proc., Bytów – 3 proc., Chojnice – 5 proc., Człuchów – 7 proc. , Drawsko Pomorskie – 13 proc., Kamień Pom. – 1 proc. i Kościerzyna – 1 proc.

Są chętni, by na egzamin do Szczecinka przyjechać aż z Kościerzyny czy z Kamienia Pomorskiego? To dość duża odległość.

- W naszym żargonie mówi się o tym "turystyka egzaminacyjna". Z różnych przyczyn ludzie wybierają odległe ośrodki: z osobistych, jadą za instruktorem, z przyczyn zawodowych, prywatnych, wciąć aktualny jest mit, że gdzieś tam jest łatwiej... Z reguły to około 3 proc. kursantów. Zdarza się, że przyjeżdżają do nas kursanci nawet z Białogardu, choć stamtąd jest bliżej do Koszalina. Część jest z Połczyna. Są śladowe ilości kursantów z Wielkopolski, jak np. z Okonka czy z Lotynia. Trudno oczekiwać, że będą jeździć do Piły. Są też osoby z Czarnego. W perspektywie 1,5 roku w Chojnicach otwarty zostanie oddział terenowy PORD-u z Gdańska. Oznacza to, że odpadnie jakieś kilkanaście procent. Generalnie nasze analizy i prognozy się sprawdziły. Zakładaliśmy, że będziemy mieć kursantów z Drawska Pom. i tak też się dzieje.

A jak wygląda zdawalność?

- Ogólna zdawalność to 27 proc. Kursanci zdają egzamin teoretyczny i praktyczny. Egzamin praktyczny składa się natomiast z dwóch elementów: plac manewrowy i w ruchu miejskim. W naszej ocenie problemem jest plac manewrowy. Jako dyrektorzy WORD-ów działający w stowarzyszeniu KSD nieraz staraliśmy się wpływać na przepisy i rozmawialiśmy z departamentem transportu, by niektóre elementy zmienić. Przez 11 lat, odkąd jestem dyrektorem ZORD-u w Koszalinie, to się nie udało. Nie ma zmiany filozofii egzaminowania, zwłaszcza na placu manewrowym.

A co konkretnie wymagałoby zmiany?

- Chodzi o sprawdzenie, czy kursanci panują nad pojazdem. Obecnie jednym z największych problemów jest przejechanie łuku, 30 metrów jazdy do tyłu - to nie jest naturalne zachowanie kierowcy. To jest przede wszystkim w warunkach miejskich niebezpieczne. Nie wiem, czy tak trzeba sprawdzać, czy ktoś panuje nad pojazdem, czy nie. Może jakiś slalom byłby lepszy. Są zmiany w Rozporządzeniu w zakresie egzaminowania, ale są to tylko zmiany kosmetyczne. Tymczasem kandydaci, żeby pokonać tę "przeszkodę", zamiast wykazać się umiejętnościami, stosują różne sztuczki. Są metody "na lusterka", na kręcenie kierownicą... Tu wchodzi w grę czysta matematyka. Szkoda mi tych ludzi, którzy tego testu nie przechodzą. Ale ten element egzaminu w sposób istotny wpływa na tzw. ogólną zdawalność (plac+miasto) . Z drugiej jednak strony egzamin na placu manewrowym jest przewidywalny i dokładnie opisany w prawie, więc niezrozumiały jest fakt tak dużej skali niepowodzeń.

Ile osób nie zdaje egzaminu na placu?

- Około 33 procent. Problemem jest jazda do przodu, ale też do tyłu. Ktoś przejedzie linię i egzamin jest od razu przerwany. Inaczej zdawalność wygląda, jeśli już kandydat  wyjedzie do miasta. Tu już jest lepiej, bo zdaje ok. 40 proc. Egzaminator nie może zmieniać  zasad egzaminu na placu manewrowym. Ale wiele osób widzi, że są one (zasady)  przeregulowane. Trzeba je uprościć. Nikt w ruchu miejskim nie wykonuje przecież takich manewrów. Może gdyby nasze postulaty poparły jeszcze ośrodki szkolenia kierowców coś by się dało zrobić. Ich jest znacznie więcej. Zmiany wymagałyby jeszcze kryteria oceniania. Egzaminator powinien mieć szersze pole do oceny kursanta. Zaznaczam, że to są moje osobiste przemyślenia poparte wieloletnią pracą w tym obszarze.

Mówi się, że przez niezdane egzaminy WORD-y się bogacą...

- WORD-y nie powstały dla pieniędzy. Ale pokutuje przeświadczenie, że jak z czymś sobie nie radzę, to nie jestem winien ja, ale oni. To taka nasza narodowa wada, że znamy się najlepiej na wszystkim: na zdrowiu, oświacie, bezpieczeństwie, ..., no i oczywiście ruchu drogowym. Przecież ja świetnie umiem jeździć.

To teraz ja Panią pytam, skąd 2800 osób które straciły życie w wypadkach w roku 2017 i blisko 40 tysięcy osób rannych - przecież to cały Szczecinek! Jesteśmy postrzegani jako ci, którzy wyciągają pieniądze, ale to nie tak. Nie ma przecież limitów, że tylu ma zdać, a tylu nie. Nie mamy z tego premii. To byłby absurd. Nie wyobrażam sobie, by ktoś z takim nastawieniem mógł być egzaminatorem. Egzaminator ma być obiektywny. Czy struktura WORD-ów jest doskonała? Na pewno zawsze jest coś do zmiany. Jak w każdej strukturze . Egzaminatorzy mają umowy o pracę i ścisłe określone pieniądze. Widzą kursanta tylko przez godzinę. Nie znają go. Nie mają możliwości prześwietlenie jego przeszłości. Niektórzy podchodzą do egzaminu po 30 godzinach kursu i myślą, że już są dobrze przygotowani. A to wcale nie jest tak. To minimum. Niektórzy powinni się szkolić od 50 do 70 godzin. Nie wszyscy mają tzw. "dryg". To też trzeba wypracować. Jeśli egzaminator widzi, że kursant ma braki, nie może go inaczej ocenić. W mojej ocenie w ruchu miejskim też można by zmienić niektóre kryteria. Trzeba usiąść i wspólnie zmienić filozofię egzaminu. A może warto wrócić do zapisów dyrektywy unijnej w zakresie prowadzenia egzaminów na prawo jazdy: " egzaminator może wystawić ocenę negatywną, jeżeli ma poczucie niebezpiecznej jazdy".

A co z teorią?

- Tę część egzaminu zdaje średnio 53 proc. kursantów. To nie jest formalność. Trzeba być gotowym na odpowiedź na 2,5 tys. pytań, które są dostępne Ministerstwa Infrastruktury (http://mi.gov.pl/2-Jakuzyskacprawojazdy.htm). Wprawdzie nie ma na stronie ministerstwa odpowiedzi, ale to chyba dobrze. Przyszły kierowca jest w ten sposób zmuszony do szukania odpowiedzi w literaturze i  na szkoleniu. Egzamin zdaje się za pośrednictwem systemu elektronicznego. To niezwykle szczelny system. Jeśli się komuś nie powiodło, może zobaczyć pytania u siebie na stanowisku. Chcielibyśmy, żeby zdawalność z teorii była wyższa. Ale i tak jest całkiem, całkiem.

Jakie są najczęstsze przewinienia kandydatów na kierowców?

- Tak jak już wspominałem na placu manewrowym to najechanie pachołka lub potrącenie pachołka albo tyczki – 38 proc. Dalej to dwukrotne nieprawidłowe wykonanie zadania – 35 proc. i przejechanie kołem przez linie - 10 proc. Jeśli chodzi o miasto, to najczęstszym błędem jest spowodowanie zagrożenia kolizją lub wypadkiem drogowym – 20 proc. albo nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu – 18 proc. Inne to zakończenie egzaminu przed ukończeniem wszystkich zadań ze względu na zagrożenie dla innych uczestników ruchu – 9,5 proc. oraz niezastosowanie się do sygnałów świetlnych 8,8 proc.

Szczecinecki oddział zarabia na siebie?

- Zawsze jest tak, ze oddział terenowy generuje wyższe koszty od ośrodka stałego. My wychodzimy na lekki plusik. Koszty osobowe i infrastruktury elektronicznej są wysokie. Na ten system płacimy kilkanaście tysięcy zł miesięcznie. Ale jest on szczelny i zapewnia bezpieczeństwo. Przesył danych jest szybki, sprawny i niezawodny. Bezpieczeństwo i pewność działania systemu (SI WORD ) musi kosztować . Środki na utrzymanie Oddziału Terenowego musimy wypracować i dobrze się składa, że się  bilansujemy. Są to przychody, które pozwolą nam odtworzyć majątek. Za 1,5 roku planuję wymienić tabor i muszę mieć na to środki . Na pewno warto rozmawiać i poprawiać to, co można. Nie uciekam od rozmowy , od dyskutowania, czy przyjmowania gorzkich słów. Ale chciałbym, żeby była to rozmowa merytoryczna, a często górę biorą emocje. Staram się maksymalnie, by wszystko działało jak należy. Niewątpliwie nie przyjmowałbym mitu, że WORD-y są po to, żeby "gnębić" ludzi. Chciałbym, żeby kursanci zostawili pieniądze na dodatkowe godziny szkolenia w OSK, niż odchodzili z egzaminu, z przysłowiowym "kwitkiem". Czasem mówię różnym osobom po 4, 5 nieudanych egzaminach, żeby odpoczęły, nabrały dystansu. Może warto uzyskać w Starostwie w Wydziale Komunikacji informacje w zakresie tzw."zdawalności" OSK lub instruktora. Chciałbym, żeby był ten złoty środek. Na pewno nie jesteśmy przeciwko tym, którzy egzamin zdają.

Podkreślam, że opłatę za egzamin ustala ministerstwo, i jest tak skalkulowana, aby pokryć koszty przygotowania i przeprowadzenia egzaminu. Celem WORD-ów nie jest przynoszenie zysków, a weryfikacja wiedzy i umiejętności kandydatów na kierowców.

 

wywiad ukazał się w Temacie Szczecineckim, 
jedynym tygodniku ze Szczecinka.


Miejsce zdarzenia mapa Szczecinek


zord szczecinek prawko egzamin zdawalność kurs romanów - komentarze opinie

  • gość 2018-05-08 09:53:05

    WORD-y są po to, żeby gnębić" ludzi! Takie jest odczucie społeczne i żadne piękne frazesy tego nie zmienią. Czy jako społeczeństwo jesteśmy takimi głąbami, żeby w takim ogromnym stopniu nie zdawać tych egzaminów? W Niemczech podobno zdawalność jest dużo większa. Ponoć ok 80%. Należy zmienić podejście, a nie gnębić tych biedaków za np. nierówne wjechanie na parking czy inne pierdoły.

  • gość 2018-05-08 10:21:50

    Bo dla nich ważne jest aby na rondzie kierunkowskaz w lewo dać (nie wiem po co, chyba żeby innych użytkowników w błąd wprowadzać jak są dwa pasy ruchu na rondzie)

  • gość 2018-05-08 15:12:12

    Po to żebyś miał nawyk pokazywania innym uczestnikom ruchu swoich zamiarów. Pomyśl, że możesz kiedyś prowadzić kiedyś pojazdów np. 22 metrów długości. Lepiej, żeby ci z tyłu i z przodu znali twoje zamiary, prawda? Dlaczego nie miałbyś ich poinformować o tym, że chcesz pojechać w lewo, albo zawracać? To nie jest zabronione, a na małych rondach bezcenne. Inni wiedzą wcześniej co zamierzasz. Np na tym śmiesznym rondku AK/Poniatowskiego albo JPII/1 Maja. Oczywiście na dużych rondach wrzucanie lewego kierunku nie ma większego sensu.

  • Creil - niezalogowany 2018-05-09 08:53:07

    Pojazd 22 metry to już transport ponadnormatywny,zezwolenia itp. a i dodatkowe uprawnienia C+E,ale retoryka.Prawdopodobieństwo jest takie jak to,że będzie pilotował samolot. Ktoś chyba był we Francji i się napatrzył,że żaby wrzucają lewy kierunek,ale za to prawego nie używają na rondzie.

  • gość 2018-05-09 17:36:33

    Słabo z przepisami. 22 metry może mieć....traktor z dwiema przyczepami. prawo jazdy kategorii B+E Udanej lektury PORD-u

Dodajesz jako: Zaloguj się